Filip Ostrowski w Birmingham powalczy na dwóch dystansach i jak nam powiedział, chce zrobić show. Z podopiecznym Zbigniewa Króla porozmawialiśmy o tym, czy trudno jest zastąpić starych mistrzów, koszmarach o półtoraku i miejscu na żebrach, które czeka na olimpijskie kółka.
W poniedziałek (10 sierpnia) ruszają 27. Mistrzostwa Europy w Lekkiej Atletyce. Dla Filipa Ostrowskiego (KKL Rodło Kwidzyn) będzie to intensywny czas, ponieważ biało-czerwone barwy będzie reprezentował na 800 i 1500 m. Przy optymistycznym scenariuszu zawodnika czeka w Wielkiej Brytanii pięć biegów.
W Birmingham „bez oszczędzania”, sny o półtoraku i show zamiast „dnia sądu”
Ostrowski miał w kieszeni minimum na 800 m, natomiast na 1500 m bilet do Birmingham zdobył przez ranking. Do końca jednak wierzył, iż również tutaj uda się uzyskać wymagany przez PZLA wskaźnik (3:34.90).
W realizacji celu podczas mistrzostw Polski w Białymstoku (24-26 lipca) Ostrowskiemu próbowało pomóc dwóch pacemakerów: Alan Ciereszko i Bartłomiej Kisiel. 20-latkowie rozprowadzili 1000 m w 2:26. Pomimo ambitnej końcówki Ostrowski musiał zadowolić się wynikiem 3:37.71 (jego życiówka to tegoroczne 3:35.47). Występ dał jednak solidny zastrzyk punktowy do rankingu.
– Liczyliśmy, iż 1500 m wykręcę szybciej. Celowaliśmy choćby w 3:33 (wskaźnik European Athletics był bardziej wygórowany niż PZLA i wynosił 3:33.50 – red.) – mówi w rozmowie z portalem bieganie.pl Filip Ostrowski, który w Białymstoku do złota na 1500 m dodał srebro na 800 m (z czasem 1:45.16). – Jestem wdzięczny chłopakom za pomoc. Zrobili mi dużą przysługę – dodaje.
Kalendarz mistrzostw Europy został ułożony w taki sposób, aby ułatwić średniodystansowcom łączenie osiemsetki i półtoraka. Najpierw biegaczy czekają trzy rundy na 800 m (z finałem w środę), a dopiero w czwartek zacznie się rywalizacja na dystansie niemal dwukrotnie dłuższym.

– Idealnie się to godzi. 800 m będzie priorytetem, ale jestem bardzo interesujący występu na 1500 m. W Birmingham od pierwszego biegu trzeba będzie lecieć bez oszczędzania. Nie można sobie niczego odkładać na później, bo później może nie nastąpić – zaznacza Ostrowski.
Biegacz, mimo dopiero 25 lat, ma już na swoich koncie kilka dużych seniorskich imprez. Jako 22-latek reprezentował kraj podczas mistrzostw świata w Budapeszcie (2023). Dwa lata później mierzył się z najlepszymi biegaczami globu na 800 m w Tokio. W międzyczasie były mistrzostwa Europy w Rzymie (2024), gdzie tak jak planuje podczas tegorocznego czempionatu, łączył 800 i 1500 m.
– Czuję się pewniejszy. Jestem bardziej doświadczony, umiem się wykaraskać z kłopotów. Mam nadzieję, iż poradzę sobie w każdych okolicznościach. Zmieniłem też podejście mentalne. Zawody nie są już dla mnie dniem sądu, ale czasem na show. Momentem, w którym chcę sprzedać formę – tłumaczy.
Apetyty na naprawdę szybkie bieganie 800 m Filip rozbudził ostatniej zimy, kiedy pod dachem w Bostonie wykręcił 1:44.68 i wskoczył na 3 miejsce polskich tabel ALL-TIME. Jego życiówka na stadionie to natomiast ubiegłoroczne 1:44.25. – Wypadałoby w końcu rozmienić 1:44. W tym sezonie nie pokazałem jeszcze tego, co wytrenowałem. Liczę, iż jeszcze pokażę klasę.
