Michał Świącik odpowiada Komarnickiemu. Oświadczenie byłego prezesa Włókniarza

speedwaynews.pl 1 godzina temu

W częstochowskim żużlu znów zawrzało. Iskrą, która wywołała pożar, stał się wywiad senatora Władysława Komarnickiego dla portalu WP SportoweFakty. Legenda Stali Gorzów ostro oceniła sytuację we Włókniarzu, sugerując, iż obecny skład to „spuścizna poprzedniego zarządu”, a przekazanie władzy celowo opóźniano. Na te zarzuty nie zamierzał milczeć Michał Świącik. Były prezes „Lwów” za pośrednictwem swoich social mediów opublikował obszerne oświadczenie, w którym broni swojego imienia i odkrywa kulisy odejścia z klubu.

Kluczowym punktem oświadczenia jest demontaż tezy o celowym przeciąganiu rozmów z Bartłomiejem Januszką, właścicielem firmy Krono-Plast, który ostatecznie przejął klub. Michał Świącik podkreśla, iż świadomość konieczności zmian właścicielskich towarzyszyła zarządowi już od początku sezonu 2025.

Chcę jasno powiedzieć: nieprawdą jest, iż ja lub poprzedni zarząd Włókniarza Częstochowa blokowaliśmy, opóźnialiśmy albo wstrzymywaliśmy rozmowy dotyczące przekazania klubu nowemu właścicielowi. Taka narracja nie ma oparcia w faktach – pisze wprost Michał Świącik.

Były sternik Włókniarza tłumaczy, iż proces ten był długotrwały nie z powodu złej woli, ale ze względu na poszukiwanie stabilnego rozwiązania, a nie jedynie „chwilowego odsunięcia problemów w czasie”. Przyznał, iż rozważano kredyty, ale uznał je za rozwiązanie ostateczne, które mogłoby jeszcze bardziej obciążyć klub w przyszłości. Zamiast tego, zarząd postawił na intensywne poszukiwania inwestora.

Świącik zdradził również nieco kulis dotyczących samego momentu przełomowego. Według jego relacji, porozumienie z Bartłomiejem Januszką zostało osiągnięte znacznie wcześniej, niż poinformowano o tym opinię publiczną. Do kluczowych ustaleń miało dojść po spotkaniu w Wadowicach, a informacja o nowym właścicielu została przekazana jeszcze tego samego dnia – na kilka tygodni przed oficjalną konferencją prasową.

Były prezes podkreślił także prawo inwestora do namysłu:

Potencjalny inwestor, sponsor czy przyszły właściciel ma pełne prawo do zastanowienia się, przeanalizowania sytuacji, oceny ryzyka i podjęcia decyzji we właściwym dla siebie czasie. To naturalne przy tak poważnych sprawach. Przejęcie klubu żużlowego nie jest decyzją podejmowaną z dnia na dzień. […] Czym innym jest jednak prawo do namysłu po stronie potencjalnego inwestora, a czym innym publiczne sugerowanie przez osoby trzecie, iż to poprzedni zarząd wstrzymywał przekazanie klubu. Tak po prostu nie było.

Michał Świącik nie krył zdziwienia słowami senatora Władysława Komarnickiego. Sugeruje, iż senator nie mógł dysponować pełnym kontekstem sytuacji przed sformułowaniem tak ostrych ocen. Świącik przypomniał, iż przez większość jego kadencji Włókniarz uchodził za jednego z najsolidniejszych płatników w lidze, co pozwalało na ściąganie pod Jasną Górę światowych gwiazd.

Choć prezes przyznaje, iż końcówka jego rządów była naznaczona trudnościami, prosi o ocenę całokształtu pracy, a nie tylko ostatniego, kryzysowego etapu.

Nie mam problemu z krytyką. Przez lata pracy w sporcie nauczyłem się, iż prezes, zarząd i osoby publiczne muszą przyjmować także trudne opinie. Kibice mają pełne prawo oceniać moją pracę, decyzje zarządu, wyniki drużyny i kierunek prowadzenia klubu. Mają prawo być rozczarowani, zadawać pytania, a choćby ostro krytykować. Ja to rozumiem – podsumował.

Pełna treść oświadczenia Michała Świącika:

Oświadczenie

W związku z artykułem opublikowanym na łamach WP SportoweFakty pt. „Żużel. Komarnicki wprost o klęsce Włókniarza. ‘Skład imienia poprzedniego zarządu’”, w którym przytoczono wypowiedzi senatora Władysława Komarnickiego dotyczące obecnej sytuacji Włókniarza Częstochowa, czuję się zobowiązany do zabrania głosu.

Nie dlatego, iż chcę prowadzić publiczny spór, ale dlatego, iż w przestrzeni medialnej po raz kolejny pojawiła się nieprawdziwa i krzywdząca sugestia dotycząca mnie, poprzedniego zarządu Włókniarza Częstochowa oraz procesu przekazania klubu.

