Nikola Jokić twierdzi, iż nie chce odchodzić z Denver Nuggets, ale nie podpisuje przedłużenia dotychczasowej umowy, ponieważ za rok może otrzymać jeszcze więcej pieniędzy. Mówimy o astronomicznej kwocie 360 milionów dolarów! Kontrakt miałby obowiązywać do momentu, kiedy Serb skończy 37 łat W nowych realiach finansowych NBA choćby Nuggets mogą stanąć przed pytaniem, którego jeszcze kilka lat temu adekwatnie nikt by nie zadawał. Czy każdy klub powinien oferować swoim gwiazdom maksymalne umowy aż do końca ich karier?
Wokół przyszłości Jokicia zrobiło się głośno już kilka tygodni temu, kiedy to Marc Stein i Jake Fischer poinformowali, iż Serb po raz drugi z rzędu zamierza wstrzymać się z podpisaniem przedłużenia umowy. Natychmiast pojawiły się więc spekulacje o jego możliwym odejściu, a inne kluby zaczęły obserwować sytuację w Denver i czekają na jakikolwiek sygnał świadczący o tym, iż Nuggets chcieć Jokicia wytransferować.
Odmowa podpisania umowy tego lata ma logiczne uzasadnienie finansowe. Jokić zarobi w okresie 2026/27 nieco ponad 59 mln dol., a na kolejne rozgrywki ma opcję zawodnika wartą 62,8 mln. Już tego lata mógłby podpisać czteroletnie przedłużenie warte około 278 mln dol. Postanowił jednak poczekać. jeżeli zrobi to za rok, to będzie mógł podpisać z Nuggets pięcioletnią umowę o szacowanej wartości około 359,5 mln dol.
Różnica nie polega więc tylko na tym, iż za rok wzrośnie salary cap i Jokić dostanie trochę wyższą pensję. Przede wszystkim będzie mógł zagwarantować sobie jeszcze jeden rok maksymalnego wynagrodzenia. Nowy kontrakt obowiązywałby do końca sezonu 2031/32, a w lutym 2032 roku Jokić skończy 37 lat. Według informacji Sama Amicka możliwość zabezpieczenia sobie kolejnego roku ogromnych zarobków w późnym etapie kariery jest jednym z głównych powodów jego decyzji.
Jokić w zasadzie powiedział to wprost. – Moim planem jest podpisać umowę następnego lata i zostać w Denver do końca kariery – przyznał na początku lipca.
Nie ma więc żadnych przesłanek do tego, aby podejrzewać, iż Jokić chce opuścić Denver. Wręcz przeciwnie. Problemem nad którym chciałbym, abyśmy się skupili nie jest motywacja Serba, ale obawa drużyny o przyszłość klubu i jak Nuggets odnajdą się w nowych realiach NBA.
Jak widać Jokić wyznaje prostą zasadę, którą promują amerykanie, aby jeżeli to możliwe, to wyciskać z pracodawcy każdego centa. Decyzja o akceptacji mniejszego wynagrodzenia spotykana jest z brakiem zrozumienia i nazywana często poświęceniem. Tak zrobił Victor Wembanyama, który podpisał ze Spurs pięcioletnią umowę o wartości 252 mln dol., a mógł wycisnąć od nich choćby 303 mln. Francuzowi zależy jednak, aby jego klub mógł podpisać nowe umowy z najważniejszymi zawodnikami, aby Stephon Castle czy Dylan Harper nie musieli za dwa czy trzy lata zostać wytransferowani.
Wemby zgodził się na 25% zamiast 30% salary cap. Miał swoją motywację, ale nie każdy w NBA taką ma. Limity płac i progi podatkowe (second apron), o których piszemy od jakiegoś czasu zmuszają drużyny do trudnych decyzji. Sprawiają też, iż kluby muszą się poważnie zastanowić nad swoją przyszłością. Obecny model działa tak, iż gwiazda, lider drużyny, będący w życiowej formie, a więc najczęściej w wieku 27-32 lata zarabia oczywiście najwięcej w drużynie, ale ma prawo oczekiwać kolejnych podwyżek wraz z upływem lat. Dochodzi więc do sytuacji, iż tak jak w przypadku Jokicia Nuggets będą musieli sobie odpowiedzieć na pytanie: czy na pewno chcą mu zapłacić 360 mln dol. i żeby grał u nich aż do 37 roku życia?
