Żużel. Przeciwległa prosta: Toruń, korona i lubelski szpital polowy (FELIETON)

1 tydzień temu

Proszę państwa, ja wiem, iż w Polsce nie wypada cieszyć się cudzym szczęściem. U nas sąsiadowi może się udać raz, góra dwa razy, a potem już się na niego pisze donosy. Ale to, co wydarzyło się w Toruniu w ciągu ostatnich dziesięciu dni, jest tak bezczelne, iż choćby największy zawistnik musi zdjąć czapkę.

Toruń bez umiaru, czyli jak finał, który skończył się dwa tygodnie wcześniej

Teraz finał ligi. Powiem uczciwie: w niedzielę we Wrocławiu emocji było mniej niż na zebraniu wspólnoty mieszkaniowej w sprawie wymiany domofonu. I nie ma w tym winy ani kibiców, ani telewizji. Sprawa została załatwiona dwa tygodnie wcześniej na Motoarenie, gdzie deszcz opóźnił start o ponad półtorej godziny, a potem gospodarze rozjechali Spartę 55:35. Mikkel Michelsen przywiózł czternaście punktów i wyglądał, jakby jechał na innym sprzęcie niż reszta świata.

Żużel. Gdzie trafi Pedersen? Kanclerz mówi o szansach na transfer – PoBandzie – Portal Sportowy

Żużel. Rusko o regresie Janowskiego i frajerstwie w Toruniu! Czy pójdzie po Zmarzlika? (WYWIAD) – PoBandzie – Portal Sportowy

Dwadzieścia punktów straty w żużlu odrobić można. Teoretycznie. Tak jak teoretycznie można schudnąć dwadzieścia kilo przez weekend. Wrocław musiał zacząć od mocnego uderzenia, a zaczął od tego, iż po pierwszej serii przegrywał sześcioma punktami i mógł już sięgać po rezerwy taktyczne. To jest moment, w którym kibic na trybunie przestaje liczyć punkty i zaczyna liczyć, ile mu zostało piwa w kubku.

Złoto było toruńskie już po dziesiątym biegu. Formalnie postawili kropkę Emil Sajfutdinow i Antoni Kawczyński. Ten drugi to junior, który właśnie wygrał klasyfikację Red Bull Juniorskich Asów. Weteran i dzieciak, jeden obok drugiego, zamykają sezon. Ładniej by tego nie ułożył żaden marketingowiec. A żeby było jeszcze bardziej bezczelnie, Toruń wygrał też sam rewanż, 46:44. Dwumecz 101:79. Lambert dołożył jedenaście punktów, jakby mu było mało tytułów w jednym tygodniu.

Żużel. Taki będzie skład Sparty Wrocław 2027? Trzy warianty! – PoBandzie – Portal Sportowy

Żużel. Prezes Ostrovii mówi o transferach. Oni pożegnają się z Moonfin Magnus – PoBandzie – Portal Sportowy

Sparcie trzeba oddać, co jej: Artiom Łaguta zrobił szesnaście punktów i jechał tak, jakby od niego jednego zależał honor Dolnego Śląska. W sumie zależał. Tyle iż jeden zawodnik meczu nie wygrywa, a już na pewno nie dwumeczu z dwudziestoma punktami straty. Wrocław znowu odjeżdża ze srebrem i znowu będzie się zastanawiał, co poszło nie tak. Podpowiem: pierwszy mecz.

Piotr Baron może natomiast spokojnie wyjechać na urlop. Obronić tytuł to w polskim żużlu sztuka większa niż go zdobyć, bo po pierwszym złocie wszyscy chcą ci podkupić zawodników, a połowa składu dostaje oferty, przy których zwykły śmiertelnik spada z krzesła. Toruń to przetrzymał. Szacunek.

Wrocław, czyli wieczny kandydat do korony

Skoro już przy Sparcie, pozwolę sobie na dłuższą chwilę, bo to temat, który w polskim żużlu wraca jak rachunek za prąd. Co roku przed sezonem Wrocław jest w gronie faworytów. Co roku ma na papierze skład, przy którym innym prezesom robi się słabo: Łaguta, Kurtz, Bewley, Janowski. I co roku jesienią szampana otwiera ktoś inny.