Chcę jasno powiedzieć: nieprawdą jest, iż ja lub poprzedni zarząd Włókniarza Częstochowa blokowaliśmy, opóźnialiśmy albo wstrzymywaliśmy rozmowy dotyczące przekazania klubu nowemu właścicielowi.

Taka narracja nie ma oparcia w faktach.

Od pewnego czasu można usłyszeć pytanie: „kto odpowiada za tak późne przekazanie klubu?”. Problem polega na tym, iż sama teza o rzekomym wstrzymywaniu czy opóźnianiu przekazania klubu przez poprzedni zarząd jest nieprawdziwa. Zarówno ja, jak i osoby pracujące w poprzednich władzach klubu, zastanawiamy się, skąd wzięła się taka opinia. Czy powstała z medialnych skrótów, komentarzy, czy z niepełnych informacji, nie wiem. Wiem natomiast jedno: nie odpowiada ona rzeczywistości.

Od początku sezonu 2025 mieliśmy świadomość, iż dla dobra Włókniarza należy szukać stabilnego rozwiązania na przyszłość. Rozmowy i propozycje spotkań były kierowane zarówno w stronę właściciela firmy Kronoplast, jak również w stronę innych podmiotów i firm. Równolegle analizowaliśmy także inne scenariusze, które mogły zabezpieczyć klub i pozwolić mu dalej funkcjonować na odpowiednim poziomie.

Naszym priorytetem było znalezienie rozwiązania właścicielskiego, sponsorskiego lub inwestorskiego, które dawałoby Włókniarzowi realną stabilizację, a nie tylko chwilowe odsunięcie problemów w czasie.

W trudnych momentach rozważane są różne scenariusze. Także my analizowaliśmy możliwość finansowania pomostowego i prowadziliśmy rozmowy dotyczące rozwiązań kredytowych, które mogłyby pomóc w uregulowaniu bieżących zobowiązań. Dla mnie było to jednak rozwiązanie ostateczne. Kredyt mógłby jedynie przesunąć problem w czasie i w przyszłości jeszcze bardziej obciążyć klub.

Dlatego uważałem, iż trzeba zrobić wszystko, aby znaleźć dla Włókniarza rozwiązanie, które nie będzie tylko gaszeniem pożaru, ale da klubowi realną szansę na dalsze funkcjonowanie i rozwój. Z tego powodu prowadziliśmy rozmowy z potencjalnymi inwestorami, sponsorami i firmami, które mogłyby pomóc zabezpieczyć przyszłość klubu.

Nie było więc biernego czekania, blokowania ani działania na szkodę klubu. Było szukanie rozwiązania w bardzo trudnych realiach, w których każda decyzja musiała być dobrze przemyślana.

Chcę też wyraźnie podkreślić jedną rzecz. Potencjalny inwestor, sponsor czy przyszły właściciel ma pełne prawo do zastanowienia się, przeanalizowania sytuacji, oceny ryzyka i podjęcia decyzji we właściwym dla siebie czasie. To naturalne przy tak poważnych sprawach. Przejęcie klubu żużlowego nie jest decyzją podejmowaną z dnia na dzień. Wymaga odpowiedzialności, odwagi i świadomości konsekwencji.

Dlatego nie zamierzam przerzucać odpowiedzialności na obecnego właściciela ani na kogokolwiek, kto w tamtym czasie analizował możliwość zaangażowania się we Włókniarza. Każdy miał prawo do własnej decyzji i własnego tempa rozmów. Czym innym jest jednak prawo do namysłu po stronie potencjalnego inwestora, a czym innym publiczne sugerowanie przez osoby trzecie, iż to poprzedni zarząd wstrzymywał przekazanie klubu. Tak po prostu nie było.

Rozmowy dotyczące przyszłości klubu toczyły się dużo wcześniej niż jesienią. Pod koniec sezonu nabrały większej intensywności, ale nie zaczęły się dopiero wtedy. Nie czekaliśmy biernie do konferencji prasowej.

Po spotkaniu w Wadowicach, o którym pisały media, jeszcze tego samego dnia została przekazana informacja, iż osiągnęliśmy porozumienie i iż nowym właścicielem klubu zostanie właściciel firmy Kronoplast. Do samej konferencji prasowej pozostawało wówczas jeszcze kilka tygodni. To również pokazuje, iż nie było żadnego celowego przeciągania sprawy z naszej strony.

W tym miejscu chcę podziękować Bartłomiejowi Januszce za to, iż ostatecznie zdecydował się zaangażować w klub i przejąć odpowiedzialność za Włókniarza. Znam Bartka od lat i wiem, iż jest osobą poważną, odpowiedzialną i dysponującą możliwościami, które mogą dać klubowi stabilność. Wierzę, iż jego obecność przy sterach Włókniarza może dać klubowi spokojniejszą przyszłość.

