Industria Kielce z trzema bramkami do odrobienia

10 godzin temu

Trzema bramkami Industria Kielce przegrała w czwartek pierwszy mecz fazy play-off EHF Ligi Mistrzów z węgierskim OTP Bank Pickiem Szeged. To oznacza, iż przyszłotygodniowy rewanż w Hali Legionów zapowiada się pasjonująco, bo żółto-biało-niebiescy, by awansować do ćwierćfinału, muszą wygrać przynajmniej czterema golami.

Od mocnego rzutu z biodra, który przeleciał między nogami Rolanda Miklera, zaczęli czwartkowy pierwszy mecz fazy play-off z OTP Bank Pickiem Szeged zawodnicy Industrii Kielce. Autorem pierwszego trafienia był Daniel Dujshebaev, który wrócił po kontuzji. Ale skutecznie w bramce rozpoczął też Klemen Ferlin, choć to gospodarze prowadzili najpierw 2:1, a potem 4:2 po trafieniu Maria Sostaricia z rzutu karnego w 8. minucie.

W składzie gospodarzy oglądaliśmy wracających po kontuzjach Janusa Smarasona oraz Bence Banhidiego, ale trener Michael Apelgren nie mógł jeszcze skorzystać z austriackiego skrzydłowego Sebastiana Frimmela. W protokole zabrakło też znakomitego Szweda Jima Gottfridssona. Z kolei szkoleniowiec Industrii nie wziął na Węgry Alexa Dujshebava, który wciąż wraca do zdrowia, oraz Bekira Cordaliji.

Od pierwszej minuty twarde warunki w defensywie postawił żółto-biało-niebieskim Pick. Z dobrej strony pokazywał się legendarny wręcz golkiper Roland Mikler (obronione rzuty m.in. Artsema Karaleka, Theo Monara czy Aleksa Vlaha), który “trzymał” wynik dla gospodarzy. Kielczanie w obronie grali w ustawieniu 5-1 z wysuniętym najpierw Dylanem Nahim, a potem Benoitem Kounkoudem, którzy maksymalnie utrudniali grę Lazarowi Kukiciowi. Docenić było trzeba grę blokiem, bo skuteczne interwencje w tym elemencie zanotował np. Monar, ale też udało się zneutralizować rzut Garciandii w 21. minucie.

W drugim kwadransie zacięły się ofensywy obu zespołów, bo oglądaliśmy więcej dobrych interwencji bramkarskich (zarówno Ferlina, jak i Miklera). To zresztą był mecz defensywnego handballa. Do remisu 10:10 doprowadził Dylan Nahi, który przechwycił złe podanie Smarasona do Kukucia, popędził na bramkę Miklera i pokonał go bez problemu. Chwilę później Serb był już bezbłędny i pokazał, iż to nieporozumienie ze Smarasonem w poprzedniej akcji to wypadek przy pracy. Wyrównał efektownym trafieniem Jorge Maqueda, który udanie prezentował się na prawym rozegraniu. To było ostatnie trafienie w pierwszej odsłonie, bo Ferlinowi udało się obronić rzut Kukicia tuż przed końcową syreną. Co ciekawe, była to pierwsza pomyłka tego rzucającego.

Drugą połowę lepiej zaczęli gospodarze, bo od obrony Rolanda Miklera i przechwytu Mario Sostaricia, który kapitalnie się odnalazł podczas wznowienia przez kielczan. Słoweniec przechwycił pierwsze podanie i wypuścił do sytuacji sam na sam Jelinicia. W 40. minucie Pick prowadził 16:14, a Theo Monar wywalczył rzut karny, którego na bramkę zamienił Piotr Jarosiewicz (czwarta skuteczna próba w meczu). Do remisu doprowadził Aleks Vlah, który wykorzystał przede wszystkim dobrą interwencję swojego rodaka w bramce, gdy ten ostatni zatrzymał rzut z koła Jeremy’ego Toto.

Na nieco ponad kwadrans przed końcem francuscy sędziowie skorzystali z wideoweryfikacji, by przeanalizować, czy Dylan Nahi faulował łokciem rzucającego z szóstego metra Lazara Kukucia. Ostatecznie orzekli, iż nie doszło do żadnego przewinienia i przyznali piłkę kielczanom, bo skuteczną interwencję po tym rzucie zanotował Ferlin. Żółto-biało-niebiescy stanęli przed szansą, by objąć prowadzenie, ale choć długo szukali pozycji rzutowej, to próbę Maquedy dość łatwo rozczytał Mikler.

Co ciekawe, w pierwszym kwadransie drugiej odsłony oba zespoły zdobyły po sześć goli, a o czas poprosił trener Talant Dujshebaev. Na prowadzenie kielczan wyprowadził wreszcie Piotr Jarosiewicz – a jakże z karnego – w 48. minucie, ale gwałtownie do remisu doprowadził Toto. Następnie Sostarić wyprowadził Pick na prowadzenie. Choć gwałtownie do remisu doprowadził Arkadiusz Moryto, który technicznym rzutem pokonał Miklera.

Kolejne kilka akcji w wykonaniu obu zespołów było bardzo ładnych i wreszcie zobaczyliśmy więcej goli. Lepiej w tym szaleństwie odnaleźli się gospodarze, którzy wyszli na prowadzenie 22:20 w 52. minucie, po golach Garciandii, Smarasona oraz Jelinicia. Dobre minuty na parkiecie rozgrywał Daniel Dujshebaev, który wziął na siebie ciężar gry, zanotował dwa gole i przechwyt.

Ostatnie pięć minut meczu to było kapitalne widowisko w wykonaniu obu zespołów. Zarówno w ofensywie, jak i defensywie. Ostatecznie końcówkę spotkania lepiej rozegrali zawodnicy trenera Apelgrena, a trafienia Kukicia i dwa – wracającego po kontuzji Magnusa Roda – dały OTP Bank Pickowi Szeged zwycięstwo 26:23.

To Węgrzy są w nieco lepszej sytuacji przed przyszłotygodniowym rewanżem w Kielcach. Drugi mecz między tymi zespołami w Hali Legionów odbędzie się w środę 8 kwietnia o godzinie 18.45.

OTP Bank Pick Szeged – Industria Kielce 26:23 (11:11)

OTP Bank Pick Szeged: Mikler 16/37, Thulin 0/2 – Kukić 6, Sostarić 4, Smarason 3, Toto 3, Garciandia 3, Rod 3, Jelinić 2, Bodo 1, Banhidi 1, Fazekas, Kalaras, Nikolić, Mackovsek, Szilagyi.

Industria Kielce: Ferlin 11/35, Morawski 0/2 – Jarosiewicz 6, Dujshebaev 4, Vlah 4, Maqueda 3, Monar 3, Sićko 1, Moryto 1, Nahi 1, Jędraszczyk, Olejniczak, Kounkoud, Latosiński, Karalek, Rogulski.

źródło: www.kielcehandball.pl

Idź do oryginalnego materiału