Zawodnik Zbigniewa Króla przyznaje, iż docelowo chciałby pójść śladem Marcina Lewandowskiego i zamienić 800 na 1500 metrów. Podchodzi jednak do tego dystansu z dużym szacunkiem.
– Głupio byłoby przespać moment, więc powoli się do tego przymierzamy. Potencjał jest, choć do niedawna bardzo się bałem tego dystansu. Dalej zdarza się, iż jak mam biegać półtoraka, to śni mi się po nocach. Albo, iż jestem w innym kraju, a za moment jest call room, albo, iż biegnę ze wszystkich sił, a stoję w miejscu. Osiemsetka mi się nie śni. Przed osiemsetką jestem spokojny –wyznaje nasze rozmówca.
Kibice chcą medali, dostają półfinały. „Nie wpływa na mnie to, co piszą”
Ostatni raz polski średniodystansowiec przywiózł medal z wielkiej imprezy w roku 2021 (doprecyzujmy, iż mowa o mężczyznach, u pań sytuacja wygląda lepiej za sprawą Anny Wielgosz i Sofii Ennaoui). Patryk Dobek pięć lat temu, 4 sierpnia, w olimpijskim finale 800 m finiszował na trzecim miejscu. Od tego momentu częściej niż w walce o medale obserwujemy naszych zawodników na poziomie półfinałów.
Kibic lekkiej atletyki może czuć tym większy zawód, iż przez lata „był rozpieszczany”. Marcin Lewandowski i Adam Kszczot praktycznie z każdej imprezy wracali z medalami. Nierzadko z najcenniejszego kruszcu. Mogliśmy też liczyć na przyjemne niespodzianki, jak podczas ME w Zurychu (2014), gdzie do okazałych zbiorów faworytów dorzucili się Artur Kuciapski (srebro) i Joanna Jóźwik (brąz).
Doskonałą okazją, aby nawiązać do sukcesów sprzed lat były tegoroczne halowe mistrzostwa świata w Toruniu. Filip Ostrowski i Maciej Wyderka przystępowali do zawodów legitymując się doskonałymi życiówkami. Jednymi z lepszych w stawce. Obaj odpadli jednak w półfinałach. Na platformie X, w wątku Athletics News, rozczarowani kibice pisali o „porażce” i „brutalnej weryfikacji”.
– Wiem, iż ciężko będzie dogonić wielkich mistrzów, ale robię swoje. Zbieram takie plony, na jakie zapracowałem. Nie wpływa na mnie to, co ludzie piszą. Komentarze w internecie traktuję jako miłe albo niemiłe i tyle – przekonuje Ostrowski.
Zmiana miasta i trenera
Rodzice Filipa skończyli Akademię Wychowania Fizycznego i to oni namówili syna na pierwsze lekkoatletyczne treningi pod okiem Wojciecha Margulewicza z miejscowego Rodła Kwidzyn.
– Pokazałem się przy okazji biegów ulicznych i tak się zaczęło. Za pierwszego roku młodzika połamałem 1:30 na 600 i byłem 5 na mistrzostwach Polski. Po biegu powiedziałem trenerowi, iż za rok wygrywamy. Wygraliśmy. Dwóch setnych sekundy zabrakło do rekordu Polski – wspomina biegacz w rozmowie z naszym portalem.
W 2021 roku po opuszczeniu rodzinnych stron Filip Ostrowski na kilka lat związał się z Łodzią. Tam trafił pod skrzydła trenera Stanisława Jaszczaka (byłego szkoleniowca m.in. Adama Kszczota). kooperacja zaowocowała rekordami życiowymi na 800 m (1:45.30) i na 1500 m (3:36.03).
Dziś nasz rozmówca mieszka w Gdańsku, a jego trenerem jest Zbigniew Król. Jak przekonuje, potrzebował zmiany. – Jestem bardzo zadowolony ze współpracy, jest super. Trening mi siedzi. Wcześniej się z trenerem Królem nie znaliśmy. To fajny gość.
