Żużel. DMP (8) – Derby po gorzowsku, Falubaz w „czarnym tunelu” i magia płotu we Wrocławiu (FELIETON)

5 dni temu

Kolejny tydzień żużlowy za nami i bardzo gwałtownie jesteśmy już prawie na półmetku rundy zasadniczej obydwu Ekstralig. Powoli można oceniać poszczególnych zawodników i drużyny, a czasu w poprawki jest coraz mniej. Miniony tydzień przyniósł dużo emocji na torach oraz poza nimi, a tematy najbardziej mnie interesujące postaram się Wam przedstawić, drodzy czytelnicy, w kolejnym felietonie z cyklu DMP, czyli Dużo Merytorycznej Pisaniny.

Najważniejszym tematem tego tygodnia pozostawało zdrowie dwóch ciężko kontuzjowanych młodych zawodników z Polski i Czech, czyli Patryka Budniaka i Karela Prusy. Zacznę od tego, o którym dużo mniej mówi się w polskich mediach żużlowych, czyli czeskiego juniora. Jak podają czeskie portale informacyjne, Karel Prusa wybudził się ze śpiączki, jego stan powoli się poprawia, a nastawienie co do jego przyszłości jest pozytywne. Redaktorzy podali również, w ramach ciekawostki, iż młody Czech miał okazję oglądać w telewizji mistrzostwa świata w hokeju na lodzie.

Jeżeli zaś chodzi o stan Patryka Budniaka, to tutaj również dużo pozytywnych informacji zostało przekazanych do mediów w ciągu tego tygodnia. Młody gnieźnieński zawodnik został wybudzony ze śpiączki farmakologicznej, ma czucie w nogach oraz kontaktuje się z lekarzami i rodziną. Został przeniesiony z oddziału intensywnej terapii na oddział neurochirurgii. Ogląda mecze żużlowe i myśli o powrocie na tor. Są to wspaniałe wiadomości i trzeba trzymać kciuki za to, żeby Patryk wrócił do jak najlepszej sprawności fizycznej w jak najkrótszym czasie.

Żużel. Cudowne wieści! Patryk Budniak myśli o… meczu ligowym!

Minął już tydzień od dramatycznych wydarzeń w Gnieźnie i w ramach ostatniego felietonu DMP celowo nie chciałem poruszać tematu tego, co działo się „wokół” wypadku Patryka Budniaka. Muszę przyznać, iż środowisko żużlowe spisało się w przeważającej większości przypadków lepiej niż dobrze. Nie mówię tutaj wyłącznie o zebraniu, na moment pisania tego tekstu, 472 tysięcy złotych (w chwili pisania tekstu) na zbiórce założonej na portalu Zrzutka.pl. Docenić trzeba, iż żaden portal nie próbował robić sobie reklamy i zasięgów podczas najtrudniejszego okresu, czyli w pierwszych godzinach i dniach po wypadku. Brawa dla wszystkich fotografów ze stadionu, którzy, jak podaje portal PoKredzie, zdecydowali się nie upubliczniać zdjęć z wypadku Patryka, nie chcąc mieć jakichkolwiek korzyści wynikających z tragedii młodego człowieka.

Odosobniony, smutny przypadek złego zachowania stanowi profil newsowy dla „żużlowych fanów” na Instagramie, który podał, iż wypadek może być śmiertelny. Tezę, iż osoba wypuszczająca do tej pory ponad pięć tysięcy newsów popełniła błąd, bo chciała gwałtownie przekazać informację, mogę przyjąć, ale skoro wygenerowała taki post, dodała tytuł, grafikę, otagowała go, wrzuciła i nie czuła, iż robi coś nie tak aż do momentu krytyki po odbiorze, może to świadczyć o tym, iż kategoria, którą się zajmuje, nie jest miejscem dla tego twórcy. Sam profil ma się po tej „aferce” dobrze. Nie mnie mówić, co macie klikać, czytać, komentować i obserwować, dlatego każdemu śledzącemu ten profil pozostawiam do własnej oceny, czy dalej chce z tej strony korzystać.

