Żużel. Drabik pomylił okrążenia? 33 lata od wielkiej ulewy i triumfu Havelocka

5 godzin temu

Dzisiaj mijają trzydzieści trzy lata od Indywidualnego finału mistrzostw świata, który rozegrany został na torze Stadionu Olimpijskiego we Wrocławiu. Mistrzem świata został wtedy Gary Havelock. Zawody miały wielką dramaturgię.

W zawodach Polacy mieli jednego przedstawiciela. Był nim ówczesny zawodnik Włókniarza Częstochowa, Sławomir Drabik. Drabik we Wrocławiu wystąpił jako zawodnik gospodarzy. W eliminacjach odpadł w półfinale rozegranym na torze w Wiener-Neustadt.

– To już są dalekie czasy ale wtedy raczej było tak iż miejsce we Wrocławiu miało przypaść temu zawodnikowi który najdalej dojedzie w eliminacjach i tak też się stało – mówi nam były menedżer reprezentacji Marek Kraskiewicz.

Żużel. Niegrzeczny chłopiec i mistrz świata. 56. urodziny Gary’ego Havelocka

Żużel. Były mistrz świata żyje z wiecznym bólem. Teraz pomaga ojcu

Drabik w zawodach wywalczył sześć punktów i zajął dziewiąte miejsce. Do dziś nie wiadomo czy w swoim pierwszym starcie miał defekt czy też zamknął gaz ponieważ pomylił okrążenia. Ostatecznie Polak z 6 punktami został sklasyfikowany na 9. miejscu.

Faworytem do mistrzostwa był Per Jonsson. W specyficznych warunkach torowych najlepiej odnalazł się jednak Gary Havelock, który z dorobkiem 14 „oczek” został najlepszym zawodnikiem globu. Szwed zakończył zawody ze srebrnym medalem, a podium uzupełnił Gert Handberg.


– Oczywiście, było wiele głosów, iż Havelock wygrał, bo było to czy tamto. Głupie gadanie. Jak ktoś sobie prześledzi moją karierę, to doskonale będzie wiedział, iż wtedy byłem w dobrym „gazie”. Byłem tego dnia najlepszy i wygrałem, choć dla wielu zdecydowanym faworytem był Per Jonsson, który wtedy też był w doskonałej formie. Powiem więcej, gdyby ten finał był rozgrywany jeszcze raz, to jeszcze raz bym wygrał. W takiej byłem formie. A gdyby było wtedy Grand Prix, też bym zwyciężył. Żadnego farta we Wrocławiu nie było – wspominał niegdyś Brytyjczyk.

Żużel. Gary Havelock: W 1992 wygrałbym Grand Prix. Zmarzlika podziwiam

Wrocławski finał przeszedł do historii nie tylko ze względu na aspekt sportowy. Przed zawodami nad stadionem przeszła ogromna burza, na prezentacji zemdlał koń.

– To na pewno był jeden z finałów który zapadł w pamięć nie tylko ze względu na wygraną Havelocka. Pamiętamy jaka ulewa przeszła nad stadionem i udało się pomimo tego zawody dojechać do końca. Tym razem we Wrocławiu organizatorzy postawili nie na wojskowe gaziki ze Śląskiego Okręgu Wojskowego ale na bryczki. Pech chciał iż jeden koń zemdlał – wspomina Henryk Grzonka.

Idź do oryginalnego materiału