Ekspert na własne oczy widział zachowanie Świątek. Teraz ujawnia

5 godzin temu
Iga Świątek bardzo gwałtownie odpadła z turnieju w Miami. Na jej konferencji po porażce z Magdą Linette był m.in. znany amerykański dziennikarz tenisowy Ben Rothenberg, który zdradził nam jak wyglądało spotkanie z mediami. - Iga pozostawała w bardzo otwartym i poniekąd bezbronnym stanie, opowiadając otwarcie o swoich problemach - opowiada Amerykanin.
Iga Świątek przegrała z Magdą Linette 6:1, 5:7, 3:6 w drugiej rundzie turnieju WTA 1000 w Miami. Tym samym pierwszy raz od sierpnia 2021 i ówczesnego turnieju w Cincinnati odpadła już na samym starcie zawodów, do których przystąpiła. W pierwszej rundzie na Florydzie z racji rozstawienia miała tzw. "wolny los".

REKLAMA







Zobacz wideo Świątek sprzeciwia się rewolucji w tenisie. Sabalenka uważa inaczej



Świątek po przegranej pojawiła się na konferencji prasowej, na której opowiedziała o swoich przemyśleniach. Wśród dziennikarzy był także m.in. znany reporter tenisowy Ben Rothenberg, były współpracownik "The New York Times", w tej chwili twórca serwisu Bounces.
Rothenberg o Świątek
Rothenberg opowiedział nam, jak wyglądało spotkanie tenisistki z przedstawicielami mediów. - Nie sądzę, aby Iga była bardzo przygnębiona. Zapamiętam, jak podkreśliła, iż poza kortem nie czuje się wypalona, nie ma depresji i ogólnie czuje się dobrze. To po prostu kwestia zamieszania i chaosu w jej głowie w trakcie gry - braku realizowania taktyki oraz utraty koncentracji i poczucia stabilności podczas meczu. Świątek skupiała się na samej grze, nie mówiła o innych czynnikach. Przyszła na konferencję prasową 30 minut po meczu, czyli, jak na nią, dość szybko. zwykle należy do grona tych, które najpóźniej pojawiają się po zakończeniu pojedynku - mówi Amerykanin.
Czytaj także: Ukraiński trener o kibicach Lecha
Warto też zauważyć, iż w tenisie nie wszyscy zawodnicy po przegranej w ogóle udają się na konferencje prasowe. W rozgrywkach kobiecych federacji WTA jest inaczej niż w Wielkim Szlemie organizowanym przez Międzynarodową Federację Tenisową ITF - spotkania z dziennikarzami po porażce nie są wcale standardem. Bywają odwoływane - np. z udziałem Aryny Sabalenki w Rzymie, gdy przegrała w poprzednim sezonie w ćwierćfinale z Qinwen Zheng. Tymczasem Świątek praktycznie zawsze jest do dyspozycji dziennikarzy, choćby jeżeli kilka godzin później, jak to miało miejsce 12 miesięcy temu w stolicy Włoch po bolesnym niepowodzeniu z Danielle Collins.



