Sceny po walce Tybury w UFC. Polak już się cieszył, nagle taki zwrot akcji

6 godzin temu
Przedziwne sceny po walce Marcina Tybury w UFC! Polak stoczył w nocy z soboty na niedzielę trudny bój z Tyrellem Fortune'm na gali w Seattle. Wydawało się, iż to Amerykanin wygra, ale podczas odczytywania werdyktu to naszego rodaka ogłoszono zwycięzcą i to jednogłośną decyzją. Tybura zaczął celebrować, ale tylko przez kilka chwil. Okazało się bowiem, iż zwycięzcą walki jednak został Amerykanin! Jak to możliwe?
Dla Tybury starcie z Amerykaninem było już 24. w jego karierze w UFC. Żaden inny Polak nie ma więcej. Nasz reprezentant od lat pełni rolę swego rodzaju "strażnika" wejścia do czołówki wagi ciężkiej. Chcesz do niej wejść? Musisz sprawdzić się z Tyburą. Doświadczony wojownik odprawił już m.in. Micka Parkina i Jhonatę Diniza, ale w ostatniej walce dość brutalnie znokautował go Ante Delija. Teraz UFC dało mu kolejną tego typu walkę. Pierwotnie miał zmierzyć się z Valterem Walkerem, ale kontuzja sprawiła, iż Brazylijczyka zastąpił Tyrell Fortune. Debiutant w UFC, ale ze sporym doświadczeniem w Bellatorze, przez lata drugiej największej federacji świata. A iż w wadze ciężkiej w tej chwili jest bieda, to z miejsca dostał walkę z kimś z Top 15 dywizji.


REKLAMA


Zobacz wideo Czy to był ostatni mecz Lewandowskiego? Kosecki: On jest zawsze tam, gdzie Polska go potrzebuje. Jest nie do zastąpienia!


Debiutant pokazał moc. Tybura tylko w jednej rundzie dość wyraźnie wygrał
Tybura od początku miał z nim problemy. Pierwszą rundę dość wyraźnie przegrał, bo Amerykanin go obalił i, mimo iż Polak w parterze umie wiele, skontrolował 40-latka i poobijał. Druga runda była bardziej wyrównana. Toczyła się głównie w stójce. Aktywniejszy był Polak, ale szybszy był Fortune. W efekcie trafiali się z równą częstotliwością, choć więcej obrażeń zadawał Amerykanin. Dopiero trzecia runda była zauważalnie korzystniejsza dla Tybury, który znacznie częściej znajdował drogę do głowy rywala, a choćby gdy ten go obalał, ekspresowo wstawał. Mimo to przed werdyktem byliśmy pełni obaw, bo I rundę na pewno wygrał Fortune, a II najpewniej też.


Polak już celebrował niespodziewaną wygraną. Trudno uwierzyć w to, co stało się kilka chwil później
Jakże ucieszeni byliśmy zatem, gdy konferansjer Bruce Buffer ogłosił, iż jednogłośną decyzją sędziów wygrał Polak! Dwaj punktowali 29:28 dla niego, a jeden widział zwycięstwo Tybury we wszystkich rundach, Co było dziwne, bo pierwszą ewidentnie wygrał Amerykanin. Polak sam sprawiał wrażenie zaskoczonego, ale celebrował. Amerykańska publiczność za to buczała. Przez kilka chwil, bo później stało się coś, czego nikt się nie spodziewał.


Bruce Buffer nagle podszedł do sędziego głównego Herba Deana i coś mu zaczął tłumaczyć. Po chwili Tyrell Fortune, który opuścił już oktagon, został zawołany, by wrócił do klatki. Tybura był zdziwiony, ale po chwili chyba zrozumiał, co się święci. Obaj panowie znów ustawili się jak przy odczytywaniu werdyktu, a Buffer przeprosił fanów w hali w Seattle i ogłosił, iż źle odczytał karty punktowe! Okazało się, iż sędziowie punktowali 30:27, 29:28 i 29:28, ale dla Amerykanina, którego ręka tym razem poszła w górę.


Przedziwna sytuacja, być może choćby pierwsza taka w UFC. Jeszcze w dodatku taka wpadka przydarzyła się Bufferowi, który jest żywą legendą tej organizacji. Tybura został największą ofiarą tego wszystkiego, bo już się cieszył, a tu nagle taki cios. Fakty są jednak takie, iż pierwszy raz od 2019 roku przegrał drugą walkę z rzędu.
Idź do oryginalnego materiału