360 milionów dolarów brzmi absurdalnie, ale salary cap też rośnie
Żeby zrozumieć dylemat Nuggets, trzeba najpierw wyjaśnić, jak działa NBA. Salary cap nie jest sztywnym limitem, którego klub nie może przekroczyć. w okresie 2026/27 wynosi dokładnie 164,961 mln dol., ale zespoły mogą wydawać znacznie więcej, korzystając między innymi z praw Birda pozwalających zatrzymywać własnych zawodników. Denver może więc podpisać Jokicia choćby wtedy, kiedy znajduje się znacznie powyżej salary cap.
Problem zaczyna się później. w okresie 2026/27 próg podatku od luksusu wynosi 200,428 mln dol., pierwszy „apron” 209,015 mln, a drugi aż 221,686 mln. Im dalej klub przekracza te granice, tym więcej płaci, ale co w tej chwili jeszcze ważniejsze, tym bardziej NBA ogranicza jego możliwość budowania składu.
Przekroczenie drugiego „apronu” to już nie tylko rachunek wystawiany właścicielowi. Klub traci część narzędzi potrzebnych do wzmacniania drużyny. Pojawiają się poważne ograniczenia przy transferach, nie można swobodnie łączyć kilku kontraktów, żeby pozyskać droższego zawodnika, ograniczone są wyjątki pozwalające podpisywać nowych graczy, a konsekwencje mogą dotknąć również przyszłych wyborów w drafcie.
Celem nowych przepisów było utrudnienie najbogatszym klubom utrzymywania przez wiele lat bardzo drogich zespołów zbudowanych z kilku gwiazd. Problem jednak w tym, iż zaczęły one też uderzać w zespoły, które zbudowały swoją siłę na wyborach w drafcie i stąd dyskusja na temat zasadności tych przepisów i choćby nawoływanie do ich zmian.
Komisarz Adam Silver przyznał jednak ostatnio, iż jego zdaniem przepisy się spełniają swoje zadanie i widać, iż jemu i większości klubów one pasują. Dla Silvera ważne było też to, aby o mistrzostwo co roku walczyły inne drużyny, a raczej, żeby ta rotacja była jak największa. To się udało, bo od ośmiu lat co roku jest nowy mistrz.
Wracając do sytuacji Nuggets, to klub już jakiś czas temu zwracał uwagę, iż „second apron” bardzo mocno ogranicza możliwości konstruowania składu. w okresie 2026/27 Jokić ma zarobić 59,0 mln dol., Jamal Murray 50,1 mln, Aaron Gordon 33,7 mln, a Christian Braun 21,6 mln. Łącznie to około 164,35 mln dolarów, a całe salary cap w NBA wynosi 164,961 mln.
Wychodzi więc na to, iż pensje tylko czterech zawodników pochłaniają niemal cały podstawowy limit wynagrodzeń drużyny. A przecież trzeba jeszcze opłacić pozostałych co najmniej 10 zawodników.
To pokazuje, dlaczego gigantyczny kontrakt Jokicia może budzić takie obawy w klubie z Denver. Co z tego, iż Nuggets będą mieli Jokicia, który załóżmy, iż będzie w bardzo wysokiej formie jeszcze przez wiele lat, jeżeli wokół niego nie będzie możliwości zbudowania dobrego zespołu? W Denver będą musieli sobie odpowiedzieć na pytanie czy to w ogóle ma sens!
Problem Nuggets idealnie pokazuje ta tabela z listą płac:

Idealnie, bo na niebiesko zaznaczone są momenty, w których dany zawodnik stanie się niezastrzeżonym wolnym agentem i jakiej kwoty będzie mógł oczekiwać od Nuggets.
Na tej liście nie ma oczywiście Paytona Watsona, którego Denver chcieliby zatrzymać, ale kwestie limitów i progów podatkowych im to bardzo utrudniają.
Zwróćcie też uwagę na wiek liderów Nuggets. Jokić ma 31 lat, Murray 29, a Gordon 31. Biorąc pod uwagę dynamikę NBA, to jak wszystko się gwałtownie zmienia i to jak owa dynamika zawodników dosłownie, decyduje o tym czy dany zespół jest w czołówce, to można mieć poczucie, iż utrzymanie aktualnego trzonu zespołu będzie ekstremalnie drogie oraz iż nie będzie dawało żadnych gwarancji sukcesu.
Jeszcze kilka lat temu właściciel drużyny walczącej o mistrzostwo mógł powiedzieć: zapłacimy podatek, trudno. Najlepszym przykładem byli Golden State Warriors. W mistrzowskim sezonie 2021/22 salary cap wynosiła 112,4 mln dol., a pensje zawodników Warriors sięgały około 175 mln. Wojownicy przekraczali więc podstawowy limit o ponad 60 mln dolarów, a ponieważ klub od lat znajdował się ponad progiem podatkowym, otrzymał rekordowy rachunek: aż 170,3 mln dol. podatku od luksusu (luxury tax). Sam podatek kosztował więc Warriors niemal tyle, co wynagrodzenia całego zespołu.
