W poniedziałek polscy tenisiści zaczęli turniej drużynowy United Cup rozgrywany w Australii. W pierwszy spotkaniu grają z Niemcami. Najpierw Hubert Hurkacz (72. ATP) pokonał Alexandra Zvereva 6:3, 6:4. Dla Polaka to powrót do gry po półrocznej przerwie i tym cenniejsze zwycięstwo nad trzecią rakietą świata. Po Hurkaczu na kort wyszła Iga Świątek (2. WTA), by rywalizować z Ewą Lys (39.).
REKLAMA
Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. "Mam nadzieję, iż jeszcze sporo przede mną"
Początek meczu miał zaskakujący przebieg, bo Świątek już w pierwszym gemie została przełamana. Lys grała odważnie, agresywnie, zmuszała rywalkę do błędów. Nasza mistrzyni gwałtownie zareagowała, podkręciła tempo w wymianach i odrobiła straty (1:1). W ostatniej akcji była cierpliwa, wytrzymała kolejne mocne odbicia i skorzystała na błędzie Niemki.
Po chwili jednak Polka znów straciła serwis. Lys kapitalnie odczytywała kierunki podania naszej tenisistki, wchodziła głęboko w kort na returnie, ryzykowała i przejmowała inicjatywę. Faworytka popełniła też kilka niewymuszonych błędów. Niemka mogła odskoczyć na 3:1, ale znów zgubiła przewagę. Świątek nie pozwoliła jej się rozpędzić. Była bardzo aktywna, stała głęboko w korcie, jedną z akcji zakończyła kapitalnym wolejem, inną płaskim forhendem po linii. W efekcie doszła na 2:2. Zwłaszcza ta akcja przy siatce wyglądała obiecująco, bo wraz z trenerem Wimem Fissettem zapowiadali, iż chcą bardziej urozmaicić jej grę.
Lys fantastyczna, a Świątek z problemami
Trzeba jednak podkreślić, iż Niemka zaczęła mecz z Polką wyjątkowo dobrze. W poprzednich trzech spotkaniach ze Świątek wygrywała raptem po kilka gemów, była tłem dla faworytki. W poniedziałek potwierdziła, iż wysokie miejsce w rankingu WTA to nie przypadek. Poprzedni sezon był rekordowy dla Ewy Lys - m.in. czwarta runda Australian Open, nominacja do nagród WTA, co nie może dziwić skoro awansowała w ciągu 12 miesięcy o prawie 100 pozycji. - Na razie nie gra na 100 procent, a na 150 procent - zachwycał się komentator Polsatu Sport dyspozycją Niemki, która ponownie przełamała Świątek i odskoczyła na 4:3.
Tym razem Lys utrzymała przewagę, prowadząc już 5:3. Nasza tenisistka miała kilka szans, ale rywalka grała jak w transie, wytrzymała wszystkie trudne momenty. Pomagały jej też kolejne pomyłki Świątek, której forhend nie funkcjonował dobrze, a i na returnie częściej niż zwykle myliła się. Niemka grała z pełną mocą i ryzyko opłacało się. Do tego stopnia, iż po chwili mogła cieszyć się z sensacyjnego zwycięstwa w pierwszym secie 6:3. Po raz czwarty w tej partii przełamała serwis wiceliderki rankingu. Polka ewidentnie walczyła nie tylko z przeciwniczką, ale i z samą sobą. Brakowało jej stabilizacji w grze, akcje były rwane i bez odpowiedniego tempa, stąd rosnąca liczba pomyłek.
Zwrot Igi Światek
W przerwie między setami kamery pokazały, jak Fissette rozmawiał dłużej ze Świątek. Polka wróciła na kort i od razu przełamała Niemkę. przez cały czas jednak falował jej forhend, co wybijało ją z rytmu. Efekt? Po chwili kolejny raz straciła serwis, a mimo prowadzenia 40:15 w gemie rywalki, to Lys wyszła na 2:1. Rosła przewaga reprezentantki Niemiec na tablicy wyników, gdy serwowała, by odskoczyć już choćby na 4:1. Wtedy jednak nastąpił kolejny zwrot w tym meczu.
Czytaj także: Szaleństwo po powrocie Hurkacza
Polka zaczęła grać bardziej cierpliwie, by w ten sposób zniwelować pomyłki. Nie szukała okazji do przyspieszenia w każdej akcji, zaskakiwała kierunkiem podania i z 1:3 wyszła na 4:3. Niemka widziała, iż zwycięstwo zaczyna jej uciekać i wściekła rzuciła rakietą. To ona nagle zaczęła częściej mylić się, miała problem z topspinowymi zagraniami Świątek. A końcówka seta to już pełna dominacja faworytki. W ostatnim gemie przełamała Lys do zera. Pewność siebie znów biła z uderzeń Polki. Wygrała pięć gemów z rzędu i doprowadziła do decydującej partii.
Świątek wygrała z rywalką i własnymi problemami
W trzecim secie Iga Świątek początkowo szła za ciosem. Prowadziła już 3:1, rozrzucała rywalkę po korcie, a ta zmęczona psuła więcej piłek. Niemka jednak nie zamierzała się poddawać i po stracie podania natychmiast przełamała Igę, siódmy raz w tym spotkaniu (3:2). Pojedynek znów się wyrównał, a Polka znalazła się jeszcze raz pod ścianą. Rywalka atakowała zaciekle jej serwis, pojawiły się szanse na ponowne przełamanie, ale nasza zawodniczka zastosowała wtedy inną taktykę - grała wolniej, precyzyjniej, z prawej na lewą i odwrotnie. To pozwolił jej się obronić, a potem wygrać dwa ostatnie gemy i całe spotkanie 2:1.
Zwycięstwo Igi Świątek oznacza, iż Polska jest już pewna wygranej nad Niemcami (2:0). Rozegrany zostanie jeszcze mecz par mieszanych, ale nie wpłynie to na końcowy wynik rywalizacji obu reprezentacji. W środę biało-czerwoni zmierzą się z Holendrami, którzy w niedzielę przegrali z Niemcami 0:3. Transmisje w Polsacie Sport, relacje w Sport.pl.

1 dzień temu













