Polscy tenisiści udanie rozpoczęli kolejną edycję turnieju drużynowego United Cup rozgrywanego Australii. W poniedziałek pokonali Niemcy aż 3:0. To był przy okazji rewanż za finał tych rozgrywek z sezonu 2024. Wtedy nasi zawodnicy przegrali 1:2, mimo dwóch piłek mistrzowskich Huberta Hurkacza w meczu z Alexandrem Zverevem (6:7, 7:6, 6:4).
REKLAMA
Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. "Mam nadzieję, iż jeszcze sporo przede mną"
Hurkacz chce wrócić do ścisłej czołówki
Tym razem wszystko się odwróciło. Wracający do gry po pół roku przerwy Hurkacz pokonał Zvereva w kapitalnym stylu 6:3, 6:4. To był najlepszy możliwy powrót do gry naszego tenisisty, co do którego nie brakowało obaw. Tuż po kontuzji, jaka go dopadła na Wimbledonie 2024, przeszedł operację i wystarczyły dwa miesiące, a znów widzieliśmy go w turniejach zawodowych. Teraz wyciągnął wnioski i po ponownym zabiegu zdecydował się na dłuższy rozbrat ze sportem.
W lutym Hubert Hurkacz skończy 29 lat. Wciąż liczy na większe sukcesy, zwłaszcza w turniejach wielkoszlemowych, w których ma raptem jeden półfinał Wimbledonu 2021 i ćwierćfinał Australian Open 2024. Wygrana nad Zverevem, druga w karierze i to w takim stylu, w takich okolicznościach, znów wlała nadzieje w serca polskich kibiców, iż nasz zawodnik może jeszcze bić się o najwyższe cele.
Czytaj także: Papszun zaczyna rewolucję w Legii
W tenisie najważniejsza jest powtarzalność na wysokim poziomie. jeżeli Hurkacz będzie grał tak, jak w meczu z Niemcem - a zwłaszcza serwował, bo zaliczył aż 21 asów - gwałtownie może awansować w rankingu ATP. Dziś jest 83., co nie przystaje do jego talentu, sportowego CV (był już szósty w rankingu) oraz marzeń. Droga na szczyt jest wciąż długa i kręta, ale podobne zwycięstwa są mu dziś potrzebne jak tlen.
Jednocześnie pamiętajmy, iż to był występ reprezentacyjny - o tyle specyficzny, iż Hubert Hurkacz mógł mieć świadomość, iż choćby jeżeli przegra z Alexandrem Zverevem, stan rywalizacji z Niemcami może wyrównać za moment Iga Świątek. Nikt się chyba nie spodziewał jednak, iż to liderka naszej drużyny będzie miała w swoim meczu singlowym większe kłopoty niż Hurkacz z trzecim tenisistą świata.
Świątek znów oddaje serce w reprezentacji
Świątek trafiła na będącą na fali Ewę Lys. 23-letnia Niemka ukraińskiego pochodzenia to jedno z odkryć sezonu 2025 kobiecego tenisa. W poprzednich trzech meczach z Polką modliła się o urwanie gema, teraz siedem razy przełamała faworytkę, którą mocno postraszyła. Naprawdę było blisko, a doszłoby do sensacji - w trzecim secie przy stanie 3:3 Świątek broniła kolejnych dwóch break pointów. Straciła wcześniej przewagę ze stanu 3:1. Gdyby Lys zawiązała dłuższą serię wygranych gemów, mogłoby być już po meczu.
Tak się jednak nie stało, bo Polka raz jeszcze pokazała, iż potrafi grać do końca, a w reprezentacji zostawia serce na korcie. Rok temu też tak to wyglądało - zanim biało-czerwoni doszli do finału United Cup, nasza gwiazda męczyła się m.in. z Brytyjką Katie Boulter. Wygrała 6:7, 6:1, 6:4, a przy stanie 4:4 w ostatniej partii była o włos od utraty podania. To cecha mistrzów, by wyszarpywać zwycięstwa w te dni, w których poziom serwowania jest słabszy, forhend nie działa, a rywalka gra tak, jakby jutra miało nie być. Ewa Lys w poniedziałek zagrała najlepsze spotkanie w karierze.
