Żużel. Di Caprio na Dlouhej, Madsen to je frajer czyli GP w Pradze (REPORTAŻ)

1 dzień temu

Jako, iż mamy dystans do siebie samych, to przyznajemy, iż w piątek przytrafiła nam się niezła wpadka. Byliśmy święcie przekonani, iż zawody rozgrywane są o godzinie 19, a nie 17. Tym samym, czasu w jakiekolwiek elementy, jak to nazywamy, „poznawcze” w piątek nie było. Po przybyciu do miasta rządzonego przed wiekami przez dynastię Przemyślidów nie pozostało nam nic innego jak udać się wprost na stadion. Tu pierwsze zaskoczenie. Piątkowe zawody śledziła całkiem pokaźna liczba kibiców, którzy oczywiście najbardziej dopingowali gospodarzy i późniejszych zdobywców złotego medalu, czyli Polaków. Ci pierwsi zawiedli, zajmując piąte miejsce. Polacy zadaniu podołali i zwycięstwo zapewnili sobie w ostatnim biegu, w którym pokonali Duńczyków.

– Nie było łatwo, ale na koniec nie pozostawiliśmy złudzeń Duńczykom i oczywiście wygrana oraz kolejny sukces z reprezentacją po 21 latach przerwy bardzo mnie cieszy – mówił nam po zawodach Stanisław Chomski. Nic dodać, nic ująć. Gratulujemy. Od jednego z działaczy dowiadujemy się, iż prawdopodobnie na sobotnich zawodach pojawi się sam prezydent Petr Pavel w dosyć nietypowej roli. Pożyjemy, zobaczymy.

Żużel. Motor znów przegrywa! Stal Gorzów w euforii! (RELACJA) – PoBandzie – Portal Sportowy

Żużel. Fatalny wypadek Woffindena! Motor stanął w płomieniach! – PoBandzie – Portal Sportowy

Żużel. Drejer mówi o sprzeczkach w Polonii! Dlatego nie jechał?! – PoBandzie – Portal Sportowy

Co ciekawe, trzy reprezentacje zgromadziły w piątkowe zawody taką samą liczbę punktów. Brązowy medal przypadł jednak bez biegu dodatkowego reprezentacji Niemiec.

– Nie jest to chyba do końca adekwatny przepis i inne zasady obwiązują w zawodach choćby o Mistrzostwo Europy. Bez dwóch zdań powinien być bieg dodatkowy. Byłoby sprawiedliwej – komentował sytuację jeden z polskich działaczy.

Ze stadionu udaliśmy się jeszcze w pobliże mostu Karola, gdzie dzień zakończyliśmy „smazenym syrem”, a późnym wieczorem przybyliśmy do hotelu.

Sobota za oknem zaczęła się pięknie, a i my mieliśmy całkiem interesujący „plan” na najbliższe godziny. Ci, którzy nasze „reportaże” czytają doskonale wiedzą, iż lubimy pojechać na żużrelek, ale też pozwiedzać czy sprawdzić nietypowe miejsca. Pragę jednak przez lata „obskoczyliśmy” niemal całą. Tym razem naczelny Bartosz Rabenda rzucił oryginalne hasło: „jest taki znakomity lokal z burgerami, które są słynne na całą Europę”. Akceptacja pomysłu błyskawiczna i ruszamy w drogę. Najpierw tramwajem nr 12 na Malostranską, a później spacerkiem na ulicę Dluohą gdzie ów lokal pod nazwą „Nase maso” się mieści i ponoć bardzo dobrze karmi. Na „dzień dobry” zaskoczenie. Kolejka, aby złożyć zamówienie naprawdę spora. Są w kolejce Polacy, Japończycy, Amerykanie i jeszcze parę innych nacji. My przy inauguracyjnej wizycie postanowiliśmy przetestować tataraka, czyli tatar oraz zwykłego hamburgera. Cena tatara około 400 koron, podobnie hamburger.

Pokaźna kolejka przed popularnym ostatnio lokalem

Napiszę Wam tylko jedno, jeżeli będziecie w Pradze i najdzie Was ochota na dobre jedzenie. to polecamy ten lokal z czystym sumieniem. Niżej podpisany jest „zakochany” w tatarze i tak smacznego tatara jadł po raz pierwszy. Hamburgera testował naczelny PoBandzie.

– Nazwa lokalu zobowiązuje i pierwszoplanową rolę odgrywa w nim mięso. Zarówno w moim burgerze, jak i Twoim tatarze nie było wielu zbędnych dodatków. Tanio nie jest, ale naprawdę warto. Opinie nie biorą się z przypadku. Jest tu naprawdę pysznie. Własne pieczywo, delikatna, ale jednocześnie wyrazista wołowina. Coś świetnego – mówi Bartosz Rabenda.

