Żużel. Najdłuższy żużlowy pociąg i nielegalne paliwo, czyli 50 lat od finału na Śląskim

1 miesiąc temu

– Mało kto o tym wie, ale tak naprawdę tytułu mistrza świata w Chorzowie nie byłoby bez dwóch osób – Ivana Maugera oraz dyrektora mojej szkoły, Petera Emery’ego. To właśnie dyrektor mojej placówki szkolnej pewnego razu na porannym spotkaniu zaczął opowiadać nam o Jimie Clarku, tragicznie zmarłym na torze w Hockenheim kierowcy Formuły 1. Dyrektor mówił o tym jak tragiczna jest śmierć, jak doskonały był Clark na torze oraz o tym… iż nie wyobraża sobie, iż ktokolwiek ze słuchających jego przemowy będzie kiedyś mistrzem świata w czymkolwiek. Jego pogardliwy komentarz pobudził mnie do działania i pomyślałem sobie: „A może kiedyś ja będę mistrzem, ale na żużlu?”. Ivan Mauger z kolei, nie pamiętam dokładnie kiedy, ale na pewno przed finałem w Katowicach zdecydowanie powiedział, iż nie ma szans na angielskiego mistrza świata, ponieważ my jeździmy głównie u siebie i jesteśmy zamknięci na inne tory. Mówił też, iż wolimy żyć w swojej strefie komfortu. Pamiętam, iż ten jego niepochlebny komentarz mocno utkwił mi wtedy w głowie. Przed finałem na torze w Katowicach startowałem trzy razy. Pierwszy to oczywiście finał w 1973 roku, drugi raz rok później w Drużynowych Mistrzostwach Świata i raz w 1975 roku, w test meczu Polska – Anglia, w którym wywalczyłem siedemnaście punktów – wspominał po latach Collins.

Żużel. Kolejny kontrakt w Lesznie! Perełka „Bykiem” przez kolejne 3 lata! – PoBandzie – Portal Sportowy

Żużel. Protasiewicz mówi o jeździe Bewleya. Powrót Kowalskiego zagadką – PoBandzie – Portal Sportowy

Finał, jak się później okazało, rozgrywał się nie tylko na samym torze w Chorzowie, ale i w parkingu.

– Nie wiedziałem też, iż za kulisami Polacy oskarżyli mnie o stosowanie nielegalnego dodatku do paliwa – o proteście dowiedziałem się dopiero następnego dnia rano. Zawodnicy, którzy zajęli pierwsze i drugie miejsce w każdym wyścigu musieli mieć zbadane paliwo. Wygląda na to, iż moje nie przeszło testów w pit-side po pierwszym przejeździe, ale zespół dowiedział się o tym dopiero przed drugim wyścigiem. Przypuszczalnie to niepotrzebne opóźnienie miało na celu zdenerwowanie mnie. W tym miejscu Eric Boocock odegrał kolejną rolę. On i inni trzymali mnie w niewiedzy o zakulisowych plotkach. Wiedzieli, iż rozproszenie mojej uwagi może mieć zły wpływ na moją postawę na torze. Nie żebyśmy mieli się czego obawiać. Mój metanol, i z tego co wiem, metanol używany przez wszystkich innych zawodników, pochodził z centralnej beczki dostarczanej przez Polaków. Tak było zawsze w Polsce. Nie mogliśmy przecież zabrać ze sobą na pokład samolotu puszek z łatwopalnym paliwem i olejem! Jak na ironię, polskie gwiazdy były całkiem sprytne w legalnym manipulowaniu własnym paliwem. Kilka lat wcześniej dowiedziałem się, iż aby ich motocykle nie kręciły się zbyt mocno na tych starych oponach Barum, dodawali do metanolu zwykłą wodę z kranu, co powodowało wyciszenie silnika i zwiększenie przyczepności. Inną sztuczką było wlanie kilku kubków wody do dętki tylnej opony przed jej napompowaniem, co sprawiło, iż opona stała się cięższa i bardziej przyczepna.Próbki czystego metanolu, którego użyłem w finale ’76, zostały następnie wysłane do FIM, do analizy laboratoryjnej i jakiś miesiąc po finale potwierdzono, iż testy nie wykazały żadnych śladów dodatków. Fiolkę z tym paliwem mi przesłano i pewnie gdybym dobrze poszukał to bym ją jeszcze znalazł – dodawał najlepszy żużlowiec sprzed pół wieku.

Żużel. Wielkie wyróżnienie dla 16-latka! Bydgoska perełka z „dziką kartą” na SGP! – PoBandzie – Portal Sportowy

Żużel. Są kary po zadymie na derbach! Kasa Falubazu ucierpi! – PoBandzie – Portal Sportowy

Nie najlepsze wspomnienia z finału na Stadionie Śląskim ma jego polski uczestnik, Marek Cieślak. Dla zawodnika Włókniarza był to drugi udział w finale światowym ale pierwszy przed polską publicznością. Ostatecznie z czterema punktami na koncie zajął trzynaste miejsce.