Z Łodzią biegacza przez cały czas wiążą rozpoczęte tam studia, które chce zakończyć jesienią. We wrześniu ma egzamin praktyczny, a pod koniec października planuje obronę pracy magisterskiej.
Przyjaźń na bieżni istnieje, a dobre filmy skończyły się na Rambo
Tegoroczne złoto mistrzostw Polski na 1500 m Filip Ostrowski zdobył w cuglach. Drugiego na mecie zawodnika wyprzedził o ponad 7 sekund. Zgoła inaczej wyglądała walka na 800 m, gdzie panowie „cieli się” do samej kreski. Najlepszym finiszem popisał się Bartosz Kitliński, drugi był Ostrowski, a trzeci Maciej Wyderka.
Mimo zaciętej rywalizacji na bieżni Filip zapewnia, iż nie ma między zawodnikami „złej krwi”. – Najlepiej trzymam się z Maćkiem Wyderką. Mam też sporo przyjaźni z chłopakami, którzy już nie trenują. Szanujemy się i lubimy. Rywalami jesteśmy tylko na biegu.

W sporcie na najwyższym poziomie najważniejsze znaczenie ma regeneracja. Filip twierdzi, iż ma w tym aspekcie jeszcze trochę do poprawy. Chodzi o sen, który jest dla biegacza „dużym wysiłkiem”. – Dbam, staram się, ale wychodzi ciężko. W idealnym scenariuszu prześpię w nocy osiem godzin. Częściej sześć.
Na pytanie, czy odpoczywając między treningami, zdarza mu się wciągnąć w serialowe produkcje na popularnych platformach streamingowych, Filip odpowiada, iż „dobre filmy i seriale już umarły”. – Lepsze są te starsze. Ostatni serial, jaki mnie wciągnął do Dexter. jeżeli chodzi o filmy to zatrzymałem się na Rambo. Były ciekawsze, mniej było w nich cenzury – twierdzi.
Perfekcjonizm, wymioty i lewe żebro pod olimpijskie kółka
Ostrowski przekonuje, iż od dziecka nie nadawał się do sportów zespołowych, ponieważ porażkę drużyny przeżywał jak własną. Jest typem perfekcjonisty, ale w ostatnich latach miał trochę „zluzować” z nakładaniem na siebie presji. – Mam więcej dystansu. Życie mnie nauczyło, iż nie wszystko musi iść po mojej myśli i trzeba się z tym pogodzić.
Filip ma opinię biegacza, który umie zmusić się do maksymalnego wysiłku. Zarówno na zawodach, jak i na treningach. Wymioty spowodowane „strzałem” kwasu mlekowego przez lata były dla niego codziennością.
– Chyba mój organizm coraz lepiej adaptuje się do mleczanu, bo coraz rzadziej mi się to zdarza. W tym roku na treningu dwa albo trzy razy. Plus po każdym starcie na 1500 m, z wyjątkiem mistrzostw Polski.
25-latek przyznaje, iż jest uzależniony od biegania. Prawdziwym testem silnej woli okazują się dla niego okresy roztrenowania, kiedy na pewien czas trzeba odłożyć biegowe buty do szafki. – W zamian robię dużo innych rzeczy. Mam fajną trasę rowerową w Kwidzynie, 115 km. Ja nie siedzę.
Ostrowski ma szereg sportowych planów na życie po karierze. Chce przebiec maraton i ukończyć Ironmana. Zanim jednak do tego dojdzie przed zawodnikiem jeszcze wiele sezonów na bieżni i marzeń do zrealizowania. Wśród nich tym największym jest olimpijski medal.
– Na tatuaż z olimpijskimi kółkami mam już przygotowane miejsce na lewym żebrze. Najpierw trzeba będzie jednak na niego zasłużyć – podsumowuje.

1 tydzień temu













