Mnie akurat zdominowały Świętochłowice swoim powrotem do ligowego ścigania po 24 latach. „I ja tam z gośćmi byłem, miód i wino piłem, A com widział i słyszał w księgi mieściłem” – pisał w XII księdze Pana Tadeusza Adam Mickiewicz. To, co widzieliśmy na Skałce możecie poczytać TUTAJ lub zobaczyć na kanale Lewoskrętni. Powrót organizacyjnie oraz sportowo naprawdę udany, pisząc w wielkim skrócie. Mi osobiście do gustu mocno przypadł Włoch Mateo Boncinnelii, który jest waleczny na torze jak jego rodacy w 1944 roku w bitwie pod Garfagnaną. Ma chłopak papiery na jazdę. Lepszy sprzęt, jakiś menadżer i przyszłość przed sympatycznym, ale i skromnym zawodnikiem może być jak włoskie jezioro Como. Samym Świętochłowicom życzę, aby nie spoczywali na laurach i rozwijali się skutecznie dalej. Co ciekawe, tamtejsi działacze nie dość iż pracowici to jeszcze do bólu szczerzy. Nie ukrywają, iż gdzieś w głowach, w wieloletnim planie, marzy im się Ekstraliga. Tu się nie ma co śmiać. Marzenia są po to, aby je spełniać i jeżeli tylko zapału, pieniędzy oraz wsparcia miasta nie zabraknie, to jak w życiu, tak w żużlu – wszystko jest możliwe.
Na moment przeskoczmy do PGE Ekstraligi. Była niespodzianka. Skazywana na porażkę Staleczka wywiozła bowiem z faworyzowanego Grudziądza punkt i, co najlepsze, niesmak pewnie gościom jeszcze pozostaje ponieważ wygrana była na wyciągnięcie ręki. Są tacy, którzy już Stal określają po wspomnianym remisie mianem pewnego kandydata do play-off, ale ja jeszcze z rozdzielaniem miejsc parę kolejek bym się wstrzymał. We Wrocławiu Piotr Protasiewicz „zlał” niemiłosiernie żołnierzy Adama Golińskiego. Tam już na starcie sezonu jest mocno pod górę. Nie dość, iż na pierwszą rundę niedysponowany był Leon Madsen, to teraz koszmarną kontuzję odnowił Damian Ratajczak. Zdrowia dla niego, bo to jeden z największych pechowców ostatnich lat.
Żużel. Co ze zdrowiem Ratajczaka? Są ważne informacje! – PoBandzie – Portal Sportowy
Żużel. Niepokojące wieści z Lublina! Remont stadionu znów zagrożony? – PoBandzie – Portal Sportowy
Częstochowa zgodnie z oczekiwaniami uległa wysoko w Częstochowie. Tutaj pojawiły się głosy – nie tylko kibiców – co ten zespół robi w Ekstralidze. Dzwonił do mnie w sobotę jeden z prezesów i twierdził, iż ten Włókniarz winien w Metalkasie startować, bo będzie dostarczycielem nie tylko punktów, ale i sowitych wypłat dla zawodników swoich kolejnych rywali. Czas pokaże. Z drugiej strony, jakby nie patrzeć, mieliśmy stykowy mecz w Grudziądzu, ale pod kątem „mijanek” przegrał on choćby z jednostronnym meczem we Wrocławiu. Pytanie zatem jest takie co ważniejsze? Klubowa kasa czy emocje dla kibiców i widzów przed szklanym ekranem? Ja osobiście tej Częstochowie życzę dobrze i mam nadzieję, iż nie skończą ligi we wrześniu z zerem na koncie.
Pojechały eliminacje IMP i „zabójczo” pojechał w nich Gleb Czugunow. Rozumiem, iż wszelkie „uprawnienia” do startu w IMP otrzymał jeszcze przed wojną, która rozpoczęła się w 2022 roku, ale czuję niesmak patrząc na jego nominacje i brak jej choćby dla chętnego Emila Sajfutdinowa. Dla mnie znaczenie ma obywatelstwo, a nie czas załatwienia koniecznych papierów.
Po dwóch okrążeniach po prostu „puchł”, a na zgrupowaniach kadry we Wrocławiu regularnie pokazywał plecy Jancarzowi czy Plechowi. Mistrz startu i mistrz lufy. Jak wspominał mi Bartłomiej Czekański, ówczesny trener Sparty, zabiegał bezskutecznie choćby u dzielnicowego, aby Ryśka na dwa dni przed meczem „zamykali”, aby lufy nie kusiły. Czemu to piszę? Ku przestrodze młodych rajderów, którzy jeżeli chcą coś znaczyć w przyszłości winni unikać wspomnianych luf. W jednym z weekendowych spotkań jeden z zawodników pojechał poniżej oczekiwań trenera i pewnie kibiców. Jakieś problemy sprzętowe go dopadły czy ból brzucha. Mniejsza z tym. Wytłumaczenie zawsze się znajdzie. Problem w tym, iż po meczu, jak się okazało, współtowarzysze biesiady powysyłali foty jak ów „gwiazda” spędziła przedmeczową noc. Warto zatem od młodego być profesjonalistą, a jak już pokusie rzeczonej „lufy” oprzeć się jednak nie możemy, to warto walić ją z dala od kibiców. Inaczej zdjęcia gwałtownie się robi i rozsyła po redakcjach.
I na koniec KLŻ, czyli dla mnie Kolejna Liga Zapomniana. Nie wnikam w skomplikowane kwestie praw telewizyjnych, ale patrząc na pełne trybuny w Świętochłowicach, remis Krakowa z Opolem ubolewam i nie tylko ja, iż nie pokazuje jej ani Motowizja ani klubowe telewizje. Bądź co bądź, pomimo, iż to ubogi daleki krewny najbogatszej ligi świata, to jednak jakaś rodzina. Choć z tą, jak mówią niektórzy, najlepiej wychodzi się na zdjęciu.

1 miesiąc temu

