Docenić chciałbym również całą pracę i profesjonalizm klubu Ultrapur Start Gniezno. Komunikacja z mediami, działania po wypadku, wsparcie dla Patryka, jego rodziny i innych zawodników klubu. Klub z Gniezna pokazał, iż na najniższym poziomie rozgrywkowym w Polsce, w sporcie, który generuje mnóstwo wtop wizerunkowych, można zarządzić krytycznie ciężką sytuacją w sposób niemal perfekcyjny. Ogromne brawa dla ludzi z klubu z pierwszej stolicy Polski, bo samą akcją, którą wykonali, zyskali lub powinni zyskać szerokie grono nowych fanów i wspierających.

Żużel. Rusza zbiórka dla Patryka Budniaka! „Najbliższe godziny i dni są kluczowe”

Na koniec temat ochrony zawodników, no bo przecież skoro wypadek w sporcie żużlowym, to od razu akcja i pomysły, jak poprawić „czarny sport”. Portal Weszło, tak, ten głównie od piłki nożnej, zadał, mam nadzieję retoryczne, pytanie, czy nie zlikwidować całej dyscypliny jako zbyt niebezpiecznej. Pytanie padło lub zostało przekazane w ramach wywiadu z Krzysztofem Cegielskim. Odpowiedź, iż na rowerach też zdarzają się wypadki i czy kolarstwo również powinniśmy zlikwidować, autor artykułu kwituje jako całkiem trafne porównanie. Moim zdaniem tego typu wywiady i „popularność” w mediach nie służą w żaden sposób dyscyplinie.

Żużel. Pytają czy… zlikwidować żużel! Mocna odpowiedź!

Nie będzie jej również służyć zaangażowanie ministra sportu, który według mnie buduje kapitał polityczny i popularność na głośnej medialnej sprawie. o ile mamy wypadek drogowy, minister infrastruktury albo sprawiedliwości pojawia się z rozwiązaniami. o ile mamy problemy w szkołach, pojawia się minister edukacji. Ja osobiście działania ministra Rutnickiego odbieram jako granie pod publiczkę i reklamowanie się w celu zostania „idolem” kibiców żużlowych. Może i obym się mylił.

Żużel. Będą spotkania i analizy! Minister sportu jasno ws. wypadku w Gnieźnie!

Wszystkie pomysły mające na celu poprawę bezpieczeństwa wszystkich osób uczestniczących w zawodach żużlowych, ze szczególnym uwzględnieniem zawodników, trzeba popierać w stu procentach. Trzeba jednak pamiętać, iż o ile nie mówimy o zaniedbaniach, to zawsze powodem decydującym o skali zagrożenia jest prędkość. Czy da się ją ograniczyć lub kontrolować na tyle, aby sport żużlowy był bezpieczniejszy? Nie mam gotowej odpowiedzi na to pytanie, szczególnie w dobie ciągłego rozwoju technologicznego sportów motorowych, ale mam nadzieję, iż specjaliści i osoby związane z żużlem będą w stanie taką odpowiedź znaleźć.

Wypadek Patryka Budniaka i niepewność co do jego zdrowia zdominowały ostatnie tygodnie, ale sezon nie zatrzymał się i w tym tygodniu mieliśmy kolejną porcję żużlowych emocji na torach w Polsce i ligach zagranicznych.

Zacznijmy od wydarzenia weekendu, jakim był pierwszy finał IMP, który odbył się w Toruniu. Turniej zakończył się zwycięstwem Bartosza Zmarzlika przed Piotrem Pawlickim i Maciejem Janowskim. Czwarte miejsce zajął rewelacyjny tego dnia Krzysztof Buczkowski, a piąte obecny mistrz Polski i faworyt gospodarzy Patryk Dudek. Ścigania było dużo więcej niż rok wcześniej i sam turniej można uznać za udany. Jedyną łyżką dziegciu w beczce miodu była frekwencja, która kolejny raz nie była zbyt dobra, gdy na Motoarenie jadą zawody inne niż ligowe. Brak ludzi na SON można było tłumaczyć pogodą i średnim zainteresowaniem samym formatem rozgrywek. Finał IMP był jednak dobrze rozreklamowany, z lokalnymi zawodnikami na torze, dlatego niska frekwencja dziwi i po raz kolejny pojawiły się głosy, aby turniej rozgrywać na stadionach, gdzie dużych imprez żużlowych brakuje, ale gdzie mniejszy obiekt zapełniłby się w stu procentach.

