Oblique Seville mierzy zaledwie 170 cm. Dokładnie tyle samo, co dwie najszybsze sprinterki w historii – Florence Griffith-Joyner i Elaine Thompson-Herah. Nie przeszkodziło mu to w zdobyciu tytułu mistrza świata na 100 metrów. Udowadnia słowa swojego trenera, iż wzrost nie ma kluczowego znaczenia. Glenn Mills wie, co mówi. Wszakże wychował nie tylko najniższego, ale też najwyższego mistrza świata, Usaina Bolta. Bolt twierdzi z kolei, iż Seville może poprawić jego rekord globu. Czyżby miała powtórzyć się epoka „pocket rocket” Shelly-Ann Fraser-Pryce, która mimo skromnego wzrostu zdominowała kobiecy sprint na wiele lat?
Świat usłyszał o nim, gdy w 2019 roku pobiegł 10.13 s, co było wtedy w kategorii juniorów drugim czasem w historii. Kolejny sezon przyniósł jednak rozczarowanie – pandemia i kontuzja zastopowały rozwój młodego talentu. W takich okolicznościach trafił pod skrzydła najlepszego trenera sprintu w Jamajce, Glena Millsa.
Pierwszy rok współpracy nie przyniósł przełomu. Seville trenował ciężko, ale postęp wynikowy nie nadchodził. Stało się to w kolejnym roku, kiedy Oblique złamał barierę 10 sekund i to od razu na 9.86. Rok 2022 zwieńczył 4. miejscem w finale MŚ. Powtórzył ten wynik rok później i przylgnęła do niego łatka zawodnika, który nie radzi sobie z presją w najważniejszych momentach. Potwierdzać to mogło ostatnie miejsce w finale olimpijskiej „setki” w Paryżu 2024.
Na szczycie znalazł się w 2025 roku. Przez cały sezon osiągał znakomite czasy, pokonując zdecydowanie najlepszych sprinterów ostatnich lat. Kulminacja przyszła w finale mistrzostw świata, gdzie na tokijskiej bieżni odprawił z kwitkiem rywali, którzy mogli tylko z zazdrością patrzyć, jak dołączą do grona najwybitniejszych w historii.
Ze wsi na światowe salony
Oblique urodził się w małej wiosce Ness Castle w regionie St Thomas w południowo-wschodniej rolniczej części Jamajki. W wywiadzie dla World Athletics wspominał, iż pierwszy raz ścigał się zawodach międzyszkolnych dla podstawówek i nie wiedział nawet, gdzie kończy się bieg. Prowadząc wyraźnie w biegu na setkę, zatrzymał się za linią 60 metrów. Dopiero gdy zauważył, iż inni biegną dalej, ruszył ponownie, choć nie mógł już wygrać. Zapatrzony w swojego idola, chciał być jak Usain Bolt.
Później uczęszczał do szkoły średniej, a osiągnięcia miał skromne, dopóki jego pierwsza trenerka, pani Jones, nie załatwiła mu przeniesienia do swojej placówki. Przez rok ciężko pracował pod jej okiem, by udowodnić, iż wcale nie jest zbyt niski do sprintu, i jak wspominał nie opuścił choćby jednego treningu. Tak bardzo był zdeterminowany, by pokazał swoją wartość. Wyniki gwałtownie przekroczyły oczekiwania, gdy nie tylko zakwalifikował się do juniorskiej kadry Jamajki, ale też z drugim najlepszym czasem w historii tej kategorii wiekowej wygrał krajowy finał zawodów międzyszkolnych.
Wydawało się, iż wielka kariera stoi przed nim otworem, ale życie napisało nieco inny scenariusz i te drzwi przymknęły się na jakiś czas. Kolejny sezon stracił przez pandemię i kontuzję. Jego potencjał dostrzegł jednak Glen Mills i tak Oblique dołączył do jego Racers Track Club, o czym marzył od 10. roku życia.

Droga do mistrzostwa, czyli szlifowanie diamentu
Tak zwany proces, czyli kilkuletni program treningowy, który miał doprowadzić młodego Jamajczyka na szczyt, nie był wcale łatwy. Mills uznał, iż krok biegowy Seville’a jest nieefektywny i dążył do jego poprawy. Ponadto zakładał stopniowe wzmocnienie zawodnika, aby zmniejszyć podatność na kontuzje. Urazy nie omijały jednak młodego biegacza, dopiero w fenomenalnym sezonie 2025 przyznał, iż jest najzdrowszy odkąd zaczął trenować. Mimo to progres był widoczny już wcześniej.
Brąz krajowego czempionatu na 100 metrów zapewnił mu wyjazd na igrzyska olimpijskie w Tokio w 2021 roku. W biegu eliminacyjnym pokonał go tylko późniejszy mistrz Lamont Marcell Jacobs. W półfinale pobiegł podobnie, ale czas powyżej 10 sekund nie dawał awansu. Oblique miał nadzieje na medal w sztafecie, ale tej zabrakło 5 setnych sekundy do podium.
