W rozmowie z Motowizją Robert Kubica zdradził więcej szczegółów zamieszania strategicznego podczas 6h Imoli. Przy okazji powiedział, jakiej metody użył by przewidzieć pogodę.
O tym, co działo się na Imoli w kontekście strategii podczas ostatnich godzin wyścigu, wolelibyśmy jak najszybciej zapomnieć, ale Robert przyznał, iż przez pierwszą część rundy inaugurującej sezon strategia zespołu była dobra i AF Corse #83 jechało solidny wyścig: “Patrząc na nasze możliwości, nie mogliśmy liczyć na więcej”.
“Oszczędzaliśmy paliwo, co dało nam przewagę nad tymi, którzy byli przed nami. Podcięliśmy inne auta, zyskaliśmy 3 miejsca. Potem dodatkowo 2 auta dostały karę i znaleźliśmy się na 4. pozycji. Potem Yifei wypadł, straciliśmy te 2 miejsca. Potem inne strategie dały nam powrót na 4. miejsce i walczyliśmy z Toyotą o 3/4 miejsce. W pewnym momencie mieliśmy pewne 4. miejsce z jakimiś tam, niewielkimi, szansami na podium” – mówił Robert.
Kubica musiał “walczyć” z zespołem przez cały wyścig o odpowiednią strategię – nie tylko podczas swojego stintu.
“Już 2 godziny wcześniej nasz pit-wall chciał założyć Yifeiowi 4 miękkie opony i tak naprawdę nie wiem, skąd im się to wzięło. Udało się to odkręcić, choć sposób, w jaki ja i Yifei musieliśmy im to tłumaczyć ma mało wspólnego z wyścigami” – mówi Robert.
“Wtedy pomyślałem, iż pewne sprawy się zmieniły, iż jest lepiej. choćby mi podziękowano, iż przez 20 minut musiałem tłumaczyć, dlaczego zakładanie 4 miękkich opon tylko dlatego, iż jest szansa na 30% deszczu za godzinę nie ma sensu. Potem przyszła godzina zero gdzie trzeba było podjąć decyzję na temat mojego stintu” – dodaje Kubica.
Oczekując w aucie na swój wyjazd, Robert dokonywał jeszcze zmian na kierownicy. Został wtedy zaskoczony opuszczeniem auta z podnośników i komendą przez radio by jechał. Minutę wcześniej ustalał bowiem z zespołem, iż otrzyma komplet nowych opon. AF Corse zmieniło jednak decyzję w ostatniej chwili, licząc na to, iż niebawem zacznie mocno padać.
“Wsiadałem do auta z innym scenariuszem w głowie. I to jest najgorsze. Bo nie wiem jak można podejmować decyzje w taki sposób i po co wcześniej o nich 20 minut dyskutować. choćby gdyby zaczęło padać na tym 2. okrążeniu po moim wyjeździe to musiałoby się to stać gdy byłem blisko pit-lane. Bo gdybym był już za to bym stracił na tym więcej niż zjeżdżając dodatkowo po opony. Próbowałem po prostu podjąć decyzję na podstawie matematycznych wyliczeń: ile możesz zyskać, a ile możesz stracić” – powiedział Kubica.
“Jechaliśmy po solidne punkty w pierwszej rundzie sezonu i trzeba sobie ułatwiać życie, a nie utrudniać. A tu chciano pokazać na siłę, iż jest się lepszym. Gdy już się zorientowałem, iż muszę jechać i krzyczano to do mnie to jeszcze w pit-lane zapytałem jakieś 5 razy dlaczego. I jak wtedy tego nie rozumiałem, tak teraz po kilkudziesięciu godzinach przez cały czas nie rozumiem” – dodaje Robert.
Przy okazji Polak powiedział też o tym, jak on zbierał informacje na temat możliwych opadów.
“Ja rozwiązałem tę sprawę w inny sposób – oldschoolowy, gdy nie było aplikacji, również tych płatnych. Wyszedłem na pit-wall i zapytałem się marshalli ile lat tu pracują. Gdy powiedzieli, iż 30 lat to zapytałem się ich czy według nich będzie padać. Powiedzieli mi, żeby patrzeć w inną stronę niż patrzyliśmy i przedstawili mi 2-3 scenariusze” – mówi Kubica.
Niestety, wnioski Roberta po pierwszej rundzie na temat pracy zespołu nie są pozytywne.
“Przez jedną decyzję jednej osoby… a może kilku bo też już zaczynam mieć wątpliwości, tracimy tak naprawdę nie tylko punkty, ale i całą pracę wykonaną przez zimę – jedność grupy i próbowanie zrozumienia kierowców” – powiedział Kubica.
“Imola zweryfikowała pewne rzeczy, zweryfikowała też to, co robiliśmy w zimie. Niestety. Przypomniała szybko, iż pewnych rzeczy się nie zmieni bez zmiany osób. Ale to nie moja działka, nie moja rola” – dodał.
Całą rozmowę zobaczycie w Motowizji.

3 godzin temu











