Żużel. Brzytwa Sieraka: Żeby sędziować żużel trzeba znać… angielski (FELIETON)

1 miesiąc temu

U siebie każdy kozak. Na tym mógłbym zakończyć podsumowanie piątkowych sparingów punktowanych w najlepszej lidze świata, iż tak zażartuję. Pewne wnioski jednakowoż można zaryzykować. A to chociażby, iż Madsen wciąż ma „wywalone”, w którym klubie by nie startował. Dał temu wyraz poniekąd nowy coach Zgrzeblarek Greg Walasek. Kamuflując swoją ocenę, przesłał jednak dosyć czytelny przekaz o swoim podopiecznym. W streszczeniu: „mięczak”. Potem przed kamerę wbił się jeszcze imć Goliński – prezes, co to miał wytłumaczyć kogoś lub coś, ale mu wyraźnie nie poszło. To po co się pchał? Falubaz u siebie będzie prawdopodobnie zupełnie inną drużyną. Otóż właśnie. Drużyną. Takie więc publiczne ciągnięcie przez zębiska, raczej temu nie sprzyja. Jakakolwiek nie byłaby prawda. Sęk w tym, iż ściganci chcą podnosić z toru jak najwięcej biletów będących prawnym środkiem płatniczym, zatem owymi przepychankami możnych niespecjalnie się przejmują. Zazwyczaj.

Żużel. Kolejne zmiany w Stali Gorzów! Są nowe twarze w klubie! – PoBandzie – Portal Sportowy

Żużel. Prezes Falubazu broni Madsena! Wysłał mu USG, co z meczem z GKM? – PoBandzie – Portal Sportowy

W Lesznie Byki pokazały moc, ze szczególnym uwzględnieniem Nazara, acz wynik może być nieco mylący. Kiepskie wejście w sezon Kacpra Mani. Huśtawka i widoczny brak prędkości Zengiego. Dwie wpadki Pitera. No i zięć byłego Prezesa taki trochę… niewyraźny. Na tle Włókniarzy wyglądali dosyć mocarnie, ale takich prezentów może więcej nie być. No i przekonamy się co warte Byki na wyjazdach. Częstochowa była i pewnie będzie, trochę jak młody Simba, zanim ryknął co się zowie. O ile w tym sezonie cokolwiek przejdzie im przez gardło w kwestii donośnego… miauczenia. Miał momenty Ludwiczak. Przebłyski miewali Lidsey (właściwie w domu), takoż Tungate. jeżeli dołożymy do tego lepszą (być może znacznie, bo jedzie się tak, jak przeciwnik pozwala) dyspozycję w domu Miśka i Hansena – kto wie. Powinno być lepiej. Pytanie – czy na tyle, by cokolwiek ugrać w rozumieniu zwycięstw meczowych. Na potentatów może nie wystarczyć, ale przy sprzyjających wiatrach na średniaków… oby. Oby, ponieważ byłoby ciekawiej.

Wrocław świętował zemstę Protasiewicza. Naturalnie żart, acz czytając niektóre pomeczowe komentarze gorących, kibicowskich głów, włos się jeżył i siwiał zarazem w pakiecie. Szkoda klawiatury na recenzowanie. WTS wszedł w sezon z przytupem, choć… . Ano właśnie. Po punktach widać niemoc Andersena. Po jeździe i wypowiedziach – niedostatki Kowalskiego. Magic zapunktował, acz sam wie chyba najlepiej, iż do ideału pozwalającego myśleć o dwucyfrówkach, również na wyjazdach, szczególnie do bezpośrednich rywali – odrobinkę brakuje. Weryfikacja? Po dwóch pierwszych meczach Sparty w delegacji. A Zielona? Miał „momenty” Hurysz, przebłyski Lebiediew, Przemo czy Domin. Ratajczak chyba choćby lepiej niż wynika to ze zdobyczy. Zatem? Ano okaże się w Winnym Grodzie (już z Leonem?) gdy zawita na początek GKM.

W sobotę mieliśmy odpocząć od „emocji”. Wydawało się, iż jedynie Rybnik może powojować u siebie z Bydgoszczą. W Łodzi wynik zdawał się przesądzony, a niewiadomą pozostawał jedynie rozmiar kary dla Piły. I tak… nie wyglądało to choćby przez moment.. Ostatecznie dwoma górą Orzeł, ale niewysoka wygrana okupiona czerwoną kartką „z kapelusza” Villadsa Nagela. W myśl „starych” przepisów, nie wystąpiłby w kolejnym starciu. Dodatkowy cios, którego po nowelizacji Duńczyk uniknął. Pilanie mocno podgonili wynik w końcówce, choć gdyby arbiter zaliczył wyniki XIV biegu (podwójnie goście) po upadku rzeczonego Hamleta – mogł być… remis w meczu. Rozjemca zawalił. Dwa wielbłądy w jednym wyścigu. Czekamy na tradycyjne: „Sędzia mógł podjąć inną decyzję, ale błędu nie popełnił”. Błysnął dobrą dyspozycją Kacper Teska. Wychwyciłem chłopaka w ubiegłym sezonie i wtedy zanotował… zjazd. Teraz ponownie daje sygnały fajnego ścigania. Co by było gdyby nie upadki i absencja w części meczu Drejera i Jasińskiego? Byłoby… ciekawiej.

