Australijczycy rozpoczęli finał w Warszawie w najlepszy możliwy sposób. Od pierwszych wyścigów prezentowali bardzo wysoką formę i gwałtownie wypracowali sobie przewagę nad pozostałymi reprezentacjami. W pierwszej serii w ogóle nie przyjechali za plecami żadnego z rywali. Potem było już „z górki”. Dzięki dobrej jeździe przez całe zawody, z tylko nielicznymi wpadkami, mogli kontrolować sytuację i ostatecznie sięgnęli po upragnione złoto.
Dla podopiecznych Marka Lemona było to szczególne zwycięstwo. Po tytuł Drużynowego Pucharu Świata sięgnęli po raz pierwszy od 2002 roku, przełamując tym samym trwającą 24 lata przerwę. Max Fricke nie krył, jak wiele znaczy dla niego triumf odniesiony właśnie w Warszawie.
– To niewiarygodne. Australia bardzo mocno walczyła o to przez wiele lat i dokonanie tego tutaj, na tak niesamowitym stadionie… Myślę, iż Polska jest teraz stolicą światowego żużla. Przyjechać tutaj, przed tak wielką publiczność, i odnieść zwycięstwo w australijskim plastronie – jestem z tego niezwykle dumny. Jestem bardzo dumny ze wszystkich chłopaków. Dzisiaj wieczorem spisali się niesamowicie. Jestem też wdzięczny, iż dostałem możliwość, aby pomóc, dołożyć swoją cegiełkę i być częścią tego zespołu – mówił po zawodach zawodnik Bayersystem GKMu Grudziądz.
Dominacja już od pierwszego wyścigu
Australijczyk odniósł się również do przebiegu samego finału. Jego reprezentacja od pierwszych biegów wyglądała bardzo pewnie, a wypracowanej przewagi nie pozwoliła już sobie odebrać. Czy żużlowcy z Antypodów po tak piorunującym starcie wiedzieli, iż już nic nie może pójść źle i mogli odczuwać już względny spokój?
– Tak i nie. Myślę, iż mieliśmy dużo wiary w nasz zespół. Dzisiaj nasza drużyna jechała naprawdę dobrze. Myślę, iż to po prostu kwestia pracy zespołowej. Wszyscy dobrze współpracowali. Oczywiście, kiedy zaczynasz tak dobrze, też trochę się martwisz, ale ogólnie, w trakcie całych zawodów, byliśmy w stanie utrzymać prowadzenie i dowieźć je aż do końca – mówił chwilę po dekoracji 30-letni żużlowiec ze stanu Victoria.
Fricke zakończył finał z dorobkiem siedmiu punktów (3,0,0,1,3). Nie był więc najlepiej punktującym Australijczykiem, ale jego wkład w sukces całej drużyny również okazał się niezwykle istotny. „Kangury” przez cały wieczór kontrolowały sytuację i po raz pierwszy od ponad dwóch dekad mogły cieszyć się ze złotego medalu Drużynowego Pucharu Świata.
Max Fricke