Żużel. Zmarzlik zdobył Toruń! Dudek poza finałem! (RELACJA)

Finał Indywidualnych Mistrzostw Polski odbywał się w sobotę, a liga rozpoczęła zmagania w piątek od meczu w Grudziądzu, gdzie faworyzowany GKM pokonał ostatnią drużynę PGE Ekstraligi, czyli Włókniarz Częstochowa. Patrząc na formę obydwu drużyn, wynik bez zaskoczeń, ale oglądając to spotkanie miałem wrażenie, iż ani Grudziądzanie, ani Częstochowianie nie jadą na miarę swoich możliwości. GKM dzięki temu zwycięstwu został liderem PGE Ekstraligi. Moim zdaniem na ten moment zasłużenie, jednak czy to będzie chwilowy pobyt w TOP 3 ligi, przekonamy się w najbliższych rundach, bo Grudziądz jedzie do Lublina, ma mecz u siebie z Falubazem, a potem jedzie na wyjazd do Gorzowa i Wrocławia. Warto też zaznaczyć, iż opady deszczu, które popsuły nawierzchnię przygotowaną przez gospodarzy, dały też namiastkę ścigania i odrobinę swobody dla dwóch Maksów z Grudziądza, Fricke’a i Drabika, oraz wpłynęły na wyniki Michaela Jepsena Jensena w ostatnich biegach tego meczu.

Żużel. Zaczęli jak nigdy, skończyli jak zawsze. Pewne zwycięstwo GKM-u (RELACJA)

Drugi piątkowy mecz to mógł być hit kolejki, bo przecież lubuskie derby rządzą się swoimi prawami. I rzeczywiście można było odnieść wrażenie, iż i te derby będą wyjątkowe, bo wyraźnie lepsza Stal Gorzów długo męczyła się z Falubazem Zielona Góra. Ostatecznie Gorzów wygrał, windując się do koszyka walczących o play-off i wyrzucając chyba ostatecznie Zielonogórzan z tej grupy drużyn.

Żużel. Kubera i Madsen położyli derby! Stal rządzi w lubuskim! (RELACJA)

Jeszcze o ile mowa o Stali, to formę Jacka Holdera przewidywałem już w pierwszym tekście z cyklu DMP. Australijczyk jeszcze pokazał nie pokazał tej mocy w SGP, ale myślę, iż młodszy z braci Holderów włączy się do walki o medale mistrzostw świata. Przewidywałem też, iż prezes Komarnicki nie wytrzyma dłużej niż pięć meczów, aby nie zacząć krytykować jakiegoś zawodnika a’la Oskar Fajfer. Akurat trafił się jednak sezon, gdzie do jazdy Stalowców nie można się póki co przyczepić, a honorowy prezes jest wniebowzięty poziomem zawodników swojego ukochanego klubu. Jak widać więc, parafrazując słowa prezesa Kropliczanki Michała Holca, „No Fajfer, No Cry”.

Żużel. Dużo Merytorycznej Pisaniny (1). Kto rządzi, a kto ma braki przed sezonem? (OPINIA)

Żużel. „100 konkretów” na sezon żużlowy 2026. 100 prognoz, które zweryfikuje sezon 2026

A Falubaz jest jak Apollo 13, przy czym mam wrażenie, iż już dawno jako klub Zielonogórzanie nie mają kontaktu z bazą. Słaby Kubera, kontuzja Ratajczaka, nerwowy, w różnym znaczeniu tego słowa, trener Walasek, to te mniejsze problemy. Samo to zestawienie niech świadczy, w jakim „czarnym tunelu”, cytując Łukasza Benza, znajduje się Falubaz.

Dwa główne problemy są wszystkim znane. Pierwszy to skonfliktowany z kibicami i fatalny komunikacyjnie prezes Goliński. Można znów wypominać „bilety w cenach popcornu”, „drugi mecz sezonu o wszystko”, jednak prezes Falubazu się nie zatrzymuje i ostatnio oskarżył o problemy z zawodnikami i kadrą Piotra Protasiewicza. No bo przecież „Pepe” kontraktował Leona Madsena na dwa lata i w niego wierzył. Odpowiedź legendy zielonogórskiego klubu krótka, mocna i trafna: „Zimą była mowa, iż mają skład na mistrza Polski, a dzisiaj już nie? Niech prezes ma jaja i weźmie na siebie to, co się dzieje”.

Wiem, co myślicie: „No dobra Jasiński, piszesz o wszystkich, a dobrze wiesz, gdzie jest ten »nowotwór« toczący się po pacjencie o imieniu Falubaz”. Ten nowotwór to oczywiście pieszczotliwe określenie nadane przez kibiców Włókniarza Częstochowa swojemu byłemu idolowi Leonowi Madsenowi.