Barierę 10 sekund pokonał w maju 2022 roku. Uczynił to w sposób, który zrobił wrażenie na wszystkich. Bieg, który nazywa swoim najlepszym w życiu (przynajmniej do czasu finału MŚ Tokio’25), ukończył w imponującym czasie 9.86 s. Nikt wcześniej nie zdemolował tej magicznej granicy w tak zdecydowany sposób. Nic dziwnego, iż na MŚ w Eugene udał się jako kandydat do medalu. Był najszybszy w półfinałach, ale w decydującym starciu nie zdołał powtórzyć takiego biegu i zajął 4. miejsce.
Już rok później odbyły się kolejne MŚ w Budapeszcie, gdzie Seville udał się z mocnym postanowieniem poprawy. W eliminacjach wystrzelił 9.86 s – najlepszy czas w historii pierwszej rundy MŚ. Potem bez problemu awansował do finału, gdzie wygrał Noah Lyles, a za nim wpadli na metę trzej zawodnicy w tym samym czasie i o kolejności rozstrzygać musiał fotofinisz. Tysięczne części sekundy (9,877-9,874-9,873) zadecydowały, iż Oblique znów został bez medalu i powtórzył 4. miejsce.
Następną szansę przyniosły igrzyska olimpijskie w Paryżu. Tam bez fajerwerków wygrał bieg eliminacyjnym, a w półfinale odpalił rakiety i ustanowił nową życiówkę (9.81) pokonując Lyles (9.83). Rozgrywany w ten sam wieczór finał zapowiadał się fascynująco. Nikt jednak nie wiedział, iż półfinałowe zwycięstwo Seville okupił kontuzją pachwiny. Ambicja zawodnika i starania medyków sprawiły, iż Jamajczyk przystąpił do finału, ale ukończył bieg jako ostatni, a niesamowitą walkę o złoto stoczyli jego rodak Kishane Thompson i Noah Lyles. Ponownie więc musiał obejść się smakiem, a dodatkowo mierzył się z falą komentarzy tych, którzy nie znali jego sytuacji.
„Wiedziałem, iż zostanę mistrzem świata”
Sezon 2025, który Seville ukoronował zdobyciem tytułu najszybszego człowieka świata, czyli złotem MŚ na 100 metrów, mógł skończył się dużo szybciej. Podczas mistrzostw kraju w Kingston, w czasie rozgrzewki do finału poczuł, iż coś ciągnie go w nodze, a gdy wchodził w bloki był to już ból. Chciał się wycofać, ale po krótkim masażu bolącego miejsca, zaryzykował start. Pobiegł znakomite 9.83 s i jak stwierdził później: „Wtedy już wiedziałem, iż zostanę mistrzem świata”.
Utwierdzały go w tym przekonaniu uzyskiwane wyniki. Dwukrotnie był znacznie szybszy niż mistrz olimpijski Noah Lyles (m.in 9.87s w chłodzie i deszczu). Biegał bardzo równo (9,84-9,83-9,86-9,87), więc jedynym pytaniem było, czy w Tokio udowodni swoją dominację, stawiając przysłowiową kropkę nad i. Udowodnił. Niesamowity finał i zwycięstwo w czasie 9.77 s pozwoliły mu zrzucił z barków ciężar tego, który „nie dowozi”, choć jak przyznał krótko po starcie, nie był to bieg idealny.
Eksplozja euforii po przebiegnięciu mety, wyrażała coś więcej niż tylko wygrany wyścig. To było odkucie się za lata niespełnionych nadziei, gdzie do sukcesu brakowało niewiele, może choćby forma odkupienia tego, co musiał znosić, gdy potencjał i ciężka praca nie przekuwały się na najwyższe sportowe laury, choć wielu już wcześniej wieszało mu medale na szyi, a potem psy na nim, gdy okoliczności nie układały się pomyślnie.
„Bądź wyjątkowy”
Motto jakim się kieruje to „be unique”, czyli bądź wyjątkowy i niepowtarzalny. Coś w tym jest. Gdyby kierować się stereotypami sprinterskimi, to raczej zostałby skreślony na etapie selekcji. On jednak ma w sobie coś nadzwyczajnego, iż z niepozornego chłopaka na bieżni staje się demonem prędkości. I na pewno jest w tym zasługa Millsa, który przez cztery dekady pracy trenerskiej doprowadził do mistrzostwa świata na 100 metrów zawodników, którzy wedle kanonów nie mieli na to szans, bo byli zbyt drobni (Kim Collins), zbyt wysocy (Usain Bolt) czy zbyt niscy (Seville).
Czas pokaże, czy kolejne sezony potwierdzą prymat wciąż jeszcze młodego sprintera. Rok 2026 przyniósł już mu złoto na krajowym podwórku, pierwsze w karierze, bo chociaż jest najszybszy na świecie na 100 metrów, to nie wygrał wcześniej mistrzostw Jamajki. choćby jeżeli jednak nie dołoży do swej kolekcji kolejnych tytułów i rekordów, to i tak osiągnął już coś wyjątkowego.
Chcesz zobaczyć mistrza świata na żywo? Już 23 sierpnia podczas Diamentowej Ligi w Polsce Oblique Seville pobiegnie na 100 metrów.

1 tydzień temu