W Rybniku emocjonująco aż do… XIV wyścigu. W tymże sprawę rozstrzygnął na rzecz przyjezdnych Szymon Woźniak. Wcześniej trochę sinusoida. Raz jedni, raz drudzy podwójnie. Słabiej Huckenbeck, w kratkę Brennan i Woźniak. Nie powalił występem Przyjemski, zaś Pawełczaka bym nie ganił. Młokos uczy się nowych obiektów i… tyle. Udźwignął i zrobił robotę Buczek. Jego występ przesądził o sukcesie Gryfów. Dwa i pół zawodnika gospodarzy nie było w stanie przechylić szali na stronę Rekinów.

Niedziela miała dać odpór utyskiwaniom malkontentów. Na przystawkę w Krośnie Wilki miały pożreć Ostrów na surowo. No i… nie pożarły. Początkowo wyglądali jakby tor stanowił dla nich zaskoczenie. Szukali szerzej po przegranych startach, a goście błyskawicznie spod linek, metr od krawężnika i do przodu. W środkowej części gospodarze podgonili, prześcignęli i… stanęli. W XIII szybki Doyle i bezbarwny dotąd Musielak wygrywając podwójnie, pozwolili gościom skorzystać z taktycznych w nominowanych. Nie pomogło. Miasto szkła górą, acz nie przesadnie. Ostrów pokazał pazur i mocny, wyrównany skład. Takoż okulistyczne inklinacje Gleba. Czarny koń? Ano – kto wie?

Żużel. Nowy sezon – stary Brady Kurtz! Mówi o mocy Sparty i jeździe ze Stalą – PoBandzie – Portal Sportowy

Żużel. Polacy powalczą o awans na wielką imprezę! W stawce gwiazdy PGE Ekstraligi – PoBandzie – Portal Sportowy

W Grudziądzu wiadomo było, iż wygrają żółto-niebiescy. Tajemnicą pozostawało – którzy? Faworytem miejscowe Gołębie, ale też przyjezdni jawiący się jako spora zagadka. Na wstępie… tylko krawężnik. Taka grudziądzka prawidłowość. Start, do kredy i gęsiego. Emocje jak na grzybach. Zawodnik z pola A uprzywilejowany. Zabierał się spod linek, czepiał wewnętrznej i dowoził. Każda próba wysunięcia się szerzej groziła katastrofą. Złamanie zasady dopiero w IV odsłonie, a po pierwszej serii – w meczu remis. Druga seria i poziom emocji bez zmian. przez cały czas królowało wewnętrzne pole. Powolutku jednakowoż zaczęło się odsypywać. Była więc nadzieja, iż coś zacznie się dziać. Liderzy Gorzowa Holder i Thomsen w tej fazie nieuchwytni. W trzeciej serii niestety nic się nie zmieniło. Twardo i tylko trawa niosła. Na trasie nudy. Jedynie wynik zaskakiwał. Remis. Po czwartej serii – blisko, choć Gorzów pokazał zęby w XI. Gołębie obok Wadima i Michaela nie miały kim łatać dziur. Wśród gości znakomicie i ambitnie młodzież. Ot, coraz mocniej pachniało sporą niespodzianką. Niestety dla miejscowych, cokolwiek się odsypało, to zaraz było roszone i dobijane. Tak to załatwili się grudziądzanie… na własne życzenie. Kluczowym okazał się XIV wyścig. Małkiewicz z drugim warningiem i wykluczeniem. Pollestad bohaterem gości. Zawody jak się rozpoczęły – tak się zakończyły. Bez rozstrzygnięcia. Dwóch z Grudziądza zremisowało (sensacyjnie?) z drużyną GEZET Stali Gorzów. Na tę chwilę zamiana pary Miśkowiak/Lidsey na zestawienie Pedersen/Drabik wypadło mizernie. No i jeden zasadniczy wniosek. Gospodarze zrobili tor przeciwko sobie. Tym razem emocjonował jedynie wynik. Ściganie nudne jak przysłowiowe flaki.

Na deser starcie gigantów. W Lublinie solenizant Zmarzlik z ekipą, przyjął aktualnych DMP z Torunia. Po stronie gości (o dziwo) Antek Kawczyński, za którym m.in. dwa wyjazdy w piątkowym sparingu. Pośród Koziołków kilka nowych twarzy. Stabilność zestawienia przemawiała za ekipą z Grodu Kopernika. Własny tor za gospodarzami, choć po doświadczeniach grudziądzkich – mogło być różnie. A jak było? Otóż… nudno. Od początku Lublin podyktował swoje warunki. choćby Michelsena wypiaskowali na 5-1. I to Bańbor! Krzyżacy pierwszą trójkę złapali dopiero w VI wyścigu. Po dwóch seriach jedyną śliwkę dla lubelaków zainkasował Cierniak. Za dużo zer u gości, by mogli cokolwiek ugrać. Podratowali się nieco torunianie taktycznymi, ale szali nie byli w stanie przeważyć. Wróciliśmy zatem do Ekstralipnej schematy wynikowej, takoż niedoboru (bolesnego) jakichkolwiek smaczków. No chyba, iż za taki uznamy wygraną w trzeciej serii Patryka Dudka.

Wnioski? Zawiodła ta inauguracyjna kolejka pod każdym względem (z uwzględnieniem AI). Wyniki generalnie do jednej bramki, z jednym wyjątkiem. Na torach emocji i ścigania jak na lekarstwo. Deficyt adrenaliny dojmujący. Zero fantazji, mijanek, spektakularnych akcji, finezji, kunsztu, zwrotów akcji. A miało być tak pięknie. Kamery. Wywiady. Panienki w strojach ludowych… . Ot, najlepsza żużlowa liga świata. Że tak zażartuję.

Przemysław Sierakowski

Idź do oryginalnego materiału