Dallas stało się świadkiem wydarzenia, które na trwałe zapisze się w kronikach najlepszej koszykarskiej ligi świata. Cooper Flagg, zaledwie 19-letni skrzydłowy lokalnych Mavericks, dokonał czegoś, co wcześniej nie udało się żadnemu nastolatkowi w historii NBA. W meczu przeciwko Orlando Magic młody gwiazdor rzucił 51 punktów, stając się najmłodszym zawodnikiem, który przekroczył barierę 50 oczek w jednym spotkaniu.
Mimo iż Dallas Mavericks musieli uznać wyższość rywali, przegrywając 127:138, cały koszykarski świat mówi dziś tylko o jednym nazwisku. Cooper Flagg zaprezentował niesamowitą skuteczność, trafiając 19/30 prób z gry, w tym 6/9 zza łuku, oraz bezbłędnie egzekwując wszystkie siedem rzutów wolnych. Jego występ nie ograniczył się jedynie do zdobywania punktów – do dorobku dołożył sześć zbiórek, trzy asysty oraz trzy przechwyty. Kibice zgotowali swojemu nowemu idolowi owację na stojąco, gdy ten w czwartej kwarcie przypieczętował swój rekordowy wyczyn akcją typu „and-one”, bijąc tym samym poprzedni rekord należący do Brandona Jenningsa.
Inna sprawa, iż zawodnik Milwaukee Bucks, gdy 14. września 2009 roku, w swoim zaledwie siódmym meczu w NBA, zdobył 55 punktów przeciwko Golden State Warriors, miał 20 lat i 52 dni. Wyczyn byłego zawodnika Duke robi jeszcze większe wrażenie – Flagg dokonał tego mając zaledwie 19 lat i 103 dni.
Nic więc dziwnego, iż atmosfera na parkiecie była niezwykle gorąca, co najlepiej obrazuje fakt, iż trener gospodarzy, Jason Kidd, oraz Naji Marshall zostali wyrzuceni z boiska za gwałtowne protesty po tym, jak sędziowie nie odgwizdali oczywistego w ich mniemaniu faulu na znakomitym debiutancie. Zresztą szkoleniowiec Mavs, nie szczędząc pochwał, porównał swojego młodego podopiecznego do najwybitniejszych graczy w historii.
– On powinien zostać Debiutantem Roku. To niewiarygodne… To, co robi, stawia go w jednym rzędzie z Michaelem Jordanem, biorąc pod uwagę to, co MJ osiągnął w swoim pierwszym roku jako nastolatek – stwierdził po meczu.
Nawet jeżeli na takie porównania pozostało zdecydowanie za wcześnie, nie zmienia to faktu, iż występ przeciwko Orlando Magic bez wątpienia stawia Coopera w roli jednego z głównych faworytów do nagrody Debiutanta Roku (Rookie of the Year). Inna sprawa, iż ten umowny wyścig pozostaje niezwykle zacięty. Głównym rywalem 19-latka z Dallas jest jego były kolega z uczelni Duke, Kon Knueppel, który w tej chwili prowadzi w rankingu „Rookie Ladder”.
Argumentem przemawiającym za Flaggiem jest bez wątpienia jego wszechstronność i status lidera drużyny w trudnym procesie przebudowy – chłopak jest w tej chwili najskuteczniejszym strzelcem wśród wszystkich debiutantów, notując średnio 20,8 punktu na mecz. Z drugiej strony, Knueppel gra w wyżej notowanym w tym sezonie zespole Charlotte Hornets i imponuje skutecznością rzutów za trzy punkty. Jednak historyczna noc w Dallas może być momentem zwrotnym dla głosujących.
– Myślę, iż taka reakcja była uzasadniona. Desmond Bane przyznał mi po akcji, iż celowo próbował mnie sfaulować – skomentował Flagg incydent z końcówki meczu, po którym Kidd i Marshall zostali wyrzuceni z boiska, a i on sam zaliczył przewinienie techniczne, dziękując jednocześnie swojej drużynie za wsparcie.
Za błyskiem fleszy i rekordowymi statystykami kryje się jednak mniej kolorowa rzeczywistość pierwszego sezonu Coopera w NBA. W udzielonej raptem kilka dni temu w programie Pata McAfee wypowiedzi młody koszykarz szczerze przyznał, iż przeskok ze środowiska akademickiego, gdzie jego zespół głównie wygrywał, do drużyny borykającej się z licznymi problemami i będącej w kiepskiej formie, był dla niego ogromnym obciążeniem. Na uczelni przegrał zaledwie cztery mecze w całym sezonie, zaś w trykocie Mavs gorycz porażki musiał przełykać znacznie częściej, co – jak sam powiedział – jest dla niego „wyczerpujące psychicznie”.
A sprawy boiskowe to tylko jeden z problemów. Już od momentu przyjścia do najlepszej koszykarskiej ligi świata, Flagg musiał radzić sobie nie tylko z presją na parkiecie, ale również z izolacją poza nim. Jako 19-latek mieszkający sam w nowym mieście, odczuwał brak bliskości, do której przywykł na uczelni.
"I've had growth along the way, and I've had to get better and learn on the fly. … Hopefully eventually I'll be able to look back on it, and know I was able to learn a lot from it."
Mavs forward Cooper Flagg gives his overall thoughts on his rookie season
(via… pic.twitter.com/essN4aBnw7
– Wszyscy mają swoje rodziny… Nikt się nie spotyka po meczach. Idę na trening, gram mecz, a potem wracam do domu i po prostu odpoczywam w samotności – wyznał w jednym z wywiadów.
Dodatkowym czynnikiem stresującym jest niepokój jego rodziny, zwłaszcza mamy, która nie jest przyzwyczajona do widoku syna w tak trudnej sportowo sytuacji. Mimo to Cooper zdaje się wykazywać dużą dojrzałością, podkreślając, iż uczy się „jak przegrywać” i wyciągać z tych lekcji pozytywy, aby w przyszłości stać się jeszcze lepszym liderem. Występy takie, jak ten z Orlando Magic, to dobry początek drogi, choćby jeżeli ta początkowo będzie wyboista.

2 dni temu
















