Stracił miejsce w składzie i rezygnuje ze startów w Polsce!

speedwaynews.pl 2 godzin temu

Drew Kemp znalazł się na zakręcie. Brytyjski żużlowiec pożegnał się z Leicester Lions i na ten moment pozostaje bez zatrudnienia w angielskiej Rowe Motor Oil Premiership. Choć ma za sobą rok pełen wyzwań, w którym potrafił wywalczyć awans z pozycji rezerwowego do podstawowej piątki „Lwów”, włodarze klubu nie znaleźli dla niego miejsca w koncepcji na nadchodzące rozgrywki. Młody żużlowiec otwarcie przyznaje, iż sytuacja mocno go spina, a brak kontraktu w ojczyźnie wymusza natychmiastową zmianę priorytetów.

Odstawiony na boczny tor i zmiana priorytetów

Wychowanek brytyjskich torów nie kryje rozczarowania decyzją działaczy z Leicester. W rozmowie z British Speedway Network przedstawił sprawę bez owijania w bawełnę, wskazując, gdzie w tym momencie leży dla niego absolutny priorytet.

– Szkoda, iż tak to wyszło. Zostałem odstawiony od składu Leicester na kolejny rok. Bardzo chciałem tam zostać i nie ukrywam, iż brak miejsca w najwyższej lidze mocno podnosi mi poziom stresu. To absolutnie coś, na czym muszę się teraz skupić. Powiedziałem sobie wprost, iż na początku przyszłego roku nie będę zaprzątał sobie głowy Polską ani jazdą w Europie. Priorytetem jest dla mnie ściganie w Premiership – zadeklarował Kemp.

Rzeczywistość z numerem dwa na plecach

Statystyki Brytyjczyka z Rowe Motor Oil Premiership – średnia 1,411 punktu na bieg – na pierwszy rzut oka nie rzucają na kolana, jednak sam zawodnik zwraca uwagę na taktyczne tło swojej pozycji w zespole. Sezon rozpoczynał z pozycji rezerwowego, by swoją postawą wywalczyć miejsce w wyjściowym zestawieniu.

– Moim celem od początku sezonu było wyrwanie się z pozycji rezerwowego i przejście do głównej formacji. I to się udało. Potem co prawda na chwilę spadłem pod szóstkę, ale znowu wywalczyłem miejsce pod numerem drugim i zostałem na nim do końca. Nie było łatwo. Przejście z rezerwy na pozycję numer dwa to kolosalna różnica. Spod „szóstki„ masz gwarantowany bieg młodzieżowy, gdzie łatwiej o dwucyfrówki przy pięciu czy sześciu startach. Z dwójką dostajesz cztery biegi przeciwko liderom, zdobywasz sześć punktów i z boku wygląda, jakbyś pojechał gorzej. W rzeczywistości robisz dokładnie tę samą robotę, tylko przy mniejszej liczbie wyjazdów na tor – tłumaczy zawodnik.

Mimo iż Kemp walnie przyczynił się do awansu „Lwów” do finału Knockout Cup, o jego ocenie w oczach kibiców i działaczy często decydował jeden słabszy występ. Żużlowiec wierzy jednak, iż ta pomyłka nie przekreśla całościowych wniosków z minionych miesięcy.

– Miałem ten jeden zepsuty bieg, który zawsze gdzieś mi się przytrafia i nad którym muszę pracować. Nie sądzę jednak, by myśleć o moim sezonie przez pryzmat tego jednego spotkania. Było mnóstwo pozytywów, awans do finału pucharu i udane starcia. Mam nadzieję, iż przed ruszeniem nowego sezonu zdołam dogadać jakiś kontrakt – dodał.

Polskie tory okazały się zbyt twarde

Decyzja o rezygnacji z poszukiwania angażu w Polsce na początku nowego sezonu wydaje się logicznym ruchem, gdy zerknie się w jego dotychczasowe dokonania na polskich owalach. Przed rokiem Kemp związał się umową z Lokomotivem Daugavpils, ale w Krajowej Lidze Żużlowej nie zdołał wywalczyć stałego miejsca w meczowym zestawieniu.

Wystąpił zaledwie w sześciu pojedynkach, wykręcając przeciętną średnią 1,176 punktu na bieg. Pojedyncze udane zrywy, jak sześciozłotowy dorobek w trzech startach przeciwko Wybrzeżu Gdańsk czy udany debiut w Świętochłowicach, gwałtownie zostały przesłonięte przez taśmy i zerowe zdobycze w Landshut czy w domowym starciu ze Speedway Kraków. Choć w drugoligowym Workington Comets (Cab Direct Championship) zapisywał przy swoim nazwisku solidne 1,765 punktu na bieg, zderzenie z polskim czarnym sportem okazało się dla niego twardą szkołą przetrwania.

Idź do oryginalnego materiału