Tatarak czyli tatar

Nie bylibyśmy sobą, gdyby nie widząc zainteresowania lokalem, nie zasięgnęlibyśmy języka u tych, którzy te przysmaki serwują i na miejscu przygotowują.

– To prawda, iż od momentu pewnego nagrania w serwisie YouTube mamy sporo klientów i wciąż ich nam przybywa. Ciężko nam się chwalić, ale chyba wszystkim smakuje. Na pewno uroku dodaje fakt, iż klienci po pierwsze widzą mięso, z którego się dania na miejscu przygotowuje, po drugie u nas nie musicie jeść. Chcecie, to kupicie sobie mięso i tatara zrobicie sami. U nas piwo, jak widzicie, z kranu nalewacie sobie jak w domu w kuchni – mówi ze śmiechem jeden z pracowników lokalu.

– Do piwa również nie można się przyczepić. Co prawda, Praga piwem płynie i tutaj wszędzie pod tym kątem jest świetnie, ale ten delikatny lager do mięsnych propozycji też jest świetny. Do tego efekt nalewania go sobie samemu robi robotę. Wszystko w tym lokalu jest przemyślane – kontynuuje naczelny strony.

Jak tu tak „popularnie i smacznie” to ciekawiło nas, kto tu jada z czeskich celebrytów. I na to pytanie uzyskaliśmy odpowiedź.

– Szczerze, to trudno wszystkich wymienić. Sporo znanych i lubianych nie tylko z naszego kraju się przewinęło. Są regularnie osoby znane z pierwszych stron gazet i to nie tylko czeskich. Całkiem niedawno był u nas złoty medalista w hokeju Roman Cervenka czy kręcący akurat kolejny film w Czechach, Leonardo DiCaprio. Fajnie, iż Wam też smakowało i zapraszam kolejnym razem. Dziękuję za odwiedziny a w podziękowaniu przepis jak zrobić tatar – dodawał z humorem nasz rozmówca.

Z lokalu burgerowego przy Dlouhej nadrabiamy piątkowe zaległości i udajemy się na spacer po Starym Mieście. Pogoda dopisuje, zatem w ciasnych uliczkach tłumy, wśród których nie brakuje polskich kibiców żużla. Szkoda, iż niejeden z nich, pomimo, iż dopiero godzina 13 ma problemy z utrzymaniem adekwatnej „postawy”. Czy doczekają zawodów? Wątpimy.

– Dzisiaj wygrywa Zmarzlik, a wysoko będzie Nazar Parnicki. On za parę lat będzie mistrzem świata – mówią nam kibice Unii Leszno.

Po pięciokilometrowym spacerku pora na powrót do hotelu. Krótki odpoczynek i ruszamy już na praską Markéte, aby przyjrzeć się drugim w tym roku zmaganiom o punkty Grand Prix. Po drodze tradycyjna „prasówka”, ale próżno szukać w jakiejkolwiek gazecie czegoś o dzisiejszym Grand Prix, choćby wzmianki. Króluje hokej i mistrzostwa świata we wbijaniu krążka do bramki. „Pokażcie im” – nawołuje czeską reprezentację do boju ze Słowacją popularny dziennik Blask.

Zanim zmagania to tradycyjnie zerkamy za kulisy turnieju. Pod stadionem kibiców sporo i głównie oblegane są stoiska z piwem. Cena za jednego Gambrinusa to 90 koron plus 60 kaucji. Jak się okazuje, piwo, tym razem jakby nie najlepszej jakości porównując je do tego serwowanego na praskiej Starówce, które – uwaga – było zdecydowanie tańsze. Za litrowy kufel piwa płaciliśmy na „mieście”… 115 koron.

– Tutaj już tak dobrze nie jest. Typowy stadionowy sikacz, którego firma zajmująca się obsługą kibiców na stadionie chce sprzedać jak najwięcej. Do tego spora część kibiców pewnie kubki pogubi i będzie spory zarobek – komentuje jakość złocistego trunku Bartosz Rabenda.

Oprócz piwa tradycyjnie popularna jest cervena kolbasa w cenie 160 koron czy porcje pieczonej nad grillem szynki w cenie 115 koron za 100 gram. Nakładane jest jednak zwykle więcej, więc ostrzegamy, bo można się „naciąć”.

O miasteczku Grand Prix można napisać tylko tyle, iż wyglądało… jak zwykle. Nowy promotor, atrakcje te same. Jedyna dostrzeżona różnica to punkt, w którym można było przysiąść i poczekać na swoją narysowaną przez lokalnego artystę „karykatrure”. Największe zainteresowanie oprócz stoisk z „chmielowym” wśród płci męskiej budziła możliwość zdjęcia z „króliczkami Playboya” – hostessami Monstera.

