Żużel. Wspiął się na żużlowy szczyt. 63. urodziny duńskiego mistrza

11 miesięcy temu

Życie go nie rozpieszczało. Nigdy nie poznał swojego biologicznego ojca. Nie zajmowała się nim też biologiczna matka. Wychowanie spoczywało na barkach dziadka i babci. Drugie imię Jana – Osvald, to właśnie imię dziadka, który adekwatnie był dla niego ojcem. To dziadek Osvald przemierzał z wnukiem Danię i pokazywał mu jak jeździ Ole Olsen. To on kupił mu pierwszy motorower. To dziadek skutecznie pielęgnował zainteresowanie małego Jana do żużla i to on dopingował go podczas pierwszych treningów na torze w Fjelsted.

– Pamiętam, iż miałem trzy lata, gdy jeździłem już sam małym ciągnikiem, choć wiem, iż brzmi to nieprawdopodobnie. Gdy miałem cztery i pół roku, prowadziłem fiata 500, takiego bez dachu i drzwi. W wieku lat sześciu miałem swój pierwszy motorek, który musiał dla mnie zbudować dziadek, ponieważ byłem bardzo mikrego wzrostu. Mieliśmy niewielką farmę warzywną i tam też powstał mały tor, na którym zacząłem swoje treningi. Po raz pierwszy, tak na poważnie, ścigałem się na torze w Fjelsted, gdy miałem trzynaście lat, czyli w 1976 roku – wspominał niegdyś dla nas były żużlowiec.

OBSZERNY WYWIAD Z JANEM O. PEDERSENEM

W 1991 na Ullevi w Goeteborgu dokonał tego, o czym marzy każdy żużlowiec – zdobył tytuł mistrza świata.

– Pamiętam ten dzień, jakby to było wczoraj. W dniu imprezy zostałem w domu pod Göteborgiem, ale miało to swoje pewne uzasadnienie. Poprzednie dwa finały odbyły się beze mnie. W 1989 roku, pięć dni przed turniejem w Monachium, odniosłem kontuzję. W 1990, przed finałem w Bradford, historia się powtórzyła, tylko iż dziesięć dni przed rywalizacją. Tym razem postanowiłem nie kusić losu. Zostałem w domu. Na stadion pojechali moimi mechanicy – John Olsen i Hans Rosendal. Silniki były przygotowane na finał od Otto Weissa. Ja w samotności szykowałem się mentalnie. Na stadion dotarłem dopiero półtorej godziny przed zawodami. Zawody wygrałem i zaczęła się niesamowita radość, ale jednocześnie szaleństwo z przemieszczaniem się. Pędziłem prosto ze stadionu na prom, który o północy odpływał do Danii. Następnego dnia miałem duńską Superligę w Saeby. A na promie tłum fanów i było fajnie, lekkie świętowanie tytułu. Wtedy też zaczęło do mnie docierać, iż jestem najlepszym żużlowcem świata. Do hotelu wpadłem o 4 nad ranem. Przespałem się i pojechałem na mecz, który zaczynał się o 12. Po spotkaniu miałem zamówiony prywatny czarter, którym dostałem się do Odense, gdzie z kolei byłem gościem duńskiej telewizji w programie emitowanym na żywo – wspominał nam Duńczyk.

Karierę Pedersena brutalnie przerwała kontuzja zaledwie 8 miesięcy po zdobyciu upragnionego tytułu. Podczas zawodów na torze Lovelbanen obok Viborg zalicza upadek, który kończy się dla niego dramatycznie – kontuzją kręgosłupa, która przekreśla jego dalszą jazdę. – Kontuzja przytrafiła się, gdy miałem zaledwie 29 lat i mogłem, jestem tego pewien, osiągnąć więcej. Złamałem cztery kręgi, ale sądzę, iż jestem w lepszym położeniu niż Erik czy Per Jonsson. Ile lat wracałem do jako takiej sprawności? W moim przypadku to były cztery lata ciężkiej pracy. Nie mówiąc o myślach, które masz w głowie. W końcu się z tym pogodziłem i zacząłem starać się żyć dalej. To bardzo ważne, aby wszystko poukładać sobie w głowie – wspominał.

CZYTAJ TAKŻE:

Żużel. Drabik będzie jeszcze lepszy w GKM?! Mówi o tym otwarcie!

Żużel. Zmarzlik zgarnia Złote Koło 2025! TOP 10 sezonu Michała Korościela (WYNIKI)

Żużel. Zapytaliśmy Kazika o… żużel! Wspomniał bieg Szczakiel vs Mauger!

Idź do oryginalnego materiału