Joe Lacob i pozostali właściciele byli jednak gotowi płacić. Warriors zdobywali kolejne mistrzostwa, a sukces sportowy szedł w parze z gigantycznymi przychodami. Według wyliczeń Forbesa w okresie 2021/22 klub wygenerował rekordowe w historii NBA 765 mln dol. przychodów i 206 mln dol. zysku operacyjnego. Ogromne znaczenie miał należąca do klubu hala Chase Center – ponad 250 mln dol. pochodziło z miejsc premium, a kolejne 150 mln ze sponsoringu i reklam związanych z halą. Warriors mogli więc uznać rekordowy podatek za cenę utrzymania drużyny walczącej o mistrzostwo.
I właśnie takie sytuacje NBA chciała ograniczyć. Luxury tax przez cały czas istnieje i może być gigantyczny, ale w nowych przepisach pieniądze są tylko częścią problemu. Second apron został skonstruowany tak, żeby najbogatsi właściciele nie mogli po prostu powiedzieć: nieważne ile to kosztuje, zapłacę. Po jego przekroczeniu klub traci część narzędzi do budowania drużyny, pojawiają się ograniczenia przy transferach, podpisywaniu zawodników i korzystaniu z wyjątków od salary cap. Można więc mieć właściciela gotowego wydać 500 mln dolarów na drużynę, a mimo to przepisy nie pozwolą mu wykonać ruchów, które kilka lat wcześniej były możliwe.
Przez to właśnie kluby coraz uważniej patrzą na wiek zawodników otrzymującego maksymalną umowę. Pięcioletni kontrakt podpisany przez 25-letniego gwiazdora obejmuje w teorii najlepsze lata jego kariery. Pięcioletnia umowa podpisana przez zawodnika mającego 32 lata jest czymś zupełnie innym. Tutaj mówimy o gwarancji gigantycznej pensji nie tylko, kiedy gracz będzie miał 33 i 34 lata, ale aż do 37 roku jego życia. W dzisiejszej NBA to przepaść. Starsi zawodnicy są też bardziej podatni na poważne kontuzje, po których trudno im wrócić do wysokiej formy. Każdy zespół obawia się więc sytuacji, iż utknie z gwiazdą o gigantycznych zarobkach, ale która ma albo problemy ze zdrowiem, albo nie jest już tak dobra jak kiedyś. Nie da się wtedy pójść w żadną ze stron – ani przebudowa nie jest możliwa, ani walka o mistrzostwo. Tego kluby NBA obawiają się najbardziej.
Idealnym przykładem obawy klubu o wiązanie się zawodnikiem na długie lata za ogromne pieniądze jest transfer Jaylena Browna sprzed miesiąca. W 2023 roku podpisał on z Celtics pięcioletnie kontrakt wart około 304 mln dol. w okresie 2026/27 zarobi 57,1 mln, potem 61 mln i 65 mln.
Gdyby Brown został w Bostonie, to Celtics mieliby prawo przedłużyć jego kontrakt o kolejne dwa lata za kwotę około 140-142 mln dolarów. Tego oczekiwałby sam zawodnik, dlatego klub zdecydował się na oddanie go do Sixers. Co prawda będą musieli w przyszłym i prawdopodobnie w kolejnym sezonie zapłacić podobne pieniądze co Brownowi Paulowi George’owi, to jednak za dwa lata PG13 prawdopodobnie odejdzie, a oni będą mieli dużo miejsca w salary cap.
Celtics już teraz mają w zobowiązaniach umowę Tatuma (około 314 mln dol.) i jak widać nie chcieli się wiązać z Brownem na kolejne lata i musieć mu płacić astronomicznych pieniędzy. Brad Stevens stwierdził nawet, iż blisko 70% salary cap, to byłaby pensja dwóch zawodników. Brzmi to jednak absurdalnie i w zasadzie nie pozwala, czy też bardzo ogranicza budowanie zespołu. Trudno się dziwić, iż władze klubu tego nie chciały.
Ze względu na transfer Browna, jego nowy klub może mu zaproponować tylko rok przedłużenia – za 2029/30 miałby zarobić około 68,9 mln dolarów.