Liczby są bezlitosne. Sparta była mistrzem Polski w latach 1993, 1994, 1995, 2006 i 2021, a ten ostatni tytuł był pierwszym od piętnastu lat. Potem znowu zaczęło się czekanie: srebro w 2023, srebro w 2024, brąz w 2025 i teraz srebro po raz trzeci w czterech sezonach. Od 2007 roku Wrocław ma jedno złoto. W tym czasie Toruń zdążył spaść z ligi i wrócić.

To jest Wrocław w pigułce: wieczny kawaler, o którym od dwudziestu lat cała okolica mówi, iż to najlepsza partia w mieście, a żenią się wszyscy dookoła. I zawsze znajdzie się jakiś drobiazg, który przekreśla nadzieje. W niedzielę w ósmym biegu Brady Kurtz zachwiał się na ostatnim łuku, stracił prędkość i przepuścił Michelsena. Stadion Olimpijski zamarł, a dwa biegi później było po wszystkim. Nie mówię, iż to wina Kurtza, bo sam zrobił czternaście punktów i jeździł świetnie. Mówię, iż w Spartę jakby wpisane jest to jedno potknięcie za dużo.

Drużyna Piotra Protasiewicza miała w tym roku wszelkie podstawy, żeby myśleć o złocie. Skończyło się jak zwykle. Dla większości klubów srebro to powód do fety. We Wrocławiu to już tradycja, i to taka, której nikt tam nie chce pielęgnować.

Lublin, czyli szpital polowy z medalem

A teraz Lublin, bo tam w sobotę działo się więcej niż w niedzielnym finale. W Lublinie, proszę państwa, brązowy medal to jest mniej więcej to samo, co dla Realu Madryt remis u siebie z Getafe. Niby punkt jest, ale prezes chodzi po gabinecie i trzaska drzwiami. Motor przyzwyczaił kibiców do złota, więc mecz o trzecie miejsce traktuje się tam jak karę za złe sprawowanie.

Tylko iż tym razem ta kara wymagała bohaterstwa. Pierwszy mecz w Lesznie Motor przegrał 44:46, więc nic nie było przesądzone. Do rewanżu przystąpił bez Mateusza Cierniaka, któremu sezon zabrała kontuzja ręki. A w pierwszej serii do szpitala pojechał Kacper Woryna. Życzę mu zdrowia i szybkiego powrotu, bo to był chłopak, który w tym sezonie miał jechać po coś dużego. Taki sport. Podłe są czasem tory losu.

No i co? Ano to, iż reszta drużyny zakasała rękawy. Martin Vaculik, Bartosz Zmarzlik i Fredrik Lindgren przywieźli razem czterdzieści jeden punktów. Dołożyli swoje juniorzy. Wynik 56:34, w dwumeczu 100:80, szósty medal Drużynowych Mistrzostw Polski z rzędu. Jak się ma zaplecze, to się ma, a jak się nie ma, to się kupuje. Motor ma i jedno, i drugie, i właśnie dlatego jest tam, gdzie jest.

Osobny akapit należy się Zmarzlikowi. Tydzień wcześniej stracił koronę mistrza świata w ostatnim biegu sezonu. Inny by się obraził na świat, wyjechał na Malediwy i wrzucał na Instagram zdjęcia z leżaka. On przyjechał do Lublina i jeździł, jakby od tego brązu zależało jego życie. Taki człowiek nie potrzebuje złotego plastronu, żeby było widać, kto tu jest zawodowcem. Brąz w lidze nie zastąpi złota świata, wiadomo. Ale pokazuje, iż korona z głowy spadła, a charakter został na miejscu.

A za rok do PGE Ekstraligi wraca Polonia Bydgoszcz. Czas na Derby Pomorza. Takie prawdziwe, bo nie uwierzę, iż kibice w Toruniu traktują mecze z Grudziądzem po derbowemu. Mistrzowie Polski kontra sąsiad zza miedzy, który od lat ma do Torunia więcej pretensji niż teściowa do zięcia. Szykujcie popcorn, szykujcie policję, szykujcie bilety. Bo po takim sezonie Toruń nie może już nikogo zaskoczyć. Może się tylko potknąć. A na to, przyznajmy szczerze, połowa żużlowej Polski już czeka z otwartym notesem. Tradycja zobowiązuje.

Łukasz Chrzanowski

Idź do oryginalnego materiału