– Pytasz jak wspominam? Źle (śmiech – dop.red.). Trzy albo cztery dni przed finałem przywieźli mi, słuchaj, silnik Neila Streeta, bez gaźnika, bez iskrownika. Ja jeszcze w niedzielę rano, przed samym finałem jeździłem w Rybniku, bo ciężko było ten motocykl choćby odpalić, nie mówiąc o jeżdżeniu. Jak sobie to teraz wspominam z Tobą, to się zastanawiam jak to w tej Polsce wtedy funkcjonowało. Najlepsze, iż dwa tygodnie później pojechałem z tym silnikiem na finał drużynowy i tam już wszystko było dobrze. Niedosyt? Nie ma co po latach wracać, byłem finalistą mistrzostw świata. To też coś – mówi nam Marek Cieślak.

Peter Collins po dziś dzień wspomina „wypchany” kibicami Stadion Śląski, na którym zasiadło pół wieku temu ponad sto tysięcy sympatyków speedwaya.

– No ludzi był pełen stadion. Na mnie to zrobiło takie wrażenie, iż nie mogłem odpalić motocykla i mnie pchali po dwadzieścia metrów (śmiech – dop.red.). A tak na poważnie, to jak wygrałem drugi swój bieg, to tak entuzjazm kibiców robił mocne wrażenie – dodaje Cieślak.

Finał w Chorzowie do historii przeszedł z paru względów. Nie tylko na wygraną Collinsa. Po raz pierwszy finał wygrał motocykl Weslake.

– Mam po dziś wdzięczność dla wszystkich osób, które były związane z Weslake. Zostałem ich pierwszym żużlowym mistrzem świata – pierwszym zawodnikiem, który zdobył tytuł w erze czterozaworowej – ale jak często powtarzałem, choćby najbardziej utalentowany zawodnik nie wygra finału światowego bez świetnego motocykla. jeżeli twój motocykl nie jest dobry, nie wygrasz niczego – wspomina Collins.

Kolejny powód to ponad dwa i pół tysiąca angielskich kibiców, którzy po złoto przyjechali do Chorzowa. Część z nich największym w historii tego sportu, żużlowym pociągiem. Możliwość taką stworzyły biura podróży Warnersports oraz Gray Green Travel, które wspólnie zorganizowały wyjazd do Polski specjalnym pociągiem. Na jego pokładzie znalazło się blisko ośmiuset kibiców żużla. Pociąg swoją podróż zaczynał na londyńskiej stacji Liverpool Station, a kończył na dworcu w Katowicach.

TonyMcDonald w żużlowym pociągu do Polski

– Byłem na pokładzie pociągu wśród kilkuset fanów, którzy wybrali się w ten sposób do Chorzowa. Firmę jednego z organizatorów Warnesports prowadził Danny Leno. Leno swoją karierę w żużlu rozpoczął od sponsorowania turniejów indywidualnych na Hackney, a potem sponsorował Michaela Lee. W latach 70. coraz więcej angielskich fanów wybierało się na finały do wschodniej Europy. Warnersports w 1976 roku uwagę kibiców skupił kampanią reklamową. Podróż pociągiem z Londynu do Polski to było coś niezwykłego i atrakcyjnego. Ja miałem 16 lat, właśnie ukończyłem szkolę i mama zarezerwowała mi bilet w cenie 44 funtów (odpowiednik obecnych 440 funtów – dop.red.). Pamiętam, iż każdy z uczestników na drogę dostał najnowszy numer Speedway Star i Speedway Mail. Do tego była torba z okazjonalnym proporczykiem i czapką – mówił nam znany angielski dziennikarz Tony McDonald.

Angielscy kibice na dworcu w Katowicach

– Na stadionie siedzieliśmy z blisko stutysięcznym tłumem pomiędzy startem, a pierwszym łukiem. Stadion był tak duży, iż ciężko było wszystko dostrzec. Doping był ogłuszający, kiedy wygrywał Cieślak czy nasz ulubieniec z Hackney, Plech. Co ciekawe, kiedy na torze pojawiał się Muller, gwizdom nie było końca. Kiedy Niemiec upadł, miejscowi kibice nie mogli powstrzymać euforii z jego nieszczęścia. Pomimo, iż od zakończenia wojny minęło nieco ponad trzydzieści lat, było słychać w tej części świata emocje z nią związane wciąż były żywe. Oczywiście kibice Hackney dopingowali również Zenona Plecha. Po wygranej naszego Collinsa świętowaliśmy rosyjskim szampanem, którego kupowaliśmy za równowartość dwunastu funtów – wspomina uczestnik wyjazdu a całą historię największego żużlowego pociągu możecie przeczytać tutaj.

Idź do oryginalnego materiału