Afera wokół dopingowej wpadki Marcusa Birkemose błyskawicznie wykroczyła poza granice Podkarpacia, wywołując prawdziwą burzę w całym polskim środowisku żużlowym. Informacja o wykryciu w organizmie dwudziestodwuletniego Duńczyka marihuany po majowym meczu ligi duńskiej i natychmiastowe odsunięcie go od składu przez Cellfast Wilki Krosno zelektryzowało całe środowisko. Na reakcję byłych pracodawców krnąbrnego zawodnika nie trzeba było długo czekać. Głos w tej bulwersującej sprawie za pośrednictwem mediów społecznościowych zabrał Mariusz Kędzielski, dyrektor zarządzający Wybrzeża Gdańsk – klubu, w którym Birkemose startował w okresie 2025.
Działacz znad morza w niezwykle ironiczny i bezwzględny sposób skomentował doniesienia o powrocie żużlowca na ścieżkę autodestrukcji. Przypomniał jednocześnie wszystkim kibicom, jak w rzeczywistości wyglądała codzienna kooperacja z tym zawodnikiem w Gdańsku.
– Czyli jednak metody tego złego Gdańska (totalna dyscyplina, grożenie karami, wstrzymywanie płatności) miały sens i Marcus się umiał powstrzymać? Ostatnio tak zaskoczony byłem jak po niedzieli przyszedł poniedziałek – napisał na swoim prywatnym profilu na „X” Mariusz Kędzielski.
Czyli jednak metody tego złego Gdańska (totalna dyscyplina, grożenie karami, wstrzymywanie płatności) miały sens i Marcus się umiał powstrzymać?😜
Ostatnio tak zaskoczony byłem jak po niedzieli przyszedł poniedziałek.
Ostra wypowiedź szefa gdańskiego klubu rzuca zupełnie nowe światło na ubiegłoroczne starty Birkemose nad Bałtykiem. Wynika z niej jednoznacznie, iż utrzymać utalentowanego Duńczyka w ryzach i z dala od substancji psychoaktywnych można było wyłącznie dzięki żelaznej dyscypliny, rygorystycznych zapisów kontraktowych oraz bezwzględnych finansowych sankcji. Warto przypomnieć, iż rozstanie żużlowca z Gdańskiem odbywało się w bardzo chłodnej atmosferze i cieniu głośnego sporu finansowego. Klub nałożył na Duńczyka karę za kontuzję łopatki, której nabawił się podczas startów w ojczyźnie, a sprawa oparła się choćby o proces licencyjny Wybrzeża. Ostatecznie pod koniec 2025 roku podpisano ugodę, na mocy której Birkemose musiał zwrócić do klubowej kasy kilkanaście tysięcy złotych.
Gdy w tym roku zawodnik przeniósł się na Podkarpacie i otrzymał od tamtejszych działaczy potężny kredyt zaufania oraz znacznie więcej swobody, niemal natychmiast wrócił do dawnych, niszczycielskich nawyków. Dla Cellfast Wilków Krosno ta sytuacja to wizerunkowa i sportowa katastrofa, która brutalnie demoluje układ sił w formacji seniorskiej. Duńczyk był dotychczas niekwestionowanym liderem formacji do lat dwudziestu czterech, legitymując się świetną średnią biegową na poziomie 1,658. W trzydziestu ośmiu biegach wywalczył dla Wilków pięćdziesiąt sześć punktów i siedem bonusów. Teraz krośnianie zostają z potężną dziurą w meczowym zestawieniu, którą naprędce będzie musiał załatać Szwed Casper Henriksson.
Dla młodego Duńczyka to kolejna gigantyczna plama w sportowym życiorysie, której zmyć w świecie czarnego sportu może się już nigdy nie udać. Przypomnijmy, iż Birkemose odbył już w latach 2022–2024 dwuletnią dyskwalifikację nałożoną przez rodzimą federację za unikanie testów antydopingowych oraz wcześniejsze zażywanie marihuany. Obecne postępowanie duńskiej agencji antydopingowej, w którym zawodnik ma czas do 6 telefonu na zbadanie próbki B, może zakończyć się dla niego całkowitym i wieloletnim wykluczeniem ze struktur światowego żużla.
Markus Birkemose













