Wszyscy chcą zmian w drafcie. Kibice, dziennikarze, właściciele klubów, menedżerowie oraz sama NBA. Padły nowe, w końcu sensowne propozycje, które opisał Sam Amick z The Athletic i muszę przyznać, iż jest to rozwiązanie interesujące i chyba w końcu miałoby sens. A przede wszystkim wydaje się, iż rozwiązałoby dotychczasowy problem „tankowania”.
„Tankowanie„, czyli celowe przegrywanie jest zmorą NBA ostatnich lat. Kiedyś, dawno temu, było tak, iż drużyna z najgorszym bilansem otrzymywała najwyższy numer draftu. Zespoły przegrywały celowo, dlatego wprowadzono zmiany i przez kilka lat, to spełniło swoje zadanie. Doszliśmy jednak ponownie do ściany i znów trzeba dokonać reformy. Dla lepszej perspektywy przypomnijmy krótko zasady wciąż obowiązujące.
Jak aktualnie działa loteria draftu NBA?
- W loterii biorą udział drużyny, które nie awansowały do play-offów, czyli 14 zespołów.
- Największe szanse na pierwszy numer draftu mają trzy najsłabsze drużyny sezonu zasadniczego. Każda z nich ma po 14% szans na wybór z numerem 1. To efekt reformy wprowadzonej od draftu 2019, która miała ograniczyć opłacalność skrajnego tankowania.
- Czwarta najsłabsza drużyna ma 12,5%, piąta 10,5%, szósta 9%, siódma 7,5%, ósma 6%, dziewiąta 4,5%, dziesiąta 3%, jedenasta 2%, dwunasta 1,5%, trzynasta 1%, a czternasta 0,5% szans na pierwszy wybór.
- NBA losuje tylko pierwsze cztery wybory draftu! Po ustaleniu miejsc 1-4 pozostałe drużyny wybierają już według bilansu od najgorszego do najlepszego.
- W praktyce oznacza to, iż najgorszy zespół nie ma gwarancji numeru 1. Ma największe szanse, ale równie dobrze może spaść choćby na dalsze miejsce, jeżeli inne zespoły zostaną wylosowane do czołowej czwórki.
- Obecny system miał sprawić, żeby „tankowanie” było mniej opłacalne. Problem polega jednak na tym, iż choćby po „spłaszczeniu” szans drużyny z dołu tabeli przez cały czas mają największą możliwość zdobycia wysokiego wyboru.
„Tankowanie” można nazwać patologią, bo w tym sezonie kilka zespołów przegrywało wszystko co się dało. Sadzali liderów w czwartych kwartach, kiedy prowadzili, albo w ogóle wystawiali słabszych zawodników, a gwiazdy wpisywane były na listę kontuzjowanych. NBA to widziała i musiała reagować. Niektórzy otrzymali choćby wysokie kary, ale to nic nie zmieniło.
Trzeba też pamiętać, iż tegoroczny draft zapowiada się na wyjątkowo mocny, dlatego tak wiele zespołów postanowiło zwiększyć swoje szanse na wyższy wybór i przegrywać ile się da.
Dyskusje o zmianach obecnego systemu realizowane są o dłuższego czasu i wygląda na to, iż mamy konkretną propozycję, którą jeszcze muszą zaakceptować właściciele klubów.
Cel jest jeden: aby więcej klubów miało podobne szanse, żeby tankowanie nie miało sensu.
Jak informuje Sam Amick z „The Athletic” coraz większe poparcie zyskuje propozycja, która rozszerzyłaby loterię do 18 drużyn i „spłaszczyła” szanse poszczególnych zespołów. Nowa propozycja zawiera następujące elementy:
- Rozszerzenie liczby drużyn, które będą brały udział w loterii z 14 do 18, a więc nie tylko 14 drużyn, które nie awansowały do play-offów, ale też cztery zespoły, które miały najsłabszy bilans i odpadły w pierwszej rundzie.
- 10 najsłabszych drużyn otrzymałoby po 8% szans na wylosowanie pierwszego numeru.
- Pozostałe 20% zostałoby podzielone na pozostałe osiem drużyn.
Oczywiście zagrożenie wizerunkowe dla NBA oraz oburzenie kibiców i właścicieli klubów może wywołać sytuacja, kiedy w pierwszym czy drugim roku po reformie numer 1 wylosuje zespół, który przed chwilą grał w play-offach.