Przypadki innych klubów pokazują jak skomplikowana jest to kwestia i jak bardzo trzeba uważać, żeby nie utknąć na lata z wysokimi kontraktami bez możliwości jakiegokolwiek manewru. Oczywiście Jokić jest zawodnikiem wyjątkowym. Jego gra nigdy nie była oparta na szybkości, wyskoku czy niezwykłej dynamice. Czytanie gry, podania, technika, gra tyłem do kosza, wykorzystanie przewagi fizycznej i podejmowanie decyzji nie powinny nagle zniknąć wraz z wiekiem i z utratą części atletyzmu. jeżeli miałbym wskazać jedną z obecnych gwiazd NBA, która może pozostać w elicie również w drugiej połowie trzydziestki, to Serb byłby prawdopodobnie bardzo wysoko na tej liście.
Nie oznacza to jednak, iż ryzyko nie istnieje. Żaden klub nie wie, jak będzie wyglądało zdrowie zawodnika za cztery czy pięć lat. Kontrakt, który dzisiaj wydaje się oczywisty, może stać się gigantycznym obciążeniem, jeżeli poziom sportowy zacznie spadać. Szczególnie kiedy mówimy o pensjach mogących pod koniec umowy zbliżać się do 80 mln dol. rocznie!
Trzeba jednak pamiętać o jeszcze jednej rzeczy. 80 mln dolarów w NBA za pięć lat nie będzie oznaczało tego samego co 80 mln dzisiaj. Wynagrodzenia największych gwiazd są powiązane z wysokością salary cap, który wraz ze wzrostem przychodów ligi również rośnie. Dlatego patrzenie wyłącznie na nominalną wartość umowy bywa mylące. Jokić nie będzie zajmował połowy limitu płac tylko dlatego, iż na jego przelewie pojawi się absurdalnie wyglądająca liczba.
Czy więc Denver naprawdę może zastanawiać się, czy zapłacić Jokiciowi? Oczywiście. Za rok sytuacja może wyglądać zupełnie inaczej. Jokić będzie miał 32 lata, a Nuggets będą mogli ocenić jego zdrowie, kolejny sezon, wyniki drużyny i perspektywy całego składu. Długoterminowe maksymalne kontrakty dla zawodników po trzydziestce stały się w obecnym CBA znacznie bardziej niebezpieczne niż kiedyś.
Jeśli jednak za rok Jokić przez cały czas będzie jednym z kilku najlepszych koszykarzy na świecie, to trudno sobie wyobrazić, żeby Denver powiedziało mu, iż 360 milionów to za dużo. Nie zastąpią go przecież nikim innym.
Co więcej, rezygnacja z jego kontraktu nie oznacza automatycznie, iż klub dostanie 70 mln dolarów do wydania na rynku i sprowadzi w jego miejsce inną supergwiazdę. NBA nie działa w ten sposób. Denver już posiada wiele dużych zobowiązań wobec innych zawodników, a przewaga klubu polega właśnie na tym, iż dzięki prawom Birda może przekroczyć salary cap, żeby zatrzymać własnego najlepszego gracza.
Znacznie bardziej prawdopodobny scenariusz wygląda więc inaczej. o ile Nuggets uznają, iż obecna konstrukcja finansowa drużyny jest nie do utrzymania, nie zrezygnują z Jokicia, ale zaczną zmieniać zawodników wokół niego. Murray, Gordon, Braun i pozostali będą musieli pasować do finansowej układanki tworzonej wokół Serba, a nie odwrotnie. Największym problemem Denver nie jest bowiem to, czy warto płacić Jokiciowi 70 czy 75 mln dolarów rocznie. Problemem jest stworzenie przy takiej pensji rotacji zdolnej zdobyć mistrzostwo i jednocześnie nie wejść na wiele lat w finansową pułapkę drugiego apronu.
Może się też okazać, iż klub wciśnie guzik „twardy reset” i będzie próbował oddać nie tylko Murraya, Gordona i Brauna, ale też Jokicia. Skoro Dallas Mavericks mogli wytransferować Lukę Doncicia, to już żadna wymiana w NBA nie jest niemożliwa. Byłaby to jednak ostateczność i dlatego wydaje się to mało prawdopodobne.
Sytuację Jokicia obserwuje cała NBA, ale nie dlatego, iż jego odejście z Nuggets jest prawdopodobne, ale bardziej dlatego, aby wiedzieć, co robi konkurencja, jakie ma podejście, jak sobie radzi z problemami i z jakimi konsekwencjami się musi mierzyć.
Czy słyszałeś już o najnowszej wyprzedaży butów marki New Balance? Mamy dla Was podwójną promocję!
Zachęcam też do sprawdzenia naszego specjalnego artykułu „Składy drużyn NBA na sezon 2026/2027„, bo tam opisaliśmy każdą drużynę według schematu: kto został, kto przyszedł i skąd oraz kto odszedł i dokąd.

16 godzin temu












