Zdecydowała pierwsza seria
Toruń rozpoczął spotkanie znakomicie. Już po czterech wyścigach goście prowadzili 17:7, a tym samym znaleźli się w bardzo komfortowej sytuacji. Motor potrzebował czasu, aby złapać odpowiedni rytm. Gospodarze zaczęli odrabiać straty, a po 12. biegu, wygranym podwójnie przez Kacpra Worynę i Bartosza Jaworskiego, wyszli choćby na prowadzenie 37:35. Wtedy jednak Torunianie odpowiedzieli trzema zwycięstwami i ostatecznie wywieźli z Lublina sześć punktów przewagi. Jacek Ziółkowski nie miał wątpliwości, iż kluczowa dla losów całego spotkania była pierwsza seria startów.
– Ta pierwsza seria zdecydowanie ustawiła mecz. Przegrywaliśmy ponad 10 punktami. Z tego już jakby nie udało nam się podnieść. Mimo iż potem już ten mecz miał taki bardziej wyrównany przebieg. choćby chyba 12. biegu wyszliśmy na prowadzenie. No niestety, w całym meczu drużyna toruńska okazała się drużyną lepszą i bardziej wyrównaną. W związku z tym zasłużone zwycięstwo – ocenił menedżer Motoru.
Słowa Ziółkowskiego dobrze oddają przebieg rywalizacji. Lublinianie potrafili wrócić do walki i przez moment przejęli inicjatywę, jednak przewaga wypracowana przez Toruń na początku okazała się zbyt duża. Co więcej, goście w decydujących momentach ponownie pokazali swoją siłę. Norick Blödorn wygrał 13. wyścig, a w dwóch ostatnich biegach torunianie przypieczętowali zwycięstwo.
Rewanż w Toruniu
Przed Motorem teraz niezwykle trudne zadanie – rewanż w Grodzie Kopernika. Jacek Ziółkowski nie zamierza jednak przedwcześnie składać broni. Menedżer wicemistrzów Polski zwrócił uwagę na historię pierwszego spotkania – Toruń po raz pierwszy od wielu lat wygrał w Lublinie, więc jego zdaniem podobna niespodzianka może wydarzyć się również w drugą stronę.
– Ja powiem tak: Toruń wygrał w Lublinie po raz pierwszy od kilkudziesięciu lat, więc nigdzie nie jest powiedziane, iż my nie możemy wygrać w Toruniu po raz pierwszy od czterech lat, bo cztery lata temu to wygraliśmy – mówił Ziółkowski. Tak dokładnie, ostatni triumf Lublinian w Toruniu miał miejsce 13 sierpnia 2024 roku.
Menadżer drużyny z Lublina zdaje sobie jednak sprawę, iż sześć punktów straty po spotkaniu na własnym torze to bardzo dużo. Dlatego zamiast rozpamiętywać nieudaną pierwszą część zawodów, jego zdaniem Motor musi skoncentrować się na tym, co zrobić, aby odrobić straty w rewanżu.
– No cóż, po prostu trzeba nie myśleć o porażce, tylko o tym, co zrobić, żeby wygrać i jechać. Przed meczem w Grudziądzu także niewielu ekspertów dawało nam szansę na zwycięstwo, a jednak przechyliliśmy mecz na swoją korzyść. Niemniej sześć punktów straty z własnego toru to jest bardzo dużo.
Jacek Ziółkowski (Orlen Oil Motor Lublin)Pechowa trzynastka?
Jednym z tematów po spotkaniu była również postawa Bartosza Zmarzlika. Lider Motoru zdobył 14 punktów, będąc zdecydowanie najskuteczniejszym zawodnikiem gospodarzy. W 13. biegu pojechał jednak tylko na jeden punkt, przegrywając z Norickiem Blödornem i Emilem Sajfutdinowem. Ten wyścig nie miał jeszcze bezpośredniego wpływu na końcowy wynik spotkania, ale pozwolił Torunianom odzyskać prowadzenie przed decydującymi biegami. Nie był to pierwszy raz kiedy Motor ma w tym sezonie problem z tym wyścigiem – podobne demony nawiedzały Koziołki w Lesznie, Gorzowie, Toruniu czy Wrocławiu.
Jacek Ziółkowski nie zgadza się jednak z tezą, iż można mówić o jakiejś szczególnej „klątwie” 13. biegu Zmarzlika.
– Ja nie analizowałem wszystkich 13. biegów, ale wydaje mi się, iż więcej Bartek wygrał 13. biegów, niż przegrał. Tylko iż my pamiętamy o tym, bo te 13. biegi przegrane powodują porażki w zawodach i dlatego jest to jakby tak bardziej zapamiętane. A ogólnie to nie jest tak, iż Bartek zawsze przegrywa 13. biegi – zakończył doświadczony szkoleniowiec drużyny ze Wschodu Polski.
Baron studzi emocje
Po drugiej stronie nastroje były oczywiście znacznie lepsze. Piotr Baron pochwalił cały zespół, ale szczególne słowa uznania skierował w stronę Noricka Blödorna. Niemiec zdobył dziewięć punktów z dwoma bonusami, a jego występ miał duże znaczenie dla zwycięstwa Torunia. Blödorn wygrał również 13. wyścig, pokonując Bartosza Zmarzlika i Fredrika Lindgrena.
– Pracowała oczywiście cała drużyna, ale Norick naprawdę zasługuje na wielkie brawa dzisiaj i aby tak dobrze pojechał za tydzień u nas.
Sześciopunktowa przewaga nie oznacza jeszcze awansu. Do rewanżu trzeba podejść z odpowiednim nastawieniem.
– Tak naprawdę nerwówka dopiero się zaczyna, bo okej, dzisiaj dobry wynik, ale emocje trzeba trzymać mocno na wodzy i przede wszystkim trzeba teraz u siebie pojechać dobre spotkanie, co z takim przeciwnikiem nie jest wcale łatwe. Tak jak my nigdy nie jechaliśmy tutaj dobrych meczów, tak samo Lublin może u nas dobrze pojechać, więc trzeba skupić się na maksimum.
Wyciągnięte wnioski
Trener Torunia podkreślił również, iż przed niedzielnym spotkaniem jego zespół bardzo mocno pracował nad tym, aby poprawić swoje starty. W poprzednich latach wizyty na lubelskim torze nie układały się dla Aniołów dobrze.
– Skupiliśmy się na przygotowaniach, przede wszystkim na startach tutaj, żeby przyjechać do Lublina i dobrze jeździć ze startu. Myślę, iż po tych wszystkich latach, które były wcześniej, też wyciągnęliśmy sporo wniosków. Dostawaliśmy tu w****dziel za każdym razem. Ale za każdym razem też szliśmy nie w tę stronę z przełożeniami. Dzisiaj to wszystko lepiej działało. Dziękuję drużynie, bo naprawdę zrobili wszystko, co możliwe, żeby ten wynik był najlepszy i on dzisiaj wydaje się być najlepszy – zakończył szkoleniowiec Pres Grupy Deweloperskiej Toruń.
Sześć punktów zaliczki daje PRES Grupie Deweloperskiej Toruń bardzo dobrą pozycję wyjściową przed rewanżem. Jednocześnie słowa obu trenerów pokazują, iż żadna ze stron nie zamierza traktować pierwszego spotkania jako rozstrzygnięcia rywalizacji. Motor musi odrobić stratę, natomiast Torunianie będą chcieli wykorzystać atut własnego toru i postawić kropkę nad „i”.
Jedno jest pewne – po pierwszym półfinale bliżej finału są Anioły, ale losy dwumeczu wciąż pozostają otwarte.
Piotr Baron (Pres Grupa Deweloperska Toruń)