– Miło się spotkać panowie w Pradze. Liczę, iż dzisiaj zawody będą całkiem fajne, a jak pytacie, jak typuje pierwszą trójkę, to powiem tak. Lambert, Dudek oraz Zmarzlik – mówił nam zajmujący się przygotowaniem fizycznym zawodników Torunia, Radosław Smyk. Jak się okazuje, miejsce mistrza świata zostało wytypowane bezbłędnie.

Radosław Smyk i naczelny Po Bandzie, Bartosz Rabenda

Skoro przewinął nam się Patryk Dudek, to wypada zaznaczyć, iż i jego stoisko było tego wieczora wystawione i jak zwykle cieszyło się całkiem niezłym zainteresowaniem.

Im bliżej zawodów, tym „tłum” pod obiektem gęstnieje. Wedle danych gospodarzy obiektu na stadionie w sobotę zasiada ponad 7000 tysięcy ludzi. Po paru biegach sobotniego turnieju wnikliwym okiem można dostrzec, iż jeden z fotoreporterów na murawie porusza się z obstawą. Parę zbliżeń telefonem i wszystko jasne. To słynący z zamiłowania do sportów motorowych i fotografii Prezydent Czech, który drugą część później fotografuje zawody z tarasu VIP.

– W roli fotografa żużla dziś jestem po raz pierwszy i podoba mi się ta „robota”. Wiem doskonale, jak dobrze się rozwija żużel u Was w Polsce – mówił Petr Pavel niżej podpisanemu.

CAŁĄ ROZMOWĘ Z PREZYDENTEM CZECH O ŻUŻLU PRZECZYTASZ TUTAJ

Faktycznie powodów do zadowolenia Prezydent, obserwując poczynania czeskich zawodników, tego wieczoru nie miał. Ani Jasiu Kvěch, ani Adam Bednar nie zachwycili, choć ten ostatni jest już zasypywany ofertami z polskich klubów na sezon 2027. Czeskie „wróble” na trybunie VIP ćwierkały, iż „podchody” robi między innymi Lublin i Wrocław.

– Wiem iż w Waszym Rybniku Janek jest liderem, ale od zeszłego sezonu stracił jakoś na formie i oby gwałtownie ją odnalazł. Dzisiaj z „Bubba” się męczyli obydwoje – mówił czeski fan żużla z Usti nad Laba.

Skoro sektor VIP, to wypada napisać, co tam serwowano i jak się zachowywano, bo w swojej historii ten taras niejedną grubą „imprezę” widział. W końcówce lat 90. niżej podpisanego i paru innych wykończyła skutecznie lana strumieniami Beherovka. Tym razem było piwo, wina i oczywiście szeroki asortyment jedzenia. Od pieczonej szynki po kurczaki czy różne rodzaje sałatek. Na bogato. Nic dziwnego, w końcu gościł sam prezydent kraju.

Jak skończyły się zawody? Pisać nie trzeba. Każdy szanujący się kibic wie. Warto jednak zaznaczyć, iż Leon Madsen danego słowa publicznie o tym, iż skończy na podium dotrzymał, a postawione przed samym sobą zadanie wykonał z nawiązką. Sobotnią odsłonę Grand Prix wygrał.

Żużel. Szok w Pradze! Madsen ograł wszystkich! (RELACJA) – PoBandzie – Portal Sportowy

– W finale byłem pewien, iż wygra Zmarzlik. Finał moim zdaniem był jednym z lepszych, jakie były w Pradze, a Madsen mówiąc po naszemu pokazał wszystkim, iż „je frajer”. Po czesku to odpowiednik słowa kozak – mówił nam po zawodach lokalny fan żużla.

– Nikt tak naprawdę nie wie ile ten zawodnik przechodził prywatnie, to raz. Dwa – nie zawsze pomimo ogromnej chęci jest tak, jakby się chciało. Taki jest żużel. Dlatego ta dzisiejsza wygrana nas cieszy- mówiła nam po zawodach osoba z otoczenia sobotniego zwycięzcy.

Warto przy sobotnim, jubileuszowym turnieju zaznaczyć, iż przebiegał nad wyraz sprawnie czasowo. Zawody zakończyły się w granicach 21.15, a ile trwały nocne Polaków o żużlu rozmowy w różnych zakątkach i lokalach Pragi tego się już nie dowiemy. Wiemy jedno. My Pragę opuściliśmy niedzielnym porankiem, a następny nasz przystanek to angielski Manchester i dwudniowa odsłona Grand Prix. Korzystając z okazji, dziękujemy wszystkim kibicom, którzy nas rozpoznawali i co miłe nie ganili, a chwalili. Pozdrawiamy serdecznie!

Idź do oryginalnego materiału