LeBron James dołączył do Philadelphia 76ers jako skrzydłowy, ale Nick Nurse nie zamierza traktować go jak zwykłego skrzydłowego. Trener Sixers jasno zapowiedział, iż to właśnie blisko 42-letni LBJ będzie pełnił rolę rozgrywającego, którego zadaniem będzie organizować grę, ustawiać akcje dla siebie i swoich kolegów.
– Jest kreatorem ofensywy. To zawodnik, który będzie wyprowadzał piłkę i próbował kreować akcje dla siebie albo dla innych. Robi to bardzo dobrze – powiedział Nurse w podcaście „Takeoff with John Clark”.
To pierwsza konkretna deklaracja dotycząca funkcjonowania nowego składu Sixers. Nie oznacza to oczywiście, iż Tyrese Maxey przestanie być rozgrywającym albo iż LeBron będzie dostawał piłkę w każdej akcji. Nurse podkreślił tą wypowiedzią jak chciałby, żeby wyglądała gra jego drużyny, czyli żeby LBJ był głównym organizatorem gry, mózgiem drużyny, a nie tylko kolejną gwiazdą czekającą na podanie na skrzydle.
To rozwiązanie ma sens, bo w poprzednim sezonie LeBron notował 7,2 asysty na mecz, a w kwietniu został czwartym zawodnikiem w historii NBA z co najmniej 12 tys. asyst. Wciąż świetnie czyta obronę po zbiórce, potrafi znaleźć podającego po podwojeniu i zmusza rywali do podejmowania decyzji jeszcze zanim minie połowę boiska.
Maxey w minionych rozgrywkach zdobywał 28,3 punktu i rozdawał 6,6 asysty. To nie jest więc zawodnik, któremu trzeba odebrać piłkę. Dla Sixers ważniejsze jest coś innego. Chodzi o to, iż Maxey nie będzie musiał za każdym razem sam inicjować akcji przeciwko ustawionej obronie. Kiedy LeBron będzie prowadzić atak, Maxey może ruszać się bez piłki, ściąć po zasłonie, czy cierpliwie czekać na podanie. Sam fakt, iż będzie bez piłki na boisku już jest ogromnym zagrożeniem i tutaj będzie chyba największa przewaga Sixers nad rywalami. Maxey, Brown, Embiid, James czy Edgecombe są zagrożeniem na boisku choćby jeżeli nie mają piłki w rękach i obrona nie może ich odpuszczać. A LeBron jako kreator może idealnie widzieć do kogo podanie w danej akcji będzie najlepszym rozwiązaniem.
Na pewno Maxey przez cały czas będzie grał pick-and-rolle i miał piłkę w rękach w końcówkach. Różnica polega na tym, iż Sixers będą mogli wybierać, który z dwóch kreatorów rozpocznie dane posiadanie.
W teorii wygląda to bardzo dobrze. LeBron może grać z piłką, Joel Embiid ustawić zasłonę lub czekać na podanie na półdystansie lub obwodzie, Maxey atakować i szukać błędów obrońców, a Jaylen Brown wykorzystać przewagę fizyczną na skrzydle. Philadelphia ma czterech zawodników, którzy potrafią stworzyć dla siebie akcje. Niektórzy uważają, iż do tego grona należy dodać też Edgecombe’a.
Problemem Sixers nie będzie więc na pewno brak talentu. Problemem może się okazać ustawienie hierarchii i nauczenie się współpracy gwiazd, które do tej pory były liderami swoich drużyn. Kolejność decyzji i gotowość do gry bez piłki będzie kluczowa.
Każdy zespół, w którym gwiazdy decydowały się grać razem – czy to było Miami z LeBronem i Wadem, czy Warriors z Currym, Thompsonem i Durantem, czy Nets z Durantem, Irvingiem i Hardenem, czy Mavericks z Donciciem i Irvingiem, czy choćby Cavs z Mitchellem i Hardenem – każdy z tych duetów czy tercetów potrzebował czasu w zrozumienie się na boisku, na nauczenie się wspólnej gry i ustalenie, co kto kiedy robi, co kto powinien robić, za co odpowiadać i jaki ciężar gry powinien na siebie brać dany zawodnik.
Sixers mają na ustalenie tego i nauczenie się wspólnej gry 82 mecze sezonu zasadniczego. Ich celem są przecież play-offy i mistrzostwo. Plusem dla nich będzie na pewno fakt, iż LeBron już w poprzednim sezonie potrafił się przesunąć w hierarchii w Los Angeles Lakers. Czuł, iż w ataku nie może dawać już tyle co kiedyś, więc często właśnie kreował swoich partnerów, bo choćby jeżeli z racji wieku stracił na dynamice czy szybkości, to nie stracił umiejętności dostrzegania partnerów na czystych pozycjach. Wydaje się więc, iż LBJ nie będzie chciał zdominować Sixers, tylko będzie chciał promować Maxeya i Browna, a pewnie najwięcej skorzysta na tym Edgecombe, który kiedy obrona skupi się na wcześniej wymienionej trójce, to on będzie miał często okazję do zdobywania łatwych punktów.
