Koszmar Sparty trwa! Artiom Łaguta opuścił tor w karetce

speedwaynews.pl 2 godzin temu

Kiedy wydawało się, iż limit pecha w stolicy Dolnego Śląska został już bezpowrotnie wyczerpany, ze Szwecji napłynęły kolejne, mrożące krew w żyłach informacje. Podczas spotkania tamtejszej Bauhaus-Ligan niezwykle groźny upadek zanotował Artiom Łaguta. Lider Betard Sparty Wrocław z ogromnym impetem uderzył w dmuchaną bandę. Choć ostatecznie sam wszedł do karetki, to kibice z Wrocławia z wielkim niepokojem będą oczekiwać na raport lekarzy.

Do dramatycznie wyglądającego zdarzenia doszło w momencie, gdy mistrz świata z 2021 roku znajdował się w doskonałej dyspozycji i jechał świetne zawody. Do feralnego wyścigu Łaguta miał przy swoim nazwisku siedem punktów i był zdecydowanym motorem napędowym szwedzkiej Dackarny Malilla.

Sytuacja wymknęła się spod kontroli na wejściu w drugi wiraż. Lider gości toczył zacięty bój o pierwsze miejsce z Kimem Nilssonem. Szwed zdołał jednak bardzo ostro założyć swojego rywala, zamykając mu ścieżkę. Łaguta, będąc w pełnym pędzie, zahaczył o motocykl przeciwnika, stracił panowanie nad własną maszyną i z potężną prędkością wpadł prosto w dmuchane ogrodzenie.

Siła uderzenia była bardzo duża, a na torze momentalnie pojawiły się służby medyczne. Przez chwilę trybuny w Szwecji zamarły. Po interwencji medyków nadeszły jednak zdecydowanie bardziej optymistyczne obrazki – poturbowany żużlowiec zdołał wstać i samodzielnie, o własnych siłach wszedł do ambulansu. Został rzecz jasna wykluczony z dalszej rywalizacji i udał się na szczegółowe badania do szpitala. Warto zaznaczyć, iż ekipa z Malilli przeżywała tego dnia prawdziwe fatum, bo wcześniej bolesne upadki zaliczyli również Matias Nielsen oraz Tomas H. Jonasson.

O ile w Szwecji mówimy o koszmarnym pechu, o tyle w kontekście Betard Sparty Wrocław można już śmiało użyć słowa „apokalipsa”. W klubie wybuchł w ostatnich dniach gigantyczny pożar kadrowy, a poważniejszy uraz Łaguty byłby dla zespołu absolutnym dramatem i ciosem w samo serce.

Włodarze wrocławskiego klubu zmagają się z niespotykaną plagą kontuzji. Zespół stracił niedawno utalentowanego duńskiego juniora, Mikkela Andersena. To było jednak tylko preludium do prawdziwego koszmaru. W minioną środę w lidze duńskiej koszmarnie upadł Daniel Bewley. Brytyjczyk uderzył w bandę na tyle niefortunnie, iż doznał skomplikowanego złamania kości udowej oraz bardzo niebezpiecznego urazu kręgosłupa, co eliminuje go z jazdy na wiele miesięcy.

Działacze z Wrocławia, próbując gasić pożar i łatać wyrwy, zdążyli już awaryjnie zakontraktować Mikkela Becha. jeżeli jednak okaże się, iż szwedzki wypadek Artioma Łaguty zakończy się choćby kilkutygodniową przerwą w startach, sztab szkoleniowy Sparty stanie przed zadaniem po prostu niemożliwym do zrealizowania. Wszyscy kibice we Wrocławiu z zapartym tchem odświeżają teraz klubowe komunikaty, trzymając kciuki, by wizyta lidera w szpitalu skończyła się wyłącznie na ogólnych potłuczeniach.

Idź do oryginalnego materiału