Po wygranej Igi Świątek Polska miała już zagwarantowane zwycięstwo nad Niemcami, ale choćby w takiej sytuacji w United Cup rozgrywane są spotkania gry mieszanej. To dlatego, iż każdy punkt, pojedynczy mecz może mieć znaczenie dla układu tabeli danej grupy czy w ramach rywalizacji w poszczególnych miastach. Cenne więc, iż nasza ekipa w innym składzie pokonała Niemców 7:6, 6:3. Kapitan Mateusz Tarczyński nie wystawił Igi Świątek i Huberta Hurkacza, a specjalistów od debla: Jana Zielińskiego i Katarzynę Kawę. Ci pokazali swoją wyższość nad duetem Alexander Zverev - Laura Siegemund, choć Niemcy potrafią odnaleźć się w mikście, a w obliczu przegranej po singlach tym bardziej walczyli zaciekle o choćby jeden punkt.
Polacy o krok od fazy play-off
W środę Polacy zmierzą się z Holendrami na zakończenie zmagań grupowych, z którymi Niemcy wcześniej zwyciężyli 3:0. Wygrana nad holenderską ekipą da nam pewny awans do ćwierćfinału i to z pierwszego miejsca. Wtedy polscy tenisiści jako zwycięzcy grupy F trafią w 1/4 na najlepszy zespół z grupy D, czyli Czechy lub Australię, bo Norwegia po dwóch porażkach pożegnała się już z rywalizacją. To oznacza, iż Igę Świątek w walce o półfinał może czekać starcie z Barborą Krejcikovą lub Mayą Joint, a Huberta Hurkacza z Jakubem Mensikiem lub Alexem de Minaurem.
Biało-czerwonym do wygrania grupy wystarczy tylko jedno pojedyncze zwycięstwo w rywalizacji z Holandią - Igi Świątek albo Huberta Hurkacz w singlu lub pary w mikście. Gdyby jednak przegrali 0:3, wówczas wszystkie trzy zespoły będą miały po jednym zwycięstwie, bilansie 3:3 w poszczególnych spotkaniach i o końcowym układzie tabeli zadecyduje procent wygranych setów.
choćby w przypadku zajęcia drugiego miejsca w grupie Polska wciąż będzie mogła awansować do ćwierćfinału. Zgodnie z zasadami turniejowymi, na koniec zmagań grupowych powstaje tabela z udziałem drugich ekip z każdej z grupy z danego miasta (Sydney i Perth). W tej pierwszej miejscowości o awans do fazy play-off walczą wciąż wspomniani Czesi i Australijczycy, a także Chińczycy, Kanadyjczycy i Belgowie. Najlepsza drużyna z drugich miejsc z Sydney - układ takiej tabeli zależy od liczby wygranych spotkań reprezentacyjnych, a następnie poszczególnych singlowych i mikstowych - wpadnie na zwycięzcę grupy B, czyli Kanadę, Chiny lub Belgię.
Taka wygrana z Niemcami jest cenniejsza, niż się wydaje. Hurkacz pokazał, iż wciąż może przenosić góry, Świątek wyszła z tarapatów, zmiennicy w mikście pokonali groźną parę, przypominając o głębi składu naszej reprezentacji. Do tego zwycięstwo w stosunku 3:0 bardzo przybliżyła polskich tenisistów do ćwierćfinału.
To tylko sport, ale ich szanse na wyjście z grupy z pierwszego miejsca są dziś wysokie. W środę trzeba jedynie potwierdzić, iż nie przez przypadek ostatnie dwie edycje United Cup kończyli jako wicemistrzowie. Z Holendrami najpierw na kort wyjdzie Hubert Hurkacz, a jego rywalem będzie Tallon Griekspoor (25. ATP). Polak prowadzi w bezpośredniej realizacji między nimi 3:2, te pojedynki zwykle były bardzo zacięte. O Holendrze w przerwie między sezonami 2025 i 2026 zrobiło się głośno, gdy wraz ze swoją dziewczyną Anastazją Potapową występował w turnieju sponsorowanym przez Gazprom w Sankt Petersburgu.
Po Hurkaczu znów zagra Iga Świątek, tym razem z pierwszą w tej chwili żeńską rakietą Holandii Suzan Lamens (97. WTA). Kibice mają świeżo w pamięci ich pierwszy i jedyny dotychczas mecz, gdy spotkały się w drugiej rundzie zeszłorocznego US Open. Polka zwyciężyła wówczas 6:1, 4:6, 6:4. Wyglądało to podobnie, jak w starciu poniedziałkowy z Lys - Świątek walczyła z dobrze dysponowaną przeciwniczką, ale i ze swoimi demonami. Oby tym razem obyło się bez takich nerwów. Początek meczu Polska - Holandia w nocy z wtorku na środę od godziny 0:30 czasu polskiego, transmisja w Polsacie Sport.

2 dni temu