Rothenberg przyznaje, co rzuciło mu się najmocniej z wypowiedzi Świątek w Miami. - Mam wrażenie, iż była w rozmowie z dziennikarzami bardzo szczera. zwykle taka jest, ale teraz pozostawała w bardzo otwartym i poniekąd bezbronnym stanie, opowiadając otwarcie o swoich problemach. Na koniec powiedziała, iż nie uważa, aby potrzebowała przerwy. Nie czuje się wypalona, chce po prostu dalej pracować i wierzy, iż praca jest rozwiązaniem. Nie wiem, czy ma rację, ale z pewnością tak myśli i jest przekonana, iż odpuszczanie turniejów nie jest rozwiązaniem.
Będą zmiany?
Świątek tłumaczyła w Miami, iż ma zbyt wiele oczekiwań, które nie pomagają jej w rywalizacji na korcie. - Jestem trochę zdezorientowana. Wiem, iż to we mnie tkwi, właśnie na chwilę straciłam nad sobą kontrolę. To najgorszy koszmar, jaki może przytrafić się czołowej tenisistce. Przegrać mecze w taki sposób. Muszę to przetrwać - mówiła.
Prawdopodobnie miała na myśli nie tylko niepowodzenie w drugiej rundzie z Linette, ale także fakt, iż kolejny raz w ostatnich miesiącach przegrywa mecz po tym, jak zwyciężyła wyraźnie w pierwszym secie. Wcześniej taka sytuacja miała miejsce m.in. w United Cup z Belindą Bencic czy w Dosze z Marią Sakkari.
Zdaniem Rothenberga kłopoty Świątek wynikają przede wszystkim z płaszczyzny mentalnej, a nie stricte tenisowej. - Sądzę, iż pytania powinny być kierowane przede wszystkim do osoby z jej zespołu, Darii Abramowicz, która jest psychologiem i trenerem przygotowania mentalnego. Pytanie, czy Iga wciąż jest optymistką w tej relacji i ufa Darii. Wcześniej ich kooperacja przynosiła liczne sukcesy. Myślę, iż to przede wszystkim kwestia psychologiczna, a mniej techniczno-taktyczne zagadnienie, które należy do Wima Fissette’a czy fizyczne, za które odpowiada Maciej Ryszczuk.



Amerykański dziennikarz nie jest jednak przekonany, czy nadszedł czas na zmiany w teamie tenisistki, do czego nawołują kolejni eksperci. - Nie wiem, jaka jest dynamika w jej zespole ani czy Świątek uważa, iż praca z nim wciąż przynosi efekty. Dlatego trudno odpowiedzieć, czy powinna się rozstać ze współpracownikami - mówi Rothenberg.


I dodaje: - Myślę, iż tenis jest trudny do rozszyfrowania – to jak próba znalezienia odpowiedniej stacji w radiu, czasem nie jest łatwo trafić na idealną częstotliwość, by uzyskać najczystszy dźwięk. Zawsze można pomylić się, szukając odpowiedniej fali radiowej. Iga wyraźnie była bliska ideału podczas zeszłorocznego finału Wimbledonu, prezentowała się świetnie w Cincinnati. Dziś widzimy więcej zakłóceń, ale to zależy od niej wyłącznie, czy np. nastąpią zmiany w sztabie Polki.
Tenisistka przeprasza
Spotkanie medialne Świątek po meczu z Linette miało dwie części, ta druga dotyczyła polskich dziennikarzy, a końcówka okazała się bardzo emocjonalna. Pytania zadawał Żelisław Żyżyński z ekipy Canal+ Sport, która przebywa na Florydzie. W pewnym momencie Żyżyński zwrócił się do Świątek: - Iga, byliśmy z tobą, gdy było dobrze, będziemy także gdy jest gorzej. Życzymy ci, byś poczuła się jak najszybciej "wolna" na korcie, jak to mówisz.
Świątek odpowiedziała: "Dziękuję. To na pewno nie jest tenis, który chcę pokazywać wszystkim. Więc w sumie trochę przepraszam też, iż nie wygląda to lepiej". Wówczas Żyżyński dodał: "Iga, nie masz za co przepraszać." Naszej zawodniczce pod koniec ostatniej wypowiedzi zadrżał głos.









Dziennikarz Canal+ tłumaczył później na portalu X: "Trudna to była rozmowa, bardzo mi żal Igi, tak po ludzku. Nie dlatego, iż przegrała mecz, ale dlatego, iż nie wie, jak opanować ten chaos, o którym mówi." Żyżyński spotkał się z wieloma pozytywnymi komentarzami w reakcji na to, jak rozmawiał z tenisistką, co podsumował tak: "Dzięki za dobre słowo, coraz rzadsze w dzisiejszych czasach. Ja po prostu uważam, iż przede wszystkim trzeba być człowiekiem, a potem dziennikarzem."
Idź do oryginalnego materiału