NBA była do tej pory uznawana za idealny przykład zdrowego (nie bójmy się tego słowa) socjalizmu! Pieniądze z kontraktów telewizyjnych są dzielone w ten sposób, żeby otrzymywały je także kluby z mniejszych miast i te, które są słabiej oglądane. choćby jeżeli Warriors, Lakers i Knicks generują największe przychody, to NBA dba o to, aby zysk dzielony był także między mniej popularne kluby. Draft jest natomiast sposobem na zwiększenie szansy podniesienia poziomu słabszych drużyn, a Salary Cap, to limit płac, aby najbogatsi właściciele klubów nie mogli płacić najlepszym graczom więcej od innych. Wszystko to zostało wymyślone w celu wyrównywania szans i zdrowego współzawodnictwa.
Pamiętajmy tylko, iż są to nieoficjalne propozycje, które muszą jeszcze zyskać zgodę właścicieli klubów i władz NBA.
Ja na pewno dodałbym do tego zapisu, żeby żadna drużyna nie mogła wylosować wyboru w TOP3 np. dwa lata z rzędu. Natomiast sama idea, aby klubów biorących udział w loterii było więcej i żeby szanse były bardziej wyrównane wydaje się być słuszna i mogłaby sprawić, iż mniej klubów by tak ordynarnie tankowało. To co się działo w ostatnich latach, w ostatnich dwóch miesiącach sezonów zasadniczych, kiedy niektóre kluby decydowały się celowo przegrywać, było zaprzeczeniem wszystkich ideałów NBA. Wkurzało kibiców i media oraz wpływało negatywnie na wizerunek ligi.
Taki rodzaj podziału procentów, a więc szans na wylosowanie wysokiego wyboru w drafcie może też sprawić, iż jakiś słabszy zespół przez lata nie wylosuje wyboru w TOP3 i będzie mu trudniej się odbić od dna. Z drugiej jednak strony pamiętajmy, iż wiele obenych i byłych gwiazd NBA nie było wcale wybieranych w pierwszej trójce. Nie trzeba daleko szukać, żeby pokazać przykłady: Stephen Curry wybrany został z siódemką, Shai Gilgeous-Alexander z 11 numerem, Tyrese Haliburton z 12., Devin Booker i Donovan Mitchell z 13., Kawhi Leonard i Giannis Antetokounmpo z 15., Tyrese Maxey z 21., Jimmy Butler z 30. numerem, a Draymond Green czy Nikola Jokić choćby nie byli wybrani w pierwszej rundzie.
Oczywiście, iż lepiej jest mieć wysoki numer w drafcie, ale te przykłady pokazują, iż przede wszystkim trzeba zatrudniać ludzi, którzy potrafią ocenić potencjał danego zawodnika oraz potrafią stworzyć młodym graczom przestrzeń do rozwoju. Trzeba też mieć w tym trochę szczęścia, bo jak powiedział kiedyś były już generalny menedżer Milwaukee Bucks „wiedzieliśmy, iż Giannis będzie dobry, ale nie sądziliśmy, iż aż tak„.
Pamiętajmy też, iż obecne zasady też nie były zawsze korzystne dla najsłabszych drużyn. W 2024 roku Hawks mieli 3% szans na wylosowanie 1. numeru, a wygrali loterię. Rok temu Mavericks mieli zaledwie 1,8% szansy, a mimo to wybierali z jedynką. Jak sprawdzimy ostatnie 20 sezonów, to osiem drużyn, które wygrywały loterię miało „jednocyfrowe szanse” w procentach, a pięć z nich miało mniej niż 5%. To pokazuje, iż i obecny system wcale nie nagradzał zawsze najsłabszych.
Aby nowe zmiany w drafcie weszły w życie, musi je zatwierdzić co najmniej 23 z 30 właścicieli klubów. Mogłoby się to wydarzyć już w maju na spotkaniu z władzami NBA i weszłyby w życie od przyszłego roku. prawdopodobnie powyższa propozycja będzie jeszcze w najbliższych dniach rozbudowana. Może też jednak zostać zupełnie zmieniona. Na ten moment jednak wydaje się być interesująca i myślę, iż kluby mogłyby się na nią zgodzić. A czy Wy macie swój pomysł jak zmienić obecne zasady draftu, aby było mniej tankowania, a jednak żeby zwiększyć szansę najsłabszych na wyższy numer w loterii?
Czy wiesz, że PROBASKET ma swój kanał na WhatsAppie? Kliknij tutaj i dołącz do obserwowania go, by nie przegapić najnowszych informacji ze świata NBA! A może wolisz korzystać z Google News? Znajdziesz nas też tam, zapraszamy!

6 godzin temu







