Filmik autorstwa Legii Warszawa, promujący sobotni mecz z Wisłą Płock, obejrzałem kilka razy. Dałem sobie kilka minut, żeby nie uderzać w niego dla zasady. Z tyłu głowy miałem, iż może materiał ma jakiś ukryty przekaz, a jego negatywny odbiór w internecie był zbyt surowy. Nic z tych rzeczy.
REKLAMA
Zobacz wideo Kosecki o rozmowach motywacyjnych z kibolami: o ile nie wygracie meczu to...
A wręcz przeciwnie, im dłużej przyglądałem się tej szmirze, tym bardziej zastanawiałem się, co autor miał na myśli. I - zupełnie poważnie mówiąc - mam spore wątpliwości, czy on sam wie, co chciał kibicom Legii w tym beznadziejnym dla nich czasie przekazać.
Przyjrzyjmy się temu dziełu raz jeszcze. Na początku widzimy mężczyznę siedzącego na mrozie, który kręci głową i po chwili wściekle krzyczy. I to jedyny - poza grafiką na końcu - zrozumiały element tego filmu. W obecnej sytuacji Legii krzyk rozpaczy jest rzeczą naturalną. Śnieg i mróz można odebrać nie tylko jako nawiązanie do pogody z ostatnich tygodni, ale też jako metaforę aktualnego stanu i miejsca klubu. Nie zawsze jest przyjemnie, kolorowo i wiosennie.
Jednak to, co dzieje się później, jest równie słabe, jak forma drużyny Marka Papszuna. Po donośnym krzyku mężczyzna wyciąga z plecaka jakąś kartkę. Potem idzie, by po chwili stanąć. Nagle widzimy kuchenkę turystyczną, na której nasz bohater gotuje wodę, by przygotować i zjeść zupkę chińską.
Legio, co to miało być?
Najedzony, rusza dalej. I znowu staje, znowu się rozgląda. Bohater patrzy na zdjęcie z trybun stadionu Legii. I w końcu pojawia się wspomniany wcześniej plakat, promujący sobotni mecz przy Łazienkowskiej. O co tu w ogóle chodzi?
Oglądając to wideo, na myśl przychodzą fundamentalne pytania egzystencjalne: kim jesteśmy i dokąd zmierzamy. Nie wiemy bowiem, kim dokładnie jest bohater filmu, ani gdzie idzie, bo jego wędrówka nie kończy się pod stadionem Legii - co byłoby logiczne - a na drugim brzegu Wisły. Został tylko krzyk, który wielu odpowiedzi nie przynosi.
A może to reklama firmy produkującej zupki chińskie? W końcu na filmie wyraźnie widoczne jest jej logo i nazwa. jeżeli było to lokowanie produktu, szczerze współczuję producentowi, bo - pomijając walory smakowe - ani pomysł, ani wykonanie materiału nie zachęcają do wyjścia do sklepu. Komentarzy z serwisów społecznościowych nie przytoczę z litości dla klubu i jego materiału.
Legio, dlaczego sobie to robisz? Dlaczego w tak trudnym sportowo momencie dobijasz siebie i - przede wszystkim - swoich kibiców czymś takim? Dlaczego nie zachęcasz i nie motywujesz ich, by mimo wszystko przyszli na stadion i wspierali drużynę, tylko bredzisz coś krzykiem i zupką chińską? To materiał niegodny choćby pierwszej ligi.
Wideo sugeruje, iż w Legii wszystko leci na łeb, na szyję. Przecież jeszcze niedawno Warszawiacy mogli pochwalić się świetnymi produkcjami. Na myśl od razu przychodzą filmy z Maxim Oyedele sprzed meczu z Molde, Steve'em Kapuadim i Janem Ziółkowym przed finałem Pucharu Polski czy Damianem Szymańskim przed rozpoczęciem tego sezonu. A to tylko ostatni rok.
Film z poniedziałku nie był ani dobrą reklamą producenta zupek, ani tym bardziej godnym zaproszeniem na sobotni mecz (g. 20:30). Zaproszeniem dla wściekłych przecież kibiców, którzy ciosy od własnego klubu przyjmują z każdej strony.

2 godzin temu

