Z dużym zdziwieniem przyjąłem słowa przypisane senatorowi Władysławowi Komarnickiemu. Znam pana senatora, znam jego wieloletnie zaangażowanie w żużel i trudno mi uwierzyć, aby intencją jego wypowiedzi było świadome powielanie nieprawdziwych informacji. Dlatego zastanawiam się, czy wypowiedź została przedstawiona w pełnym kontekście i czy pan senator dysponował wszystkimi informacjami, zanim odniósł się publicznie do tej sprawy.

Sformułowania, które pojawiły się w artykule, są dla mnie i dla osób pracujących w poprzednich władzach klubu bardzo krzywdzące. Pragnę przypomnieć, iż przez zdecydowaną większość okresu, w którym prowadziłem Włókniarz, klub uchodził w Polsce za jednego z solidniejszych płatników wobec zawodników, zarówno jeżeli chodzi o terminowość, jak i poziom kontraktów. Potwierdzało to również to, iż przez lata do Częstochowy udawało się pozyskiwać jednych z najlepszych zawodników na rynku.

Oczywiście, w końcowym okresie pojawiły się trudności. Nie uciekam od tego i rozumiem, iż kibice mają prawo zadawać pytania. Ale choćby jeżeli w pewnym momencie klubowi czy osobom nim zarządzającym nie poszło najlepiej, także z powodów, które nie zawsze były zależne wyłącznie od nas, nie powinno to przekreślać całego okresu pracy, zaangażowania i dobrej opinii budowanej przez lata.

Nie mam problemu z krytyką. Przez lata pracy w sporcie nauczyłem się, iż prezes, zarząd i osoby publiczne muszą przyjmować także trudne opinie. Kibice mają pełne prawo oceniać moją pracę, decyzje zarządu, wyniki drużyny i kierunek prowadzenia klubu. Mają prawo być rozczarowani, zadawać pytania, a choćby ostro krytykować. Ja to rozumiem.

Rozumiem również, iż patrząc z zewnątrz, bez znajomości wszystkich dokumentów, rozmów, terminów, ograniczeń i realiów, pewne decyzje mogły czasami sprawiać inne wrażenie, niż wyglądały naprawdę od środka. Taka jest część sportu i życia publicznego. Nie wszystkie informacje docierają do kibiców. Nie wszystko można powiedzieć od razu. Czasami osoby podejmujące decyzje wiedzą więcej, ale nie zawsze mogą tę wiedzę natychmiast ujawnić. I właśnie wtedy rodzą się oceny, które dla ludzi będących w środku sprawy bywają bolesne, ale które kibic ma prawo wyrażać.

Czym innym jest jednak krytyka, a czym innym powtarzanie nieprawdziwej sugestii, iż poprzedni zarząd blokował lub opóźniał przekazanie klubu. Na taką sugestię nie mogę się zgodzić.

Nie chcę również, aby ta sprawa została odebrana jako atak na Gorzów, Stal Gorzów czy tamtejsze środowisko. Mam w Gorzowie wielu znajomych, przyjaciół i ludzi, których szanuję. Każdy klub żużlowy ma swoje problemy, swoją historię i swoje wyzwania. Wiem, jak trudne jest prowadzenie klubu w polskim żużlu, dlatego daleki jestem od łatwego oceniania innych.

Bronię jednak dobrego imienia swojego, poprzedniego zarządu oraz osób, które przez lata pracowały przy Włókniarzu Częstochowa. To byli i są ludzie, którym zależało na klubie. Można różnie oceniać nasze decyzje, można się z nimi zgadzać albo nie zgadzać, ale nie można przypisywać nam działań, których nie podejmowaliśmy.

Dla mnie Włókniarz zawsze był czymś więcej niż klubem sportowym. To część Częstochowy, część mojego życia i ogromna odpowiedzialność. Przez lata podejmowałem decyzje z przekonaniem, iż służą dobru klubu i jego przyszłości.

Patrząc dziś z perspektywy czasu, jak każdy człowiek, pewne rzeczy być może zrobiłbym inaczej. Może inaczej rozłożyłbym akcenty, może niektóre decyzje podjąłbym w innym momencie. Nie zmienia to jednak faktu, iż moją intencją zawsze było działanie dla dobra Włókniarza, a nie na jego szkodę.

Dzisiaj Włókniarz ma nowego właściciela, nowych ludzi odpowiedzialnych za klub i przed sobą nowy etap. Życzę im jak najlepiej, bo dobro Włókniarza powinno być ważniejsze niż osobiste emocje, dawne podziały czy publiczne spory. Klub potrzebuje spokoju, sponsorów, kibiców i ludzi, którzy chcą go budować.

Dlatego proszę tylko o jedno: oceniajmy fakty, a nie nieprawdziwe sugestie.

Jeszcze raz podkreślam: poprzedni zarząd Włókniarza Częstochowa nie blokował, nie opóźniał i nie wstrzymywał rozmów dotyczących przekazania klubu. Od początku sezonu 2025 szukaliśmy rozwiązań, które mogły zabezpieczyć przyszłość klubu.

Taka jest prawda.

Z wyrazami szacunku,

Michał Świącik

Idź do oryginalnego materiału