
Michał Oleksiejczuk jest już gotowy na kolejną walkę w organizacji UFC. Czy nadszedł jego czas? Wielki bój w tym tygodniu.
Michał „Husarz” Oleksiejczuk ma za sobą wyjątkowo burzliwy, ale jednocześnie przełomowy okres w UFC. Ostatnie walki Polaka to historia dużych problemów, wyciągniętych wniosków i mocnego powrotu do tego, z czego zawsze był znany najbardziej, czyli nokautującej siły w rękach.
Seria trudnych pojedynków zaczęła się w momencie, gdy przyszło mu mierzyć się z zawodnikami bardzo wszechstronnymi, którzy potrafili wykorzystać walkę w parterze. W starciach z Michelem Pereirą i Kevinem Hollandem Oleksiejczuk dobrze radził sobie w wymianach, ale ostatecznie pojedynki kończyły się dla niego niekorzystnie po przeniesieniu akcji na matę. To były bolesne lekcje, bo nie dość, iż pokazały wyraźnie, iż sama agresja i presja w stójce nie zawsze wystarczą na najwyższym poziomie, to jeszcze – zdawało się – oddaliły Polaka od kolejnych wielkich walk.
ZOBACZ TAKŻE: Materla żałuje, iż nie poszedł do UFC? Jest odpowiedź legendy
Kolejna potyczka odbyła się jednak w co-main evencie gali w Abu Dhabi i to z wynoszonym przez wielu na piedestał Sharą Magomedovem. Tym razem bój z udziałem naszego rodaka zakończył się decyzją sędziów po pełnym dystansie, jednakże zarazem tylko pogłębił kryzys. Trzy porażki z rzędu postawiły jego pozycję pod znakiem zapytania i wielu zaczęło się zastanawiać, czy Polak zdoła jeszcze wrócić na zwycięską ścieżkę w tak wymagającej dywizji. Zamiast jednak spuszczać głowę, Oleksiejczuk postawił na zmiany – nowe podejście do treningów, poprawę defensywy zapaśniczej, poprawienie pracy na nogach i większą cierpliwość w prowadzeniu walki. Mowa oczywiście o tym, iż Michał dołączył do popularnego klubu „Fighting Nerds”.
Efekty przyszły szybciej, niż wielu się spodziewało. W kolejnych występach znów zobaczyliśmy „Hussara”, którego kibice znają najlepiej – dynamicznego, agresywnego i piekielnie niebezpiecznego w pierwszych minutach walki. Dwa zwycięstwa przed czasem, oba odniesione po mocnych uderzeniach, odbudowały jego pewność siebie i przypomniały, iż wciąż należy do grona najgroźniejszych stójkowiczów w kategorii średniej.
Co ważne, w tych wygranych widać było nie tylko siłę, ale też większą kontrolę. Oleksiejczuk nie rzucał się bezmyślnie do ataku, tylko cierpliwie budował przewagę i wykorzystywał moment, gdy rywal popełniał błąd. Boleśnie przekonali sie o tym – Sendriques Dumas oraz Gerald Meerschaert.
Oleksiejczuk gotowy na kolejną walkę w UFC
Dziś Michał Oleksiejczuk znów jest w miejscu, w którym jedna mocna wygrana może otworzyć mu drzwi do naprawdę dużych walk. Po trudnym okresie wrócił silniejszy, a na oku ma kolejną ofiarę.
ZOBACZ TAKŻE: Były rywal Gamrota szczerze po porażce. Nie gryzł się w język
Mowa jest o kanadyjskim zawodniku, Marcu Andre Barriaulcie, z którym Oleksiejczuk stanie w szranki już w najbliższy weekend. Na temat tego boju głos zabrał ostatnio sam główny bohater tego artykułu, który uciął sobie dłuższą pogawędkę z Patrykiem Prokulskim:
Czuję, iż to jest mój czas. To był długi proces. Wiadomo, iż wyjazd do Fighting Nerds dał mi dużo doświadczenia, pokazał, iż już teraz mam umiejętności na naprawdę wysokim poziomie. (…) Jestem w świetnej formie. Chcę pokazać najlepszą swoją wersję i jestem spokojny.
– dał jasno do zrozumienia Michał Oleksiejczuk na kanale „TVP Sport”.
Do walki Oleksiejczuk vs. Barriault dojdzie już 7 lutego w Las Vegas. Będzie to gala UFC Fight Night: Bautista vs. Oliveira, w trakcie której ujrzymy w akcji jeszcze dwójkę Polaków. Naturalnie chodzi o byłego mistrza federacji KSW, Jakuba Wikłacza oraz Klaudię Sygułę, która nie tak dawno toczyła pojedynek w FAME.

10 godzin temu










