Odtwarzam kalendarz, bo diabeł siedzi w datach. 14 czerwca prezes Ekstraligi Wojciech Stępniewski powiedział w Magazynie PGE Ekstraligi na antenie Canal+, iż od przyszłego roku pod numerami 8 i 16 mają jeździć wyłącznie zawodnicy z polską licencją do lat 19. Rezerwowy miał być od początku zawodnikiem na nieprzewidziane sytuacje, a nie furtką. A furtka była: kluby wstawiały tam młodego obcokrajowca z pierwszego składu i żonglowały nim, jak chciały. Właśnie tak jeździł w Gorzowie Mathias Pollestad.
Co było dalej? Latem kluby dostały pismo, z którego wynikało, iż od sezonu 2027 rezerwowym może być już tylko młodzieżowiec z polską licencją „Ż” do 21 lat włącznie. Czyli w ciągu jednego lata zmieniła się choćby granica wieku. Przepis jeszcze się nie urodził, a już miał dwie wersje. Tymczasem kluby w czerwcu dawno miały podpisane kontrakty, rozpisane budżety i plany na lata.
Żużel. PRES Toruń o włos od transferu Brady’ego Kurtza! Termiński nie żałuje! – PoBandzie – Portal Sportowy
Żużel. Bohater hitu transferowego zabrał głos! Dlatego zamienia Włókniarz na Stal! (WYWIAD) – PoBandzie – Portal Sportowy
I tu proszę państwa dochodzę do rzeczy, której się w tym kraju nie rozumie od czasów, kiedy jeszcze jeździło się na Jawach. Każda zmiana regulaminu powinna mieć okres karencji. Nie „od następnego sezonu”, tylko minimum od sezonu po następnym. Tak, żeby klub, który zbudował projekt na trzy lata, mógł go spokojnie domknąć albo przebudować, a nie wyprzedawać zawodników w ostatniej kolejce jak meble z upadającego sklepu. Nikt rozsądny nie zmienia przepisów ruchu drogowego w poniedziałek, żeby obowiązywały od wtorku.
Z Władysławem Komarnickim zwykle się nie zgadzam, i to z automatu. Jestem przekonany, iż gdyby ta zmiana uderzała w jakąkolwiek z ekip rywali to Senator z Gorzowa chwaliłby włodarzy ligi za błyskotliwość i dalekowzroczność. Na nieszczęście, ale tym razem były prezes Stali ma rację. Gorzów po ostatnim meczu ogłosił odejście Pollestada i Adama Bednara. Komarnicki mówił PoBandzie, iż klub włożył w tych chłopaków ogromne pieniądze (ciekawe jak bardzo wirtualne), a zamiast zbierać owoce, musiał się z nimi rozstać. Podsumował to krótko: „Tworzyliśmy piękną, młodą drużynę, a regulamin to rozwalił”. Uznał to za błąd ligi. Błędem nie jest może kierunek zmian, ale ich tempo.
Żużel. Szef PZM mówi o niedopuszczeniu Łaguty i Sajfutdinowa do GP! Dostał istotny telefon – PoBandzie – Portal Sportowy
Na siłę nikogo się nie trzyma
A teraz Toruń, który z gorzowskiego nieszczęścia zrobił sobie zakupy. Prekontrakt z Pollestadem podpisano już w lipcu, kiedy Norweg był rewelacją początku sezonu. Pomysł był sprytny: trzymać i Pollestada, i Noricka Bloedorna, wiosną zrobić sparingi, a przegranego wypożyczyć. Przy okazji Sparta, która też chciała Norwega, obeszła się smakiem.
Tyle iż żużlowiec to nie słoik z ogórkami, który można postawić na półce do marca. Bloedorn powiedział jasno: „na etapie rozwoju muszę mieć przede wszystkim pewne starty”. Plan z wypożyczeniem odrzucił, oferty z Metalkas 2. Ekstraligi, w tym z Rybnika, też. Chciał zostać w najlepszej lidze świata, i to w składzie, a nie na ławce.
Piotr Baron mówił jeszcze we wrześniu, iż jeżeli patrzeć na średnie, obaj prezentują wyrównany poziom, a najwygodniej byłoby wybrać po sparingach. Sam jednak przyznawał, iż raczej tak to nie zadziała. Po finale decyzja zapadła. Toruń ma na lata 2027 i 2028 ten sam skład, tylko z Pollestadem zamiast Bloedorna, z którym podpisano dwuletnią umowę.
