Śląsk Świętochłowice wydarł niezwykle cenne zwycięstwo w starciu z OK Kolejarzem Opole, triumfując na własnym owalu 47:43. Choć liderem miejscowych był bezbłędny przez długi czas Mateusz Tonder, oczy kibiców były zwrócone także na Bartosza Szymurę. Wychowanek rybnickiego żużla wrócił do składu po przymusowej przerwie i udowodnić, iż wciąż potrafi wygrywać wyścigi na ligowym poziomie.
Początek spotkania układał się pod dyktando gospodarzy, którzy po czterech biegach prowadzili już 16:8. Duża w tym zasługa właśnie Szymury, który w swoim pierwszym wyjeździe na tor wspólnie z Bartłomiejem Kubicą odprawił rywali z Opola z kwitkiem, przywożąc do mety podwójne zwycięstwo. Goście szukali jednak swoich szans, a sygnał do odrabiania strat dał kapitalnie dysponowany duet Oskar Polis i Václav Milík. Śląsk potrafił jednak odpowiedzieć potężnym uderzeniem – w dziewiątej odsłonie dnia Tonder z Szymurą ponownie eksplodowali ze startu, wygrywając 5:1 i podwyższając prowadzenie na 31:23. Opolanie rzucili w końcówce wszystkie siły na szalę, demolując Śląsk w piętnastym biegu dubletem, ale ostatecznie to ekipa ze Świętochłowic mogła unieść ręce w geście triumfu.
Pokora, Żarnovica i nowy silnik. Jak Szymura wrócił do żywych
Dla Bartosza Szymury ten mecz miał smak wyjątkowy. Po słabszym okresie i odsunięciu od zestawienia meczowego, żużlowiec musiał pogodzić się z rolą rezerwowego. Zamiast jednak narzekać, zaczął szukać jazdy poza ligą, testując sprzęt i szukając optymalnych ustawień m.in. na słowackim torze w Żarnovicy. Efekt? Szóstka z bonusem w meczu z Kolejarzem i, co najważniejsze, powrót dynamiki, której tak bardzo brakowało na początku sezonu.
– No cóż mogę powiedzieć, cały czas pracujemy nad tym i w końcu udało się przywieźć po prostu „trójkę”. W końcu, w końcu, w końcu jakieś punkty zacząłem wozić i jest kontakt, jest progres – przyznał po zawodach niezwykle ulgowy Bartosz Szymura w rozmowie z klubowymi mediami Śląska Świętochłowice.
Zapytany o to, czy bolesne odsunięcie od składu podziałało na niego motywująco, zawodnik nie krył, iż sytuacja wymagała od niego chłodnej głowy. – Dokładnie. Tutaj cały czas to, iż nie jechałem, to cały czas byłem, jestem w tej drużynie, także było wiadomo przed sezonem, iż jest nas więcej zawodników do składu, no i potoczyło się to tak, a nie inaczej. Cóż mi powiedzieć, o ile nie jestem w formie i czuję, iż czegoś brakuje, no to po prostu z pokorą trzeba to przegryźć no i pracować nad tym, żeby było dobrze. A co do startów – no jest mało tych startów, no i z tym po prostu trzeba się oswoić i robić tak, żeby było dobrze mimo braku tej jazdy – tłumaczył żużlowiec.
Kluczem do metamorfozy Szymury okazała się nie tylko sportowa złość, ale przede wszystkim sprzętowe roszady. Na torze w Świętochłowicach żużlowiec dysponował świetnym startem, a w polu potrafił napędzać się zarówno po wewnętrznej, jak i szerokiej części toru, co od razu zauważyli obserwatorzy. Zawodnik otwarcie przyznał, iż to zasługa nowej jednostki napędowej, która spisała się bez zarzutu.
– Jak jest okazja i możliwość jazdy spod taśmy w zawodach, no to jest to… już to kiedyś powtarzałem, jest to dużo lepsze niż trening. A przy okazji, jak już tutaj rozmawiamy, no to bardzo serdecznie chciałbym podziękować Mirkowi z firmy Kon-Are, firmie Kon-Are, sponsorom za ten dzisiejszy… No, nie będę ukrywał, spróbowaliśmy dzisiaj innego silnika i tak naprawdę czuję się na nim bardzo dobrze. Bardzo dziękuję – zdradził kulisy sprzętowego przełomu.
Bartosz Szymura
















