Łukasz Fabiański reprezentował barwy West Hamu United w latach 2018-2025. Polski golkiper w barwach londyńskiego klubu rozegrał aż 216 spotkań, w których 53-krotnie zachowywał czyste konto. Jego kontrakt wygasł wraz z końcem poprzedniego sezonu, co spowodowało, iż przez trzy miesiące pozostawał bezrobotny. Nie myślał jednak o zakończeniu kariery, a chętnych na podpisanie kontraktu z nim nie brakowało.
REKLAMA
Zobacz wideo Kosecki mocno do Papszuna: Wiemy, iż jesteś szefem, ale idź i zobacz młodzież Legii
Fabiański wrócił do treningów. "Chcę być w jak najlepszej dyspozycji"
Ostatecznie jednak 57-krotny reprezentant Polski wrócił do zespołu "Młotów", który z powodu odejścia z klubu Wesa Foderinghama poszukiwał trzeciego golkipera. A iż Fabiański wciąż był pod ręką, postanowiono się do niego odezwać. - Miałem kilka propozycji, z Evertonu na drugiego bramkarza, było zapytanie z Legii, prowadziłem różne rozmowy. Uznaliśmy jednak z rodziną, iż nie chcemy zmieniać miejsca zamieszkania - wyjawił w rozmowie z Mateuszem Skwierawskim z WP SportoweFakty polski bramkarz.
W bieżących rozgrywkach "Fabian" rozegrał tylko jedno spotkanie - przeciwko Milton Keynes w EFL Trophy (5:1). Niedługo później doznał kontuzji, która uniemożliwiła mu treningi z zespołem. Niedawno 40-letni bramkarz wznowił treningi i zamierza na nich ciężko pracować, choć szanse na wyjściowy skład ma nikłe.
- Chcę być w jak najlepszej dyspozycji i kto wie, co się wydarzy. Mam nadzieję, iż zdrowie pozwoli wrócić na taki poziom, na jaki bym chciał. Oczywiście, moja rola zmieniła się w ostatnich latach. Nic nie trwa wiecznie, ale zachowuję takie samo podejście do zawodu. Chcę utrzymywać odpowiedni standard i dawać przykład pozostałym. Nie podchodzę do treningu i codzienności z nastawieniem, iż skoro są młodsi i broni teraz inny bramkarz, to ja w jakimś stopniu odpuszczę lub podejdę lżej do obowiązków - stwierdził.
Oto plany Fabiańskiego po zakończeniu kariery. Myśli o pozostaniu w West Hamie
Co więcej, Fabiański nie kwapi się również do zakończenia kariery. Jak sam przyznał "tęsknił za boiskiem", a gdy na nie wrócił, "poczuł ogromną radochę". - Coś zaczęło się we mnie tlić na nowo - zaznaczył. Na pytanie, czy jest otwarty na to, aby zostać w West Hamie po zawieszeniu butów na kołku, jasno zakomunikował, w jakiej roli się widzi.
- Przy pierwszej drużynie (jako trener bramkarzy - red.) raczej nie, ale praca w akademii West Hamu na pewno bardzo by mnie interesowała. Rolę mentora lub trenera młodzieży uważam za bardzo fajne rozwiązanie. Myślę, iż potrzebuję oddechu od dużej piłki. Na najwyższym poziomie funkcjonuję już ponad dwadzieścia lat. Chciałbym "zluzować", a nie dodawać sobie obciążeń. Rozmawiałem z osobami ze sztabu West Hamu i wiem, iż to bardzo wymagająca i intensywna praca - przyznał.
- Do wszystkiego podchodzę ze spokojem. Życie weryfikuje plany, wiem to z własnego doświadczenia. Deklaracje nie są potrzebne. Pamiętam, gdy w wieku 33 lat podpisałem z West Hamem kontrakt na cztery lata. Pomyślałem wtedy: "Wow, poważna sprawa, kawał czasu". A za chwilę, w kwietniu, będę miał 41 lat - dodał.
Fabiański mówi wprost ws. reprezentacji. "To dla nas minimum"
Na koniec Fabiański został zapytany o kwestie nadchodzących meczów reprezentacji Polski. Nasza kadra w marcu zmierzy się z Albanią w półfinale baraży o awans na tegoroczny mundial. Jak podkreślił były kadrowicz, promocja na imprezę w USA, Kanadzie i Meksyku jest celem minimum.
- Widać, iż jest dążenie do tego, żebyśmy stali się bardziej znaczącą reprezentacją, szczególnie o ile chodzi o występy na dużych turniejach. Ten ostatni okres jest pozytywny. Drużyna ma wyniki, pod względem jakości, tego jak gramy, prezentuje się bardzo fajnie. Mam nadzieję, iż jesteśmy na fali wznoszącej i wracamy na odpowiednie tory. Uważam, iż awans to dla nas minimum. Trzeba dążyć do osiągnięcia jak najlepszego wyniku. Ważne, by z powodu awansu nie czuć zadowolenia czy ulgi - zaznaczył.
Łukasz Fabiański rozegrał w Premier League 376 spotkań. W latach 2007-2014 reprezentował barwy Arsenalu. Następnie przez cztery sezony występował w Swansea City, a następnie trafił do West Hamu. Jak sam przyznaje, chciałby dobić do bariery 400 meczów w najwyższej klasie rozgrywkowej w Anglii, choć wydaje się to być scenariuszem z kategorii science-fiction.
Zobacz też: Ofiara skandalu w Radomiu zabrała głos. Ujawnił porażające kulisy

2 godzin temu
