Spora część toruńskich kibiców jest przeciw, bo Bloedorna pokochali. Rozumiem. Ale ja Baronowi ufam, i to nie z sentymentu, tylko z rachunku. Ten człowiek właśnie obronił z Toruniem mistrzostwo Polski. o ile mówi, iż wybiera Norwega, to wolę jego oko niż moje Excele. A Bloedorna na siłę trzymać nie było sensu. Zawodnik, który chce jeździć co tydzień, a dostaje propozycję „poczekaj do marca, może cię wypożyczymy”, jest jak kot zamknięty w łazience. Niby w domu, ale wszystko podrapie.
Najzabawniejsze jest to, kto na tym wszystkim zarobi. Motor bierze Bloedorna, a w środowisku od dawna mówi się, iż do Lublina ma trafić także Bednar z Gorzowa. Liga zmieniła przepis, Gorzów płacze, Toruń się przegrupował, a Lublin zbiera to, co spadło innym ze stołu. Jak w dobrym kryminale: szukaj tego, kto na zbrodni skorzystał.
Norweskie drewno i niemiecka precyzja
Teraz liczby, bo bez nich felieton to tylko gadanie przy piwie. Pollestad skończył sezon na 28. miejscu w lidze ze średnią 1,609 punktu na bieg. Bloedorn był 35. ze średnią 1,562. Wśród zawodników U24 Norweg był trzeci, Niemiec siódmy. Na papierze różnica jak między dwoma gatunkami tego samego piwa: niby jest, ale po trzecim kuflu nikt jej nie poczuje.
Papier jednak, proszę państwa, przyjmie wszystko. Średnia biegopunktowa to statystyka księgowa. Liczy, ile przywiozłeś, a nie z kim się biłeś i co z tego miała drużyna. W pierwszym meczu finału Bloedorn zrobił cztery punkty z dwoma bonusami, czyli nic, o czym pisze się poematy. A jednak biegi z jego udziałem dały Toruniowi plus sześć. Bonus to też nie ozdoba: oznacza, iż Niemiec przyjechał tuż za kolegą z pary, a takich bonusów zebrał w okresie kilkanaście. Takich rzeczy w średniej nie widać.
Do tego dochodzi kalendarz formy. Pollestad miał fenomenalną pierwszą część sezonu, potem przygasł i odżył dopiero w barażu, gdzie razem z Andersem Thomsenem uratował Stali ligę. Bloedorn odwrotnie: do połowy rozgrywek punktował głównie na Motoarenie, a potem zaczął przywozić punkty z Grudziądza, Zielonej Góry i przede wszystkim z Lublina, gdzie w półfinale zrobił dziewięć punktów z bonusem. Obaj na wyjazdach jeżdżą wyraźnie słabiej niż u siebie, z tym iż Norweg ma tam nieco lepszą średnią.
Najciekawszy szczegół jest jednak w metryce. Toruń tłumaczy wybór myśleniem o kolejnych latach. Bardzo pięknie. Tylko iż Bloedorn urodził się 1 czerwca 2004 roku, a Pollestad 21 listopada 2004 roku. Ten sam rocznik, czyli ten sam termin ważności na pozycji U24. „Perspektywa na lata” to w tym przypadku pięć miesięcy różnicy. Nie twierdzę, iż Toruń wybrał źle. Twierdzę, iż wybrał Norwega z innych powodów niż metryka, a ja tych powodów, jako człowiek z zewnątrz, nie znam. Baron zna.
Co z tego wszystkiego wynika? Że w tej historii nie ma czarnego charakteru. Toruń wybrał zgodnie z planem, Bloedorn wybrał zgodnie z ambicją, Lublin wybrał zgodnie z okazją. Jedynym, kto wybrał źle, jest liga, która zmieniła zasady, kiedy zawodnicy już byli na torze. Gorzów zapłacił za to rachunek, a reszta podzieliła się resztkami.
Dlatego apeluję, choć wiem, iż w Bydgoszczy przy Pestalozziego nikt mnie nie posłucha: dajcie klubom rok oddechu. Ogłaszacie zmianę dziś, wchodzi za dwa sezony. Tak robią poważne ligi i poważne państwa. Bo inaczej za rok przy kolejnej rewolucji napiszę ten sam felieton, tylko z innym nazwiskiem w tytule. A Norickowi Bloedornowi mówię po prostu: danke schön.
Łukasz Chrzanowski

4 dni temu














