Odwieszenie Rosyjskiego Komitetu Olimpijskiego przez MKOl wywołało spory wstrząs w świecie sportu, a fala dyskusji natychmiast dotarła nad czarny sport. Mówimy w końcu o zawodnikach formatu światowego – Emil Sajfutdinow i Artiom Łaguta to absolutny top PGE Ekstraligi, a brak mistrza świata z 2021 roku w walce o medal przez cały czas wywołuje spore emocje. W kuluarach GP w Malilli o sprawę ewentualnego powrotu Rosjan pytamy Richarda Colemana, szefa spółki Mayfield Sports, która promuje cykl SGP. Brytyjczyk stawia sprawę otwarcie, choć od razu schładza głowy gorących zwolenników szybkiego przełomu.
Z punktu widzenia czysto sportowego sprawa wydaje się prosta, co przyznaje sam Coleman. Każdy promotor chce mieć na liście startowej absolutnie najlepszych, a braki kadrowe w elitarnym gronie są widoczne gołym okiem. Szef Mayfield Sports nie ukrywa, iż z perspektywy widowiska powrót dwóch byłych reprezentantów Rosji byłby gigantycznym wzmocnieniem. Zaznacza jednak, iż publiczne sprowadzanie problemu do hasła „starty pod neutralną flagą” to spore uproszczenie, bo na drodze stoją twarde zapisy statutowe samej światowej federacji.
– Mówiąc we własnym imieniu: chcę widzieć najlepszych i najbardziej utalentowanych zawodników w mistrzostwach świata, a to dotyczy Sajfutdinowa i Łaguty. Ludzie jednak zbyt mocno upraszczają tę sprawę, mówiąc, iż mogą oni ścigać się pod neutralną flagą. W tym momencie w strukturach FIM i w samych statutach po prostu nie ma opcji startu pod neutralną flagą. Aby tak się stało, coś musiałoby się zmienić. Zarząd musiałby podjąć decyzję, a Zgromadzenie Ogólne musiałoby ją przegłosować. Nie jest to niemożliwe, ale na dzień dzisiejszy start pod neutralnym szyldem nie wchodzi w grę – tłumaczy Richard Coleman.
Dodatkowym pancerzem prawnym i obyczajowym jest kwestia obywatelstwa. Liderzy Pres Grupa Deweloperska Toruń oraz Betard Sparty Wrocław zrzekli się przecież rosyjskich licencji, dysponują polskimi paszportami i w PGE Ekstralidze ścigają się jako reprezentanci naszego kraju. W realiach cyklu Grand Prix rodzi to jednak ogromny opór ze strony Polskiego Związku Motorowego. Władze polskiego żużla jednoznacznie sprzeciwiają się scenariuszowi, w którym zawodnicy rosyjskiego pochodzenia mieliby reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej i stawać na podium przy dźwiękach Mazurka Dąbrowskiego.
– Ci dwaj zawodnicy zrzekli się rosyjskiego obywatelstwa i licencji, a wzięli polskie paszporty oraz polskie licencje żużlowe. Z prawnego punktu widzenia są więc Polakami. Sęk w tym, iż polska federacja ma problem z faktem, iż ktoś, kto etnicznie jest Rosjaninem, stałby na podium, a w tle grany byłby polski hymn. Jest tu mnóstwo subtelności i skomplikowanych niuansów – dodaje szef Mayfield Sports.
Wpływ na postrzeganie całej sprawy ma również sytuacja geopolityczna, która z różną siłą rezonuje w poszczególnych rejonach Europy. Coleman zwraca uwagę na fakt, iż o ile na Wyspach Brytyjskich wojna na Ukrainie jest jednym z wielu tematów na dalszych stronach gazet, o tyle im bliżej wschodniej granicy, tym emocje i wrażliwość społeczna są zdecydowanie wyższe. Brytyjczyk przyznaje, iż ma tego pełną świadomość m.in. dzięki relacjom swojego brata, który jako żołnierz stacjonował w Europie Wschodniej.
Mimo tych barier organizatorzy GP zamierzają wykorzystać zielone światło od MKOl, aby ponownie otworzyć dyskusję na forum federacji. Przed zawodnikami pozostaje jednak jeszcze jedna, niezwykle trudna przeszkoda: czysto sportowa drabinka. Coleman przyznaje, iż choćby jeżeli opór polityczny i regulaminowy ustąpi, Sajfutdinow i Łaguta nie mogą liczyć na proste rozdawanie dzikich kart, a droga przez eliminacje powrotne zależy od postawy polskiego związku.
– Chciałbym, aby sport był oddzielony od polityki i bardzo chciałbym widzieć ich w cyklu. Uważam, iż decyzja MKOl pozwala nam na ponowne podjęcie tego tematu, co zresztą zamierzam zrobić. To nie jest jednak tak proste, iż powiemy sobie: „Okej, jesteś Rosjaninem, masz neutralną flagę i jedziemy”. Pamiętajmy, iż w świetle prawa są Polakami, więc musieliby przechodzić przez kwalifikacje, a tu z przyczyn, o których mówiłem, barierę może postawić ich własna federacja. To nie jest tak łatwe, jak bym chciał – podsumowuje Coleman.
Przełom w sprawie powrotu gwiazd do cyklu Grand Prix z pewnością nie nastąpi z dnia na dzień. Choć promotor chce na torze oglądać absolutny top, zderzenie procedur FIM z pragmatyką polityczną PZM sprawia, iż przed Łagutą i Sajfutdinowem wciąż długa droga do taśmy w cyklu wyłaniającym mistrza świata.

