Nurse zdaje sobie sprawę z tego, iż czeka go nie lada wyzwanie. Przyznał, iż już ogląda materiały z wcześniejszych drużyn Jamesa i Browna i szuka akcji, które zawodnicy znają oraz dobrze się w nich czują. – choćby jeżeli cofniemy się o siedem czy osiem lat, możemy wyciągnąć rzeczy, które już robili i sprawdzić, jak pasują do naszego zespołu – wyjaśnił trener.
Stare koszykarskie porzekadło mówi, iż dobrego trenera poznać po tym, czy potrafi dostosować taktykę do zawodników, a nie zawodników do swojej taktyki. Nurse wydaje się więc iść to pierwszą, adekwatną ścieżką. Nie chce nauczyć LeBrona, Maxeya czy Browna jego systemu, ale szuka rozwiązań, które będą potrafiły wydobyć z nich to, co najlepsze. Chce raczej połączyć sprawdzone zagrania Jamesa z czasów Cavs, Heat i Lakers, rozwiązania znane Brownowi z Celtics i dotychczasową grę Maxeya i Embiida.
Oczywiście najważniejszym elementem, na który nikt nie ma wpływu będzie zdrowie. James w grudniu skończy 42 lata, Embiid od lat opuszcza mecze z powodów zdrowotnych, dlatego Maxey, Brown i Edgecombe będą musieli wziąć na siebie dużą część obowiązków w okresie zasadniczym.
Rolą LeBrona nie będzie bycie rozgrywającym przez 82 mecze po 38 minut. On ma sprawić, iż ofensywa Sixers będzie na swój sposób nieprzewidywalna i miała pełen wachlarz możliwości. Obrona może podwoić Maxeya, odciąć od podania Embiida, zamknąć w rogu Browna, naciskać na Jamesa z piłką, to wszystko jest możliwe, ale ta ogromna dawka talentu, jaka znalazła się w Filadelfii powinna sobie poradzić choćby w najtrudniejszych sytuacjach.
Nurse jest ostrożny w swoich wypowiedziach. Nie obiecuje jeszcze mistrzostwa. Mówi raczej o pracy, chemii i stopniowym rozwoju zespołu. W 2019 roku jego Raptors zdobyli mistrzostwo, choć w trakcie play-offów kilka razy zmieniali sposób gry i hierarchię w ataku. Z Sixers może być podobnie. Poznaliśmy pierwsze założenia i na papierze wygląda to bardzo dobrze, ale jak wiadomo w NBA sytuacja jest bardzo dynamiczna i do każdego nowego projektu, bez względu ile gwiazd by się w nim znalazło, należy podchodzić z ostrożnością. Taka już ta NBA jest. Po drodze, w trakcie sezonu, może się po prostu wydarzyć wszystko.
A Wy jak oceniacie potencjał i szanse Sixers w nowym sezonie?
Czy słyszałeś już o najnowszej wyprzedaży butów marki New Balance? Mamy dla Was podwójną promocję!
Zachęcam też do sprawdzenia naszego specjalnego artykułu „Składy drużyn NBA na sezon 2026/2027„, bo tam opisaliśmy każdą drużynę według schematu: kto został, kto przyszedł i skąd oraz kto odszedł i dokąd.
Tak na przykład wygląda Philadelphia 76ers:
Zostają: Joel Embiid, Tyrese Maxey, V.J. Edgecombe, Justin Edwards, Dominick Barlow, Adem Bona i Jabari Walker.
Przychodzą: Jaylen Brown (Boston Celtics), Kentavious Caldwell-Pope (Memphis Grizzlies), LeBron James (Los Angeles Lakers), Anfernee Simons (Chicago Bulls), Dean Wade (Cleveland Cavaliers), Ariel Hukporti (New York Knicks), Labaron Philon Jr. (debiutant – 22 nr draftu), Duke Miles (debiutant – poza draftem), Caleb Love (Portland Trail Blazers, umowa two-way) oraz Rayan Rupert (Memphis Grizzlies, umowa two-way).
Odchodzą: Paul George (Boston Celtics), Quentin Grimes (Los Angeles Lakers), Kelly Oubre Jr. (Indiana Pacers), Andre Drummond (New York Knicks), Johni Broome (Los Angeles Clippers), Dalen Terry, Kyle Lowry, MarJon Beauchamp, Tyrese Martin i Trendon Watford (wolni agenci).

23 godzin temu













