Czarne chmury zawisły nad relacjami Taia Woffindena z władzami ostrowskiego klubu. Trzykrotny mistrz świata, który powrócił do ścigania na polskich owalach po niemal dwuletniej rozłące spowodowanej fatalnymi urazami, ponownie znalazł się w centrum głośnej afery. Tym razem walka nie toczy się jednak na dystansie czterech okrążeń, a przy stoliku negocjacyjnym i w gabinetach władz polskiego żużla. Kością niezgody stały się pieniądze – trzykrotny czempion globu domaga się wypłaty 222 tysięcy złotych z tytułu kwoty za tzw. przygotowanie do sezonu, podczas gdy klub uważa, iż miał pełne prawo do potrącenia części gaży.
Sprawa ujrzała światło dzienne po doniesieniach portalu WP SportoweFakty, z których wynika, iż Brytyjczyk wystosował już oficjalne pismo do władz. Trzon sporu opiera się na interpretacji zdarzeń z końcówki sezonu. W barwach Moonfin Magnus Ostrowa Wielkopolskiego Woffinden zanotował groźny upadek podczas starcia w Metalkas 2. Ekstralidze z INNPRO ROW-em Rybnik, łamiąc żebra oraz łopatkę. Po ponadmiesięcznej rehabilitacji 36-latek stanął na nogi i zasygnalizował gotowość do jazdy. Przed konfrontacją z Polonią Piła wyjechał choćby na ostrowski tor.
Kontuzja w Szwecji czy pokłosie upadku w Polsce?
Postawę zawodnika w rozmowie z infostrow.pl przed decydującymi rozstrzygnięciami wspomina prezes TŻ Ostrovia, Waldemar Górski. Działacz podkreśla, iż Brytyjczyk czuł się w pełni sił i nie zgłaszał żadnych dolegliwości.
– Był na treningu przed meczem z Polonią Piła szybszy od Chrisa Holdera. Twierdził, iż jest w pełni zdrowy i pojechał w meczu z Polonią. Z Ostrowa na mecz do Szwecji wyjeżdżał zdrowy – wyjawia szef ostrowskiego klubu. – Oglądałem mecz w Szwecji, w którym jechał Tai. Pociągnęło go na jednym z wiraży i zjechał z toru – dodaje Górski.
To właśnie występ w barwach Dackarny Malilla okazał się ostatnim akcentem w bogatej karierze utytułowanego żużlowca. Szczegółowe badania medyczne wykazały dotkliwe uszkodzenie przyczepu ścięgna mięśnia nadgrzebieniowego do guzka większego kości ramiennej. Ścięgno oderwało się wraz z fragmentem kości, co wymusiło natychmiastową operację i półroczną przerwę w startach. Bezpośrednio po tej diagnozie Woffinden ogłosił definitywne odwieszenie kevlaru na kołek.
Rozliczenie co do złotówki i twarde stanowisko klubu
Działacze z Wielkopolski stoją na stanowisku, iż uraz barku był bezpośrednim skutkiem zdarzenia na szwedzkim torze, a nie wcześniejszej kraksy w lidze polskiej. Z racji faktu, iż Brytyjczyk opuścił 8 z 18 spotkań ligowych Ostrovii, klub skorzystał z regulaminowego zapisu i potrącił około 44 procent z wyjściowej kwoty przeznaczonej na przygotowanie do rozgrywek. Woffinden nie zamierza jednak odpuszczać, twierdząc, iż problemy z barkiem stanowią konsekwencję upadku w Polsce, co wykluczałoby możliwość obcięcia jego świadczeń.
Strona ostrowska odpiera zarzuty o brak płynności finansowej i zapewnia, iż reguluje wszystkie zobowiązania wobec pozostałych żużlowców. Prezes Górski zaznacza, iż klub rozliczy kadrę budowaną na sezon 2026 co do grosza, jednak w kwestii Woffindena nie zamierza ustępować pod presją.
– To absolutnie nie jest tak, iż zmniejszyliśmy proporcjonalnie kwotę Taiowi Woffindenowi, bo nie mamy pieniędzy na jego spłatę. Te pieniądze mamy, ale z jakiej racji mamy je płacić? Ostatni mecz, jaki odjechał, miał miejsce w Szwecji, a po kontuzji w Polsce pojechał ponownie w naszych barwach – stanowczo podsumowuje sternik TŻ Ostrovii.