Co do Madsena, przychodzą mi do głowy dwie sprawy. Pierwsza to pytanie, który z zawodników irytuje Was bardziej na starcie tego sezonu: Leon Madsen czy Tai Woffinden? Oczywiście w Rzeszowie, Zielonej Górze, Ostrowie Wielkopolskim i Częstochowie faworyci są wiadomi. Wrocław raczej głosowałby na Madsena. A jak reszta kibiców? Który z tych „gagatków” irytuje Was swoją postawą na torze i poza nim bardziej? Ja widzę to tak, iż mógłbym zakręcić bączkiem jak w „Incepcji” i czekać, aż ekran stanie się czarny, nie będąc pewnym dokonanego wyboru.

Żużel. Kuriozalne zachowanie Madsena! Walasek nie wytrzymał! (WIDEO)

Żużel. Woffinden ucisza krytyków? „Większość ludzi rezygnuje, kiedy jest trudno. Nie ja!”

Drugi temat związany z Madsenem, ale też poniekąd z Woffindenem, to zmierzch żużlowców i sposób, w jaki potrafią sobie z tym radzić i się z tym godzić. Dla wielu zawodników, nie tylko w tym sporcie, przychodzi taki moment, iż nie są już w stanie dłużej utrzymywać się na poziomie, do którego przyzwyczaili. W żużlu wiek, kontuzje i problemy sprzętowe dają o sobie znać, a zawodnicy, którzy zachwycali i byli przez lata nieuchwytni, nagle przestają wygrywać i często męczą się na torach.

Gdy zawodnik zaczyna zdawać sobie z tego sprawę, może reagować w różny sposób. Może przeciągać karierę, jeżdżąc głównie na renomie z lat minionych. Może zejść poziom niżej i być wartościowym zawodnikiem przy mniejszych wymaganiach. Może z bycia gwiazdą przejść do roli drugiej linii, uzupełnienia i mentora, oczywiście za mniejsze pieniądze. Może też po prostu skończyć karierę.

Jak to się ma do Madsena i Woffindena? Woffinden mimo młodszego wieku wydaje się już być w tej pierwszej grupie i może już niedługo nie być klubu w Polsce, który będzie chciał zatrudniać go jako gwiazdę swojej drużyny, a sam Brytyjczyk pójdzie drogą starszego Nickiego Pedersena. Madsen jeszcze nie jest dla mnie określony, którą drogą pójdzie. Czy będzie nowym Pedersenem, czy może nowym Doylem, który zejdzie poziom niżej za mniejsze pieniądze i tam odnajdzie się jeszcze jako lider. Wątpię, iż będzie Kołodziejem, czyli przeobrazi się w drugą linię, a zupełnie nie widzę drogi Jarosława Hampela czy w mniejszym stopniu Krzysztofa Kasprzaka, czyli iż Duńczyk po prostu powie pas, widząc, iż nie jest w stanie reprezentować poziomu, jakiego oczekiwałby od siebie.

W niedzielę w końcu oglądaliśmy dwa bardzo dobre spotkania w ciągu jednego dnia w PGE Ekstralidze. Pierwszy mecz w Lesznie zakończył się mimo wszystko małą niespodzianką, gdyż miejscowa Unia wygrała z dotychczasowym liderem, Motorem Lublin. W Unii bardzo dobrze pojechali Parnicki i Pawlicki, ale też trochę pomijany w różnych pomeczowych analizach Ben Cook.

Motor po wypadku w trzecim biegu Frederika Lindgrena, który wykluczył Szweda z dalszej części spotkania, i ze słabym Martinem Vaculikiem, nie był w stanie wygrać w Lesznie mimo bardzo dobrej dyspozycji Zmarzlika, Woryny i juniorów. A propos Lindgren i Vaculik to być może kolejnych dwóch zawodników do kategorii „co dalej z karierą”.

Żużel. Motor Lublin zatrzymany! Parnicki bohaterem Unii! (RELACJA)

Ostatnio stwierdziłem, iż Piotr Pawlicki nie powinien być dopuszczony do dalszej jazdy w Grudziądzu po upadku. Zdanie to podtrzymuję. Zastrzegam jednak, iż skoro od tego momentu widać, iż kontuzja nie wpływa na to, iż Piter może jeździć na motocyklu bezpiecznie, to nie widzę powodu, żeby miał być odsunięty od startów. Jedno nie wyklucza jednak drugiego i są to mimo wszystko osobne tematy przy podejmowaniu decyzji o dopuszczeniu do startów.

Żużel. Pawlicki mówi, co uratowało jego stopę! Woli się ścigać niż chodzić!

Ostatni niedzielny mecz okazał się najlepszym z wszystkich czterech i po raz kolejny „pomogła” w tym nienajlepsza pogoda. Sparta Wrocław po zaciętym spotkaniu pokonała u siebie aż czternastoma punktami mistrzów Polski z Torunia. Padający deszcz spowodował, iż tor wrocławski przemienił się jak za dotknięciem zaczarowanej różdżki w tor bydgoski A.D. 2025. Ścieżką do ścigania mniej więcej od połowy spotkania stał się płot.

Wrocławianie, mający wydaje się większą ilość chętnych do eskapad pod baloty, Bewleya, Łagutę, Kowalskiego, gdzie w Toruniu tylko Sajfutdinow, odjechali swoim rywalom, prezentując oszałamiające widowisko. Ci, którzy nie pchali się ochoczo pod płot, Janowski, Dudek i Kawczyński, albo byli od początku spotkania wolni, Kurtz, Michelsen i Lambert, przestali zdobywać punkty.

Żużel. Sparta zbiła PRES w deszczu! Bewley artystą żużla! (RELACJA)

I nie, drodzy kibice z Torunia, tak jak wrocławscy kibice przed tygodniem, nie musicie się martwić o to, czy „Anioły” pojadą w play-off, bo wydaje się, iż Toruń najtrudniejsze mecze ma za sobą, a dobry wynik w Grudziądzu może dać Apatorowi szansę choćby na pierwsze miejsce w lidze po rundzie zasadniczej. Lambert też nie jest pod formą, o ile mi nie wierzycie, przypomnijcie sobie jego „słaby występ” z Zieloną Górą. Michelsen, a na pewno Dudek, wydają się iść z formą w górę, więc Torunianie powinni być tylko silniejsi.

A Wrocław? Kurtz, tak jak pisałem ostatnio, wydaje się nie być takim hegemonem jak przed rokiem. Pytanie, gdzie ostatecznie wyląduje z formą na koniec sezonu, w okolicach Pawlickiego i Jepsena Jensena, czyli 2,2-2,1 punktu na bieg, czy raczej Bewleya, Sajfutdinowa i Vaculika, czyli okolice 2. Te lepsze wyniki przy obecnej formie reszty seniorów będą w zupełności wystarczające, aby Sparta mogła wygrać z każdym.

Co do jazdy przy bandzie Australijczyka, polecam przypomnieć sobie pierwszą rundę SGP w Manchesterze z zeszłego roku. Artystą był wówczas Bewley, ale to Kurtz, Zmarzlik i również kochający zewnętrzną Lindgren gonili Brytyjczyka tą najlepszą ścieżką. Gdyby Brady miał prędkość w motocyklu, to też odbijałby się od band jak liderzy Wrocławian w tym spotkaniu.

Inna kwestia to Maciej Janowski, który wydaje się, iż w większości biegów zostawał bardziej przy krawężniku z własnego wyboru, raczej wynikającego z obrania innego rozwiązania niż niechęci do zewnętrznej na stadionie Olimpijskim. Osiem punktów w pięciu biegach wydaje się małą zdobyczą, ale te punkty są zdobyte przy zupełnie innym poziomie kapitana Sparty, gdy porównujemy jazdę w tym i zeszłym roku. Janowski jest też jednym, a być może jedynym przykładem tezy, którą ja przedstawiłem w drugim felietonie DMP, a którą usłyszeliśmy z ust Patryka Malitowskiego podczas ostatniego Magazynu PGE Ekstraligi.

Redaktor Malitowski słusznie według mnie zauważył, iż zawodnicy, którzy jeździli bardzo dobrze albo byli na fali wznoszącej na koniec sezonu 2025, jadą dobrze też w tym roku, a ci, którzy jechali słabo, dalej jadą słabo. I o ile zawodników jadących dobrze na koniec sezonu, a dołujących bardziej lub mniej, mamy teraz kilku, Madsen, Kubera, Cierniak czy Fricke, tak w drugą stronę jedynym zawodnikiem, który zrobił rewolucję i zaczął wszystko od nowa z dobrym skutkiem, jest właśnie Maciej Janowski.

Żużel. Dużo Merytorycznej Pisaniny (2). Start sezonu i pierwsze sygnały układu sił

Może to jeszcze nie jest poziom Magica z lat 2018-2022, ze szczególnym uwzględnieniem 2021? Może też nigdy już ten poziom nie będzie osiągnięty? Jednak Janowski w tym sezonie robi to, czego zespół od niego oczekuje, przywozi dobre punkty i oprócz meczu z Motorem nie ma większych wpadek, wyglądając dużo lepiej na torze.

Na koniec jeszcze nominacje do „Defektu Miesiąca”. Tydzień temu odpuściłem nominowanie kogokolwiek z powodów opisanych w ostatnim felietonie. W tym tygodniu wracamy i dwie nominacje już znacie. Jedna dla instagramowego konta za karygodny tytuł newsa o wypadku Patryka Budniaka. Druga nominacja dla ministra sportu i turystyki Jakuba Rutnickiego za „ogrzewanie się” w ciepełku peaku medialnego związanego z żużlem. To nie jest jednak koniec nominacji.

Odpuszczę tym razem Ekstralidze za serię przydatnych filmów przed meczami przygotowanych docelowo do odbioru dla pań. Jest to jakie jest, ale panie przygotowujące i prezentujące te informacje muszą wykonać pewną pracę twórczą, żeby przygotować taki materiał, a schemat i ramy mają, o ile dobrze rozumiem, narzucone.

Na nominacje zasłużył KOL i werdyktu dotyczącego wyniku meczu Orzeł Łódź – Polonia Piła. Ogólnie, nie wchodząc w szczegóły, błąd był, ale iż protest został złożony zgodnie tylko z częścią regulaminu, to znaczy w ciągu 24 godzin, no to został odrzucony. Czyli KOL wiedział od razu, iż o ile nie ma protestu Pilan zaraz po 14. biegu, to wynik mimo błędu sędziego się nie zmieni, ale przyszło nam czekać miesiąc na informację i ostateczny werdykt. Absurdalne, prawda? Ale tam, gdzie kończy się logika, zaczyna się Ekstraliga AI, a tam, gdzie kończy się Ekstraliga AI, tam właśnie możemy ustawić całą sytuację związaną z werdyktem. Obawiam się, iż Pilanie odwołaniami i tak nic nie ugrają i tylko trzeba liczyć na to, iż te dwa punkty nie wpłyną na układ play-off i play-down.

Żużel. Jest decyzja ws. meczu Orzeł – Polonia! Wiemy, co z wynikiem!

Ostatnie dwie nominacje. Pierwsza, króciutko, dla pana Jana Krzystyniaka za stwierdzenie, iż organizatorzy DME rzucają kłody pod nogi Polakom, ustanawiając regulamin, według którego tylko jeden zawodnik z SGP może wystąpić w tych zawodach. Przypominam, regulamin został wprowadzony kilka lat temu i jest taki sam od dawna, a imprezę Polacy „przegrali” pierwszy raz.

Żużel. Ekspert grzmi! „To rzucanie kłód pod nogi Polakom”

Druga i ostatnia to powracający niczym najgorsze wirusy świata, wirus Shepherda-Mockforda, czyli wirus nierównej taśmy. Po stanie uśpienia ujawnił się ponownie w Grudziądzu, gdzie zaatakował, zmutowany niczym Wojownicze Żółwie Ninja, raz objawiając się awarią lewego, a raz prawego elementu maszyny startowej. Potrafił też ukryć się podczas diagnostyki. Gdy wydawało się, iż mamy do czynienia z najwyższą formą wirusa, okazało się najgorsze, otóż zaatakował człowieka, a dokładnie sędziego Bartosza Ignaszewskiego, który mimo widocznych objawów działania wirusa w biegu siódmym uznał, iż wszystko jest OK. Lekarstwa jak nie było, tak nie ma, dlatego drodzy sędziowie profilaktycznie proponuję witaminę C i napar ze świetlika lekarskiego na wzrok. Reszta suplementacji we własnym zakresie.

Żużel. Taśma idzie nierówno, a wyniki… zaliczone! Zaskakująca sytuacja w Rzeszowie

Kornel Jasiński

Idź do oryginalnego materiału