- Cieszę się, iż zagram z Igą. To będzie dobra weryfikacja – zapewniała tuż przed rozpoczęciem meczu Polska – Holandia Lamens. Faworytka jednak dość gwałtownie pokazała jej, jak duża między nimi jest różnica w poziomie gry. I iż tym razem 97. tenisistka świata nie może liczyć na równie udany występ co poprzednio, gdy na siebie trafiły.
REKLAMA
Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. "Mam nadzieję, iż jeszcze sporo przede mną"
Waga tego pojedynku Świątek ze starszą o dwa lata Holenderką była uzależniona od wyniku poprzedzającego go spotkania Huberta Hurkacza z Tallonem Griekspoorem, bo Biało-Czerwoni potrzebowali w środę jednego zwycięstwa, by awansować do ćwierćfinału. Wracający tym turniejem do rywalizacji po siedmiomiesięcznej przerwie wrocławianin zrealizował ten cel i pochodzącej z Raszyna tenisistce pozostało jedynie przypieczętować zwycięstwo w drugim meczu grupowym. Wykonanie tego zadania zajęło jej nieco ponad godzinę.
O ile Hurkacz nadspodziewanie udanie rozpoczął też występ w United Cup, pokonując w poniedziałek Niemca Alexandra Zvereva (3. ATP) 6:3, 6:4, to Świątek miała niemałe kłopoty, mierząc się tego dnia z 39. na liście WTA Evą Lys. Wygrała wtedy 3:6, 6:3, 6:4, a mecz ten nieco przypominał jej jedyny do teraz pojedynek z Lamens. W drugiej rundzie ubiegłorocznego US Open bowiem też nie miała najlepszego dnia, ale nie dała się "złamać" ambitnie walczącej przeciwniczce. Finalnie wygrała wtedy 6:1, 4:6, 6:4 ze sklasyfikowaną na 66. pozycji Holenderką. Choć głośniej potem było o emocjach na pomeczowej konferencji prasowej Polki.
Choć Lamens jedyny tytuł WTA wywalczyła w 2024 roku, to poprzedni sezon uchodzi w jej przypadku za najbardziej udany. Zadebiutowała wreszcie w głównej drabince Wielkiego Szlema (ani razu nie przeszła drugiej rundy) i zanotowała pierwsze w karierze zwycięstwo nad rywalką z Top20. A kilka tygodni po pojedynku z Polką w Nowym Jorku osiągnęła 57., najwyższe w karierze miejsce w światowym rankingu. W ubiegłym roku też po raz pierwszy skupiła się praktycznie wyłącznie na startach w głównym tourze.
Tuż przed rozpoczęciem spotkania realizator transmisji pokazał zasuniętych dach nad kortem w Sydney, co oznaczało, iż warunki do gry będą tam szybsze niż zwykle. Bardziej zbliżone do halowych. A to wydawało się dodatkowym plusem po stronie Polki, która dysponuje znacznie większą siłą uderzenia niż jej środowa przeciwniczka.
- Lamens dała z siebie maksimum, a u Igi – mam wrażenie – była jeszcze rezerwa – ocenił po pierwszej dłuższej wymianie w czwartym gemie komentator Polsatu Sport.
Po chwili Polka cieszyła się z pierwszego przełamania i prowadzenia 3:1. Spokój panujący wśród fanów triumfatorki sześciu turniejów wielkoszlemowych został jednak potem chwilowo nieco zmącony. A wspomniany komentator powtarzał: - Za dużo błędów, tych błędów nie powinno być.
Holenderka wygrała w piątym gemie składającą się z aż 30 uderzeń wymianę, za co nagrodą były nie tylko brawa publiczności, ale i okazja na „break pointa". A przełamanie powrotne stało się zaraz potem faktem po pomyłce faworytki. Świątek usiadła wówczas podczas przerwy, a Wim Fissette chciał przekazać jej kilka wskazówek, ale Polka gwałtownie dała mu do zrozumienia, iż wolała wtedy mieć chwilę ciszy, by się skoncentrować.
Po wznowieniu rywalizacji usłyszeć można było z trybun zachęcający okrzyk "Dawaj Iga" i ta posłuchała, odskakując na 5:3. Z jej ust wydobyła się słynna "Jazda!", gdy po asie serwisowym miała pierwszą piłkę setową. Za sprawą pomyłek i niekorzystnych rozwiązań taktycznych zmarnowała dwie pierwsze szanse na zakończenie tego seta. Trzeciej takiej okazji jednak nie zmarnowała, kończąc efektownie akcję przy siatce.
Na początku drugiej odsłony Polka przypomniała o swojej wielkiej ambicji. Mimo iż było adekwatnie pewne, iż nie da rady dobiec do piłki zagranej przez Holenderkę tuż za siatkę, to druga tenisistka globu i tak ruszyła pędem, rzucają rakietę przed siebie, a następnie wpadając w siatkę. Po chwili zaś wymieniła się uśmiechami z przeciwniczką, która mogła cieszyć się w tej sytuacji ze zdobycia punktu. Potem już zbyt wielu takich okazji nie miała, bo Świątek złapała rytm, a Holenderce przytrafiały się kosztowne pomyłki.
Dzięki temu zwycięstwu bilans 24-latki z Raszyna w United Cup to 13 zwycięstw, przy dwóch przegranych. Wygrała też 32. z 33 ostatnich pojedynków z rywalkami spoza Top40.
Do zakończenia meczu z Holandią pozostał jeszcze mikst, do którego wstępnie zgłoszeni byli Świątek i Hurkacz. Wobec rozstrzygnięcia już kwestii zwycięstwa można być praktycznie pewnym, iż – wzorem poniedziałkowego przypadku – szansę dostaną inni zawodnicy z polskiej ekipy.
Ćwierćfinał z pełniącą rolę gospodarza drużyną Australii odbędzie się w piątek, a kolejne fazy turnieju rozegrane zostaną w weekend.

1 